Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Słowacki Raj Przełom Hornadu i Sucha Bela

W raju czas się zatrzymuje

NPM 7/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Katarzyna Bieńkowska
(fot. Narodowe Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce )
Spanikowana twarz kobiety, która stoi przed nami przyklejona do skały, mówi sama za siebie. Widać, że walczy ze sobą – zrobić pierwszy krok, czy jednak się wycofać? Tak też może być w raju – Słowackim Raju.

To jest ten jeden z nielicznych weekendów, gdy dzieci są u dziadków w centrum Polski, a my mamy trochę wolnego czasu dla siebie. Zdrowy rozsądek podpowiada, a właściwie krzyczy, by odespać, połazić w piżamie do południa, a wieczorem wyjść na miasto. Jednak nam zaświtał pomysł, by ten weekend wykorzystać inaczej.
– Maciek, gdzie by tu skoczyć? Musi być blisko, bo nie mamy za dużo urlopu. Najlepiej, by to było miejsce, gdzie nie zabierzemy dzieciaków, bo na łatwe trasy to możemy jechać razem – mówię do męża.
– To jedźmy w Tatry – odpowiada.
– To prawda, ale tyle tam ludzi… – rzadko kręcę nosem, ale ta propozycja nie do końca do mnie przemawia.
– No to mam! – zatriumfował Maciek. Nie wiedziałam jeszcze co, ale wyczułam, że będzie to pomysł trafiony! – Słowacki Raj!
Wiele razy chcieliśmy odwiedzić ten magiczny zakątek, ale – jak to się mówi – „zawsze coś”. A tu nagle mamy okazję, która szybko może się nie powtórzyć.

Jedzenie smakuje inaczej
Zamiast o szóstej, jak w normalny dzień pracy, wstajemy o czwartej rano, by jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Endorfiny wypełniają nasz samochód po sam dach i pełni młodzieńczej werwy wyruszamy ku przygodzie. Odnoszę wrażenie, że oboje delektujemy się podróżą – inną, niż miewamy ostatnimi czasy. Cieszy mnie nawet fakt, że siedzę z przodu, a nie grzeję tylnej kanapy, zabawiając niecierpiącą jeździć autem dwuletnią Julę. Dziwnie mi, może nawet trochę głupio, ale wyjątkowo szybko przyzwyczajam się do tej sytuacji.
Nasz cel to Autocamping Podlesok, od którego dzieli nas z Krakowa około 180 kilometrów. Tę odległość, jadąc z licznymi przerwami na kawę, pokonujemy w cztery godziny. Na miejsce docieramy w porze śniadaniowej. Wita nas upał i jeden samotny świerk, który jakby na nas czekał, zapraszając pod swój cień. I tak rozbijamy namiot, który pamięta jeszcze nasze panieńsko-kawalerskie wojaże. Nie pozostaje nam nic innego, jak usiąść do śniadania pod chmurką.
– Zastanawiałeś się, dlaczego jajecznica zrobiona na butli w plenerze albo herbata prosto z termosu smakuje tak bardzo inaczej od tej zrobionej w domu? – pytam Maćka.
Tylko się uśmiecha, wyciągając z auta najpotrzebniejsze rzeczy. Życzę każdemu, by wiedział, o czym mówię.

Jak na harcerskim obozie
Po kawie w ulubionym turystycznym kubku ruszamy na podbicie Słowackiego Raju. Na ten krótki, spontaniczny wyjazd mamy zaplanowane dwie najbardziej popularne atrakcje tego miejsca. Dziś chcemy przejść Przełom Hornadu (słow. Prielom Hornádu), a jutro Suchą Belę (Suchá Belá). Na deser zostawiamy położoną niedaleko Jaskinię Lodową.
Rozbiliśmy się na końcu pola namiotowego, dlatego wychodząc na szlak, mamy okazję dokładnie zobaczyć, co oferuje słowacki kemping. Są więc łazienki, prysznice i długie rynny, w których jeden zmywa, a drugi myje zęby – zupełnie jak na obozie harcerskim. Są też drewniane domki z grillami i pokoje do wynajęcia w głównym budynku z recepcją. Zadbano również o to, by można było zrobić tu zakupy, a wieczorem napić się piwa. Póki co, knajpa świeci pustkami, a rzeka mrówek przy głównym drogowskazie dzieli się na mniejsze potoczki. Dołączamy do tego, który wije się w kierunku Przełomu Hornadu.
Idąc lasem, delektujemy się cieniem. Liczymy, że szlak prowadzący skrajem rzeki będzie chłodną atrakcją. W przewodnikach przeczytaliśmy, że przejście Przełomu Hornadu to trasa licząca około 12 kilometrów. Przejście ułatwiają schodki zwane „stupaczkami”, liczne pomosty, drabinki i łańcuchy, wznoszące się miejscami na wysokości około 150 metrów. Te wszystkie udogodnienia zrobiono w 1974 roku, aczkolwiek rzeka kusiła śmiałków od dawna. W 1906 roku dokonano pierwszego przejścia zamarzniętym Hornadem, jak również przepłynięto go tratwą. Dziś pokonanie tej trasy zajmuje około trzech godzin.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Słowacja

Zobacz też