Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

W Lądku wszystko się zaczęło

NPM 3/2010
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Adamski
Na szczycie Kowadła (989 m n.p.m.) (fot. Piotr Adamski)
Okolice Lądka Zdroju, uroczego miasteczka, leżącego u podnóża Gór Złotych darzę sentymentem od dawna. Właśnie stąd pochodzi najstarsze wspomnienie mojego dzieciństwa – zabawa z rodzicami i siostrą na jakimś lądeckim placu zabaw. Dziś miejsce to kojarzy mi się między innymi z Przeglądem Filmów imienia Andrzeja Zawady, na który jeżdżę od dawna. To właśnie w gnejsowych skałkach w okolicach Lądka Zdroju stawiałem swoje pierwsze wspinaczkowe kroki i czułem dumę, mając za partnera, związanego tą samą liną, Zbigniewa Piotrowicza, twórcę tego przeglądu.

Gdy dojeżdżam do Lądka, jest już ciemno. Samochód zostawiam na parkingu przy domu wczasowym „Trojan”. Szybko się przebieram, zapalam czołówkę i ruszam niebieskim szlakiem na górujące ponad miastem wzgórze Trojak (766 m n.p.m.). W czasie marszu nieco boli mnie łydka. To nie jest dobra wiadomość na początku wędrówki.
– To zapewne po piłkarskich szaleństwach w hali – tłumaczę sobie, licząc, że ból zniknie.

Droga nie dla kuracjuszy
Pierwsze wrażenie po wejściu do lasu jest niesamowite. Oświetlam lampką zarośla dookoła i w czterech czy pięciu miejscach widzę świecące i wlepione we mnie pary oczu. Uwielbiam takie klimaty. Drogę znam bardzo dobrze. Szedłem nią wielokrotnie, czy to, żeby powspinać się na okolicznych skałach, czy też rekreacyjnie przerywając oglądanie filmów w czasie któregokolwiek z lądeckich Przeglądów Filmów Górskich. Wyraźna ścieżka biegnie dość gęstym lasem, przecinając w trzech miejscach szerokie drogi, oplatające górę.
– Honor nie pozwala na pójście trasą dla kuracjuszy – uśmiecham się do swoich myśli.
Po trzydziestu minutach dochodzę do szczytu. A tu niespodzianka. Na ścieżce mijam samotną niewiastę, schodzącą właśnie w dół. Krótka wymiana uprzejmości i wdrapuję się na szczyt skałki z platformą widokową, z której w ciągu dnia rozpościera się widok na Dolinę Białej Lądeckiej i góry leżące w Kotlinie Kłodzkiej. Ja widzę tylko zarys Śnieżnika (1425 m n.p.m.) i oświetloną trasę narciarską na Czarnej Górze (1205 m n.p.m.). Musi być sztucznie dośnieżana, bo u mnie białego puchu nie ma ani grama.
Schodzę ze szczytowej skałki o ładnie brzmiącej nazwie Trojan i przechodzę jeszcze kawałek, by stwierdzić, że podnóże sąsiedniej skałki – Skalnego Muru – jest bardzo dobrym, płaskim miejscem do rozbicia namiotu. Mija niecały kwadrans i jem kolację we wnętrzu mojego małego schronienia. A potem zabieram się za lekturę. Jest godzina 19, więc zaśnięcie o tej porze groziłoby mi pobudką w okolicy trzeciej nad ranem i przewracaniem się z boku na bok. A tego bardzo nie lubię. Dokształcam się zatem w zakresie ciekawostek geograficzno-przyrodniczych pasm górskich Ziemi Kłodzkiej. W końcu po trzech godzinach zasypiam.

Czeski łącznik
Wstaję razem ze słońcem, pakuję plecak i ruszam dalej. Idę wzdłuż lądeckich skałek, po lewej mijam Trzy Baszty, wysoką na kilkanaście metrów skalną grupę i dochodzę do najbardziej okazałej Skalnej Bramy. Niebieski szlak, którym przez cały czas podążam, przechodzi pod silnie przewieszoną, efektowną ścianą i schodzi do rozdroża zamkowego. Stąd można na kilka sposobów wrócić do Lądka Zdroju lub Stójkowa albo dojść do przejścia granicznego na Przełęczy Lądeckiej. Ja za znakami niebieskimi i zielonymi idę w kierunku zamku Karpień, położonego na wzgórzu Karpiak (775 m n.p.m.). Po około czterdziestu minutach dochodzę do ruin. Niestety, widać tylko kilka murów i ogólny zarys tego średniowiecznego zamku. A szkoda, bo takie miejsce mogłoby stanowić nie lada atrakcję dla miłośników historii. Obchodzę wokół pozostałości po tym zrujnowanym w XV wieku grodzie i udaję się dalej.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też