Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Kosowo

Uważaj na pola minowe

NPM 6/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Wojciech Śmieja
W drodze na bezimienny szczyt 2590 m n.p.m., w głębi po prawej Titov Vrv (fot. Wojciech Śmieja)
Góry Kosowa – brzmi jak prawdziwe wyzwanie. Jednak mnie do Kosowa pchnęła nie tyle chęć przygody, co prozaiczne zobowiązania zawodowe. Kilka dni spędzonych w górach wydarzyło się przy okazji i, jak można się było spodziewać, okazały się tak ciekawe, że warto je opisać.

Kosowo czy, jak wolą Serbowie – Kosmet (czyli Kosowo i Metohia, bo z takich dwu prowincji składa się niepodległe państwo kosowskie), jest w zasadzie rozległą i pofalowaną śródgórską kotliną, trochę na kształt rumuńskiej Transylwanii. Na mapie zobaczyć można, że najwybitniejsze z górskich łańcuchów je otaczających to na zachodzie Góry Przeklęte (Prokletije, najwyższy szczyt w kosowskiej części – Djeravica – 2656 m n.p.m.), a na południu i południowym wschodzie – Szar Płanina (najwyższy szczyt Titov Vrv – 2747 m n.p.m. po macedońskiej stronie, a po kosowskiej Peskovi – 2651 m n.p.m.).

Góry Przeklęte na rozgrzewkę
Bałkańskie szczyty latem to spore wyzwanie dla organizmu i zawsze pewne ryzyko. Szczególnie tu, w Kosowie, gdzie do typowych niedogodności, takich jak brak wody i palące słońce, przed którym na bezleśnych szczytach nie ma ucieczki, dochodzą kolejne – brak infrastruktury turystycznej w postaci schronisk czy szlaków, pozostałe po wojnie pola minowe, sfory zdziczałych psów czy zagrożenie zorganizowaną przestępczością (przez Szar Płaninę prowadzi jeden z głównych europejskich szlaków przemytu broni i narkotyków). Konfiguracja dni wolnych tak mi się układa, że w czerwcu mogę spędzić w górach aklimatyzacyjny weekend, natomiast na koniec sierpnia przypada już „rozpoznanie walką”, czyli trzydniowe przejście w Szar Płaninie, okraszone kilkudniowym pobytem wśród jej mieszkańców, o których też trzeba będzie tu parę słów powiedzieć.
Masyw Prokletija na pograniczu Kosowa i Czarnogóry oddziałuje na człowieka nawet swoją nazwą, jednak na jakiekolwiek poważne wyjście w te góry, niestety, nie będę miał czasu. Wystarczy mi go jedynie, by poznać leżący u podnóża gór wspaniały zabytek serbskiego średniowiecza, Patriarchię w Peciu (wpisana na listę UNESCO dawna siedziba serbskiego patriarchy prawosławnego wraz z kaplicą królewskich i książęcych grobów serbskich władców) i Rugovską Klisurę (alb. Gryka e Rugovës), czyli kanion rzeki Pećka Bistrica. Kanion jest atrakcją turystyczną powszechnie znaną w Kosowie. I stosunkowo łatwo dostępną ze względu na asfaltową drogę prowadzącą ku czarnogórskiej granicy. Na szczęście po przekroczeniu posterunku włoskiego KFOR u wylotu kanionu ludzkie tłumy mamy za plecami. Nie ma jednak co liczyć na pełną bezludność – zawsze spotkamy jakieś piknikujące albańskie rodziny albo walczących z rwącym nurtem rzeki wędkarzy. Krajobrazy wokół są niezrównane – wokół szczyty po 2500 metrów, rwąca rzeka u naszych stóp, biel wodospadów i czepiające się niemal pionowych skał drzewne ostańce.
Z nadejściem wieczoru kanion się wyludnia, śmiało możemy więc rozbić biwak pośrodku rzeki (oczywiście nie w wodzie, lecz na żwirowej łasze). Rozpalamy ognisko (rzeka wyrzuca aż nadto korzeni), pieczemy lokalne kiełbaski i kładziemy się pod gołym, acz gwiaździstym niebem. Szum rzeki usypia nas w pięć minut. Jest pięknie, bo niby 50 metrów od nas jest nasze auto, a z drugiej strony człowiek ma poczucie pełnego zanurzenia w górskiej przyrodzie.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też