Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Rudawy Janowickie

W cieniu wielkiej góry

NPM 8/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Anna Atraszkiewicz
Najbardziej charakterystyczny punkt widokowy – Sokolik – ze wspinaczem i Trzcińskiem w tle (fot. Anna Atraszkiewicz)
Mówią, że to góry bez prawdziwego klimatu, którego się szuka, a lokalny folklor tutaj w ogóle nie występuje. Mówią, że to góry tylko dla wspinaczy, a dla reszty to jedynie mało istotne pofałdowanie terenu, mijane po lewej stronie drogi, gdy się jedzie w Karkonosze. Mówią, że to góry bez górali, tuż po wojnie zwane Górami Łomnickimi. Rudawy Janowickie, oddalone od głównych traktów, drzemią u podnóża Karkonoszy.

Ale Rudawy to nie tylko pasmo górskie w Sudetach Zachodnich, na których terenie utworzono park krajobrazowy i wyznaczono turystyczne ścieżki. Sedno tych gór tkwi chyba najbardziej w niewielkich wioskach, nieco sennych, oddalonych od komercyjnego zgiełku, rozsianych pomiędzy lesistymi grzbietami. Jest tam jakieś wyczuwalne istnienie przeszłości, jakby na dobre jeszcze nie odeszło to, co minione, jakby historia stanęła w miejscu i nic przełomowego już się tutaj miało nie wydarzyć. Bo to, co najważniejsze, już się wydarzyło. Teraźniejszość trwa tutaj niezauważalnie. Jakby nikt sobie jej nie uświadamiał. Ci, którzy tu od lat mieszkają, żyją w domach pamiętających czasy świetności. Przeszłość zostawiła na nich jednak swój ślad, nie pozwalając na odrodzenie, naprawę tego, co się zepsuło, albo wręcz upadło. To tkwi głębiej, w historii i mentalności mieszkańców, spośród których wielu to przesiedleńcy. To, co nowe i świeże, budują przyjezdni. Takich domów nie ma jednak zbyt wiele. Nowoczesne wille i wielkie apartamentowce wyglądają w takich miejscach dość pretensjonalnie. Ale rudawskie wioski to nie tylko upadające chatki sprzed wojny. To również nietuzinkowe kamienice i pałace, których istnienia tutaj większość by się nie spodziewała.

Uśpione wioski
Aby poznać prawdziwy klimat tego miejsca i tych gór, trzeba powłóczyć się po Miedziance, Janowicach Wielkich, Trzcińsku, Strużnicy, Gruszkowie i Karpnikach, i jeszcze kilku innych punktach na mapie. Każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię, której ślady niczym mgła snują się w opowiadaniach mieszkańców. I próżno by tu szukać wielkich hoteli, restauracji czy supermarketów. W Rudawach takie atrakcje rzadko występują.
Snując się z Marcinem drogą do sklepu w Janowicach Wielkich, jednego z nielicznych w okolicy, przypominamy sobie swoją pierwszą wizytę w tych górach. Autobus z Wrocławia zawiózł nas wtedy tylko do Łomnicy, skąd piechotą, z ciężkimi plecakami, wędrowaliśmy drogą przez Rudawski Park Krajobrazowy, przez stawy rozsiane wokół drogi i Karpniki, by żółtym szlakiem przez las dotrzeć aż do schroniska Szwajcarka. Była północ, nigdzie żywej duszy ani latarni. Gdy zaczęliśmy wątpić, czy w ogóle gdzieś dojdziemy, dobiegające z oddali szczekanie psów nieco nas uspokoiło:
– Skoro szczekają psy, znaczy, że jesteśmy gdzieś blisko ludzi – tak wtedy pocieszaliśmy się wzajemnie.
A potem łuna płonącego ogniska w środku lasu przekonała nas, że dotarliśmy do Szwajcarki pod szczytem Krzyżnej Góry, jedynego w całości drewnianego schroniska w całych Sudetach. Budynek, wzniesiony w 1823 roku, przykuwa wzrok swoim ponadprzeciętnym wyglądem, zbudowano go bowiem w stylu tyrolskim, co jest ewenementem w naszym kraju. Po latach też nocujemy w Szwajcarce, skąd tuż po zameldowaniu się, późnym popołudniem, wyruszamy na najbardziej charakterystyczny punkt widokowy okolicy – Sokolik Wielki.

Sokoliki
Tak naprawdę całe Rudawy kojarzą się głównie z Górami Sokolimi, pasmem stosunkowo niewielkim, bo obejmującym kilka szczytów i kopek, w północno-zachodniej części masywu. Popularnie zwane Sokolikami, przyciągają wspinaczy, wiszących na skałach podczas zmagań z grawitacją i własnymi słabościami. Granitowe skały oferują wspaniałe tarcie podczas wspinania, co przy śliskich wapiennych skałach Jury Krakowsko-Częstochowskiej znacznie podnosi ich atrakcyjność. Sokoliki rozpoznać można już z daleka. To przede wszystkim dwa bliźniacze, zalesione szczyty, sugestywnie się kojarzące szczególnie mężczyznom – to Sokolik (623 m n.p.m.) oraz Krzyżna Góra (654 m n.p.m.). Krzyżna, bo na jej szczycie postawiono metalowy, siedmiometrowy krzyż, który ufundowała księżna Maria Anna Amalie von Hessen-Homburg w pierwszej połowie XIX wieku, z okazji urodzin swego męża Wilhelma von Hohenzollerna. Sokoliki piętrzą się nad okolicą, mając w tle całe pasmo Karkonoszy. Dzięki tarasom widokowym, zlokalizowanym na obu szczytach, są miejscem często odwiedzanym przez turystów oraz doskonałym punktem do podziwiania zachodów słońca. Wschodów pewnie też, o ile ktoś lubi wstawać o nieprzyzwoicie wczesnej porze, aby tam dotrzeć.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też