Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Śnieżne Kotły

W poszukiwaniu straconego spokoju

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Szymon Matuszyński
(fot. Szymon Matuszyński )
Już poranny widok z drogi przed Jelenią Górą zapiera dech w piersiach. Położona znacząco niżej kotlina dodaje Karkonoszom majestatu, a główna grań wydaje się sięgać chmur. Czy pośród wielu niezwykle popularnych i często przeludnionych szlaków są jeszcze tutaj miejsca, w których można choć przez chwilę doświadczyć samotności?

Nie odbieram oczywiście niczego karkonoskim klasykom. Wycieczka na Śnieżkę popularną „Łomniczką” i powrót przez Biały Jar jest przygodą niezwykłą, choć w szczycie sezonu nie jest możliwe, by na szlaku uciec przed tłumami turystów. Podobnie jest z wejściem na Szrenicę. Swoje dodają dostępne tu kolejki, które mniej wprawionych w górskich eskapadach turystów wynoszą prawie na samą grań.
Jednak niezwykłość Karkonoszy – oprócz całego mnóstwa miejsc fantastycznych, w których każda spędzona chwila jest dla pasjonatów gór wyjątkowym przeżyciem – polega również na tym, że są w tych górach miejsca, gdzie trudno spotkać choć jedną osobę. Szczególnie, jeśli na szlaku znajdziemy się tuż po wschodzie słońca. Gdzie ich szukać?
Fantastyczny Dolny Śląsk
Nie jestem w stanie powiedzieć, który raz wybrałem tę trasę. Byłem tu o każdej porze roku – pięknym latem, cudowną jesienią, zdarzało mi się w rakach podchodzić pod Śmielec, czy w wichurze i śnieżycy trawersować Wielki Szyszak, brnąc po pas w śniegu w drodze do Śnieżnych Kotłów. Co łączy te wycieczki? Że ich początkiem jest uroczy Jagniątków, a pierwszym etapem zawsze pokonanie Koralowej Ścieżki.
Nie inaczej jest i tym razem. Zmęczony nawałem zawodowych obowiązków, raz na jakiś czas wpadam w Sudety, choćby na pół dnia. Muszę się zmęczyć, zrobić kilkanaście kilometrów, przy okazji zaliczyć ten czy inny szczyt. Wszystko dla zdrowia nie tylko ciała, ale przede wszystkim ducha. Obecność w górach jest dla mnie swego rodzaju katharsis, którego nie jestem w stanie doświadczyć na nizinach.
Ponieważ mieszkam we Wrocławiu, niemal w każde miejsce w Sudetach mam mniej więcej 120 kilometrów i dwie godziny drogi samochodem. Uzbrojony w kawę, płyty Pink Floyd i Pata Metheny’ego, wpadam na autostradę A4. Jest czwarta z groszami, w Jagniątkowie będę pewnie kilka minut po szóstej. Śpieszyć się nie mam co, aczkolwiek, ponieważ dziś sobota, gdzieś z tyłu głowy jawi mi się już obraz rodzinnego obiadu, do czego tęsknię zawsze (do rodziny, rzecz jasna, bez obiadu mógłbym się obejść).
Pusto jeszcze na drodze, „Dark side of the moon” słucham pewnie po razy tysięczny. Za każdym razem, gdy w Kostomłotach zjeżdżam z autostrady na „piątkę”, nie mogę wyjść z podziwu. Im dalej od autostrady na południe, tym Dolny Śląsk robi się piękniejszy. Pagórki Krainy Wygasłych Wulkanów w niezwykłej poświacie wschodzącego słońca tworzą pejzaż malowniczy i wyjątkowy. Jeśli jeszcze gdzieś trafi się rosa i lekka mgiełka, wkrada się rozbudzająca wyobraźnię tajemniczość, tak bardzo charakterystyczna dla Dolnego Śląska.
Mijam Bolków, pokonuję kolejne piękne wzniesienia i pagórki i lada moment będę w miejscu, w którym, jeśli tylko pogoda pozwala, staję niemal zawsze. Tuż przed Jelenią Górą zjeżdżam w pole i podziwiam karkonoski „mur”. Stąd góry wyglądają chyba najbardziej niesamowicie, sprawiając wrażenie o wiele większych, niż są w rzeczywistości. Nieprawdopodobne. Niemcy mieli rację, nazywając je swego czasu Górami Olbrzymimi (niem. Riesengebirge). Dodajmy w tym miejscu, że wysokość względna Śnieżki to przeszło 1200 metrów (wierzchołek liczy 1603 m n.p.m.), czyli naprawdę sporo. Jeśli wysokość taką liczyć dla Rysów od brzegu Morskiego Oka, wynosi ona „jedynie” 1100 metrów…
Ciężko oderwać wzrok od tego widoku, czas jednak ruszać dalej. Jak założyłem, po szóstej melduję się na parkingu w Jagniątkowie, kiedyś wsi, dziś administracyjnie dzielnicy Jeleniej Góry. Auto zostawiam przy przystanku autobusowym przy ulicy Michałowickiej, w prawo odbija ulica Myśliwska, gdzie zaczyna się miejski odcinek niebieskiego szlaku i Koralowej Ścieżki. Karkonoski Park Narodowy wita mnie oficjalnym wejściem w las, a po paru krokach już warto się obrócić i spojrzeć za siebie na rozciągającą się łąkę i bujną zieleń. Cóż to jest za miejsce, w którym o tej porze jestem oczywiście sam?
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też