Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Uciekamy! Tu pachnie lawiną

NPM 1/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bogusław Magrel
(fot. Bogusław Magrel)
W 2018 roku przypadało stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Chcieliśmy je uczcić jakąś nową drogą i to najlepiej na dziewiczym szczycie. Tylko gdzie? W których górach? Z kim? Jak się okazało, życie samo przynosi odpowiedzi.

Piszę do Karima Hayata. To pakistański wspinacz, którego wszyscy pamiętają z zimowej wyprawy na Broad Peak w 2013 roku. To on podjął próbę odszukania Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Karim jest wielkim przyjacielem Polski i proponuje, żeby przyjechać do Hunzy. Zatem jedziemy w Karakorum.
Szybko ruszają przygotowania. Szukamy sponsorów, bo trzeba wynająć telefon satelitarny, uzupełnić sprzęt wspinaczkowy, załatwić bilety, jedzenie. Nasz zespół rośnie w siłę i ostatecznie w dziewięcioosobowej ekipie ruszamy w maju 2018 roku na spotkanie z Yawash Sar II, tajemniczym szczytem o wysokości 6178 metrów n.p.m.

Droga na zesłanie
W Islamabadzie, stolicy Pakistanu, wita nas Karim Hayat, który będzie nam towarzyszył przez całą ekspedycję. Jego wiedza i pomoc nie raz będą dla nas na wagę złota. Dalej lecimy do Gilgit. Stąd już tylko dwie godziny autem i jesteśmy w Karimabadzie, stolicy Hunzy. Rozległa dolina wypełniona jest zielenią, a wokół niej wyrastają wysokie, niedostępne góry. Na szczytach zalega jeszcze sporo śniegu, a przewalające się chmury dodają im powagi i tajemniczości. W Karimabadzie odpoczywamy, robimy niezbędne zakupy, zwiedzamy też Baltit Fort, dawną siedzibę lokalnych królów.
Tu też wynajmujemy dżipy, które zawiozą nas do Shimshal, małej wioski odległej o pięć godzin jazdy. Kiedyś do Shimshal skazywano na zesłanie przeciwników politycznych króla. Jeszcze w 2003 roku jedynym sposobem, by się tam dostać, był trzydniowy marsz przez góry. Dziś można tam dotrzeć szutrową drogą wykutą w skale i wiodącą nad przepaściami. Jej pokonanie gwarantuje mocne przeżycia, auto ledwo się mieści na skalnej półce, a urwiska nie są w żaden sposób zabezpieczone. Natomiast mijanka z autem z przeciwka to już wirtuozeria godna prawdziwych mistrzów.
Shimshal leży na wysokości około 3000 metrów n.p.m., na dnie rozległej doliny o tej samej nazwie. Skromne domy miejscowych rolników porozrzucane są między poletkami uprawnymi, pieczołowicie zaopatrywanymi w wodę. Wydaje się, że system irygacyjny jest dokładnie taki sam jak tysiące lat temu.
W Shimshal spędzamy dwie noce. Śpimy w skromnym guest house. Mamy co prawda łóżka, ale posiłki jemy na ziemi, tak jak miejscowi. Poznajemy ich kulturę. W tej części Hunzy mieszkańcy mówią językiem wakhi, odmianą tadżyckiego. Mamy okazję skosztować na przykład mulindy, potrawy wyrabianej z koziego mleka, sera i mąki. Mulindę spożywa się z olejem z pestek moreli.
Z Shimshal pochodzi też większość tragarzy, którzy pójdą z nami w pobliskie góry. Do zespołu dołącza Rahmat Ullah Baig, zdobywca K2 z 2014 roku. Sympatyczny himalaista od razu przypada wszystkim do gustu. Niezwykle skromny, rzeczowy i piekielnie silny, a prywatnie mąż i ojciec piątki dzieci. Ostatecznie ekipa powiększa się o 35 osób i 8 osiołków.

K2? Nie tym razem
Trekking zaczynamy krótkim marszem dnem doliny Shimshal, przypominającej wąwóz.
– Gdybyśmy poszli dalej prosto i skręcili w lewo, to ostatecznie dojdziemy do Askole. Ale to by zajęło nam cztery dni – tłumaczy nam Karim na rozstaju dróg, gdy skręcamy w lewo.
– To dalej już prosto pod K2 – wesoło odpowiadam.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też