Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Laos

W poszukiwaniu skarbów

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paweł Kowalski
(fot. Paweł Kowalski )
Różnorodne skarby rozsiane są po górach całego świata. Wielu podróżuje, żeby ich szukać, zdobywać je, zabierać ich cząstkę ze sobą do domu. Jedni w górach szukają poczucia wyzwolenia, inni wyzwania i potwierdzenia swoich sił fizycznych albo też odpowiedzi na pytania dotyczące przeznaczenia i ich własnego „ja”. To wszystko niezaprzeczalne skarby. Ale dla mnie i dla mojej żony, z którą zawsze podróżuję, największą wartością podróży są ludzie.

Nie wszystkie góry świata mają wytyczone szlaki i są udostępniane turystom. Tak jest między innymi w azjatyckim Laosie. Typowa turystyka górska, jaką przeciętny Polak by sobie wyobrażał, w tym kraju po prostu nie istnieje. Niemal wszystkie najwyższe szczyty, które teoretycznie mogłyby być w kręgu zainteresowań zachodnich górołazów, są na olbrzymich połaciach porośnięte gęstą dżunglą i nikt ich nie zdobywa. W czasach społecznych niepokojów zdarzało się, że chroniły się w ich cieniu grupy uzbrojonych rebeliantów.

Na dachu rzadko kto staje
Najwyższa góra kraju Phou Bia (2819 m n.p.m.), znajdująca się w paśmie gór Annamskich, która teoretycznie mogłaby być najbardziej pożądanym szczytem w Laosie, wpasowuje się dokładnie w ten właśnie obraz. Jest bardzo trudno dostępna. Dodatkowym utrudnieniem są pozostałości po wojnie wietnamskiej. Miny przeciwpiechotne i zrzucane z samolotów bomby zalegają w dżunglach jako niewybuchy. W anglojęzycznych źródłach trudno znaleźć jakąkolwiek informację, aby przez ostatnie 40 lat do tej góry zbliżył się człowiek niebędący Laotańczykiem. Na dachu Laosu rzadko kto staje.
Mimo to śmiało można powiedzieć, że Laos to właśnie góry. Powierzchnia tego pozbawionego dostępu do morza kraju w Azji południowo-wschodniej w 90 procentach pokryta jest górami i wzgórzami. Niestety, obecnie coraz większy staje się problem deforestacji, czyli zmniejszania udziału terenów leśnych. A jeszcze w latach 50. XX wieku aż 70 procent powierzchni Laosu pokrywały lasy, głównie o charakterze podzwrotnikowym. Tak czy inaczej do dziś na trudno dostępnych górskich obszarach wciąż mieszkają lokalne społeczności – ludy i plemiona, które przez wieki żyły w odseparowaniu, a ich kontakty ze światem zewnętrznym były bardzo znikome. Do teraz zachowują swoje dawne tradycje, zwyczaje i praktyki religijne. Często posługują się też odrębnym językiem. Mieszkają w malutkich wioskach zagubionych pośród gór i lasów, co przez stulecia było gwarantem zachowania ich własnej tożsamości. Na terytorium Laosu zalicza się ich do mniejszości etnicznych. Pokrewne im ludy mieszkają także w Tajlandii, Birmie, Chinach i Wietnamie.

Pierwsze spotkanie, czyli komercyjny marketing
Laos odwiedziliśmy po raz pierwszy na początku 2013 roku. Mniejszości etniczne, które zamieszkują północne rubieże tego kraju, były tym czynnikiem, który do podróży zainspirował nas najbardziej. Pragnęliśmy tych ludzi spotkać. Granicę do Laosu przekraczaliśmy drogą lądową w tajlandzkim miasteczku Chiang Khong, choć określenie „droga lądowa” jest w tym przypadku sporym nadużyciem. Żeby bowiem dostać się do laotańskiego miasteczka Houixai po drugiej stronie oddzielającej oba kraje rzeki Mekong, musieliśmy skorzystać z rozklekotanej lokalnej łodzi. Wieczorem mogliśmy za to podziwiać promienie zachodzącego słońca, odbijające się w tafli tej najdłuższej rzeki Półwyspu Indochińskiego.
Nazajutrz byliśmy już w Louang Namtha. Jest to malutka mieścina, będąca jednak stolicą prowincji o tej samej nazwie. To jednocześnie największe miasteczko na najkrótszej trasie tranzytowej z Chin do Tajlandii, toteż rozwija się ono w całkiem szybkim tempie. Dla przybyszów z zagranicy, niebędących chińskimi biznesmenami, Louang Namtha to także baza wypadowa w okoliczne góry i centrum organizacji pieszych wędrówek (tzw. eco-trekkingów) do okolicznych wiosek.
Byliśmy dość mocno zniesmaczeni tym, co zastaliśmy w miasteczku. Nasze marzenie o odnalezieniu przedstawicieli ginących górskich kultur zostało w Louang Namtha sprowadzone do wystawionego na sprzedaż atrakcyjnego produktu turystycznego. Agencje turystyczne na każdym kroku proponowały nam wycieczki z lokalnym przewodnikiem. Ich celem były między innymi wioski mniejszości etnicznych Akha, Yao czy Lanten. Ceny były dość wysokie, obcokrajowcy przyjeżdżają tam bowiem z całkiem zasobnymi portfelami. Nie chcieliśmy jednak płynąć z komercyjnym nurtem i dokładać własnej cegiełki do wielkiej turystycznej machiny. Postanowiliśmy zatem odwiedzić wioski górskich plemion na własną rękę. Następnego dnia wypożyczyliśmy rowery i wyruszyliśmy na poszukiwania.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też