Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Chiny

W cieniu świętego Kawagebo

NPM 6/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Mateusz Surówka
Krajobraz „przedmieść Shangri-la” – jeziora, łąki, konie i jaki (fot. Mateusz Surówka)
Krajobraz północnego Junnanu kształtują trzy wielkie rzeki Azji. Płyną równolegle do siebie najgłębszymi dolinami świata. Nad nimi królują wieczne śniegi świętego dla Tybetańczyków Kawagebo. Na tym rozdrożu od wieków Tybet spotyka się z Chinami.

Praca za granicą ma to do siebie, że zazwyczaj pozostaje niewiele czasu na zwiedzanie obcego miejsca. Nie inaczej jest w przypadku Chin, do których przywiała mnie moja pasja Dalekim Wschodem. Pracę chciałem jednak połączyć z miłością do gór.
Pomysł na górski wyjazd zrodził się tuż przed obchodami chińskiego święta państwowego. To już moje drugie „święta” w Chinach, dlatego wiedziałem, że w tym okresie należy za wszelką cenę unikać podróży. Siedem wolnych dni na początku października to w Państwie Środka najdłuższy – obok Chińskiego Nowego Roku – urlop. Miliony Chińczyków rozjeżdżają się po swojej wielkiej ojczyźnie, odwiedzając rodzinne strony, i konsekwentnie paraliżują środki transportu.
Wyruszam z mojego chińskiego domu w Shenzen. Wybieram góry, ale czy na ten sam pomysł nie wpadną miliony chińskich turystów? Muszę się zmierzyć z brakiem partnerów i ograniczeniami wizowymi. Tybet – nie można (a przynajmniej nie tak, jakbym chciał, czyli indywidualnie). Xinjiang (Turkiestan Wschodni) i Qinghai – można, ale daleko i drogo. Pod nosem mam za to przedgórze Himalajów, tzw. Alpy Syczuańskie, rozciągające się od granicy z Birmą, przez prowincję Junnan, aż do Syczuanu. Za sprawą rekomendacji chińskich wspinaczy i legendy mitycznej Shangri-la decyduję się na Junnan. To także jeden z chińskich zakątków, idealnie nadających się na wakacyjną eksplorację.
Plan wyprawy zakłada lot do Lijiang, zdobycie pięciotysięcznika Haba Xueshan (5396 m n.p.m.), górującego nad Wąwozem Skaczącego Tygrysa (najgłębszego na świecie), oraz podróż do leżącej przy granicy z Tybetem wioski Yubeng, usytuowanej u stóp świętej góry tybetańskiego buddyzmu.

Azjatyckie Krupówki
Przygodę zaczynam na wysokości 2400 m n.p.m. w Lijiang. To urocze miasteczko jest zamieszkane przez mniejszość etniczną Naxi (czyt. Naśi), która przywędrowała na te tereny z Wyżyny Tybetańskiej. Międzynarodowa sława miasta zaczęła się od trzęsienia ziemi w roku 1996, które dotkliwie zniszczyło jego zabudowę. Odbudowana w tradycyjnym stylu starówka została wpisana na listę UNESCO i stała się turystycznym magnesem.
Wędrując po ulicach, czuję się niemal jak w Zakopanem w szczycie sezonu. Miejscowa ludność została wyparta przez bogatych Chińczyków Han, którzy masowo otwierają sklepy z pamiątkami, bary i restauracje. Dowiaduję się, że trzy kilometry na północ od Lijiang znajduje się mniejsza, autonomiczna wersja starówki, do której można dojechać autobusem. Pozbawione tłumów Shuhe Gucheng (tłum. Stare Miasto Shuhe) okazuje się świetnym wyborem na pierwszą noc.
Wieczorem zaczynam planować kolejne dni. Najpierw zamierzam się udać w dwudniową podróż autobusem na północ, do wioski Yubeng pod pasmem Meili Xue Shan. Trekking oraz dni spędzone w Yubeng na ponad trzech tysiącach metrów muszą mnie przygotować do zdobycia śnieżnej góry Haba, mojego pierwszego pięciotysięcznika.
Drugiego dnia udaję się do Zhongdian. Obecna nazwa miasta to Shangri-la. Nowe imię zawdzięcza chińskim urzędnikom, którzy chcieli je wypromować, przyrównując do opisanej w „Zagubionym horyzoncie” mitycznej Shangri-la.
Podczas podróży autokarem pokonuję Jangcy, mijam wejście do Wąwozu Skaczącego Tygrysa, po czym wyjeżdżam na rozległe plateau, na którym piętrzy się Shangri-la. Czuję, że naprawdę wjechałem do Tybetu. Otaczają mnie zielone równiny, gdzie pasą się jaki i konie, a wegetacja roślin przypomina mi, że przekroczyłem 3200 m n.p.m.
Zhongdian od wieków było kulturowo i terytorialnie częścią Królestwa Tybetu. Dopiero po „wyzwoleniu” przez Chiny i ustanowieniu nowego podziału administracyjnego tereny te zostały przyłączone do Junnanu. Dla turystów oznacza to szansę na obcowanie z tybetańską kulturą bez konieczności załatwiania pozwoleń na wjazd do Tybetu. Na dworcu autobusowym dowiaduję się, że autobus na północ do Deqing, skąd miałem przejść szlakiem do Yubeng, właśnie odjechał. Następny będzie za trzy dni.
Czyli jednak najpierw Haba. Czy dam radę? Przed wyjazdem biegałem i ćwiczyłem regularnie, więc czuję się dosyć pewnie. Bez zastanowienia kupuję bilet do Baishuitai.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Chiny

Artykuły z pasma Góry Środkowej Azji (Tadżykistan, Kirgistan...)

Zobacz też