Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Góry Świętokrzyskie / Pasmo Jeleniowskie

Turysta jak partyzant

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Jest taki rejon Gór Świętokrzyskich, na który tysiące turystów patrzy codziennie z Łysej Góry, ale mało kto zapuszcza się tam na wędrówkę. Tymczasem to, co można tam zobaczyć, wcale nie jest mniej ciekawe niż oblegane rejony. Czuję się trochę jak partyzant i przedzieram się tamtędy pod osłoną drzew.

Zaczyna się bezwietrzne, pochmurne przedpołudnie. Mam za sobą podróż pociągiem do Ostrowca Świętokrzyskiego i dalej przejazd autobusem PKS przez prawie nieznane mi tereny. Wysiadam na przystanku, który znajduje się na pograniczu wsi Grzegorzowice i Nowy Skoszyn. Idę w stronę tej drugiej. Jeden z jej przysiółków, choć powinniśmy raczej mówić o małej osadzie, nosi swojsko brzmiącą nazwę Karpaty.
Ale nie o tym górskim paśmie będę teraz mówił. Jestem na terenie gminy Waśniów, w której urodził się czołowy przedstawiciel literatury sarmackiej Wespazjan Kochowski. Ten sam, który był uczestnikiem odsieczy wiedeńskiej i w swym barokowym utworze „Dzieło Boskie albo Pieśni Wiednia wybawionego i inszych transakcyjnej wojny tureckiej w roku 1683 szczęśliwie rozpoczętej” opiewał zwycięstwo wojsk Jana III Sobieskiego nad Turkami. Nie wiem, czy barokowy poeta jest jeszcze na liście lektur, ale za moich czasów to nazwisko przewijało się w podręcznikach.

Pochwała Wespazjana z samego rana
Nowy Skoszyn to nie Wiedeń, a pojawiające się na widnokręgu Góry Świętokrzyskie to nie Alpy, więc zwycięstwo powinno mi dzisiaj przyjść o niebo łatwiej niż sarmackim wojskom. A sukcesem będzie, jeśli przejdę trasę przed szybko zapadającym zmrokiem. Sięgam do źródeł. Wspomniany już Kochowski zachwycał się okolicznymi górami. „Łysa Góra depozytem drzewa Krzyża Ś. w Sendomirskim Kraju sławna” – pisał w jednym ze swoich wierszy. Ale dziś na sławną Łysą Górę już nie wejdę, choć momentami będzie mi ona z dala towarzyszyć podczas wędrówki.
Skąd pomysł, żeby pchać się na peryferie Gór Świętokrzyskich? Nie na Łysicę, nie na Łysą Górę ani na zamek w Chęciach? Nigdy jeszcze tutaj nie byłem, a nieznane miejsce potrafi zachwycić mocniej niż nawet najpiękniejszy zakątek położony kwadrans od domu albo najpopularniejsza góra oblegana przez turystów. Nie zniechęca mnie nawet to, że pierwszych kilka kilometrów czarnym szlakiem trzeba pokonać szosą. Maszeruję więc, podziwiając wiejskie pejzaże. Droga mija szybko i już niebawem witam Jeleniowski Park Krajobrazowy, który powstał dokładnie 30 lat temu. Dwie trzecie jego powierzchni zajmują lasy, które szczelnie porastają zbocza i wierzchołki Pasma Jeleniowskiego. Ochronią mnie one przed silnym wiatrem, wiejącym zawsze na otwartych polach. A do tego miło posłuchać szumu w koronach buków i jodeł.

Odwaga „Ponurego”
Zalesione zbocza mam już przed oczami. Przede mną Stoszyńska (451 m n.p.m.), a bardziej na lewo i na wschód Witosławska Góra (491 m). U podnóża tej drugiej, we wsi Janowice urodził się w 1912 rok znany z historii żołnierz – Jan Piwnik, ps. „Ponury”. Sławę przyniosły mu potyczki zbrojne podczas drugiej wojny światowej. Od maja 1943 roku do stycznia 1944 roku był on dowódcą zgrupowań partyzanckich Armii Krajowej, które walczyły z Niemcami w okolicach Gór Świętokrzyskich. I to właśnie lasy Pasma Jeleniowskiego były jednym z tych miejsc, gdzie polscy partyzanci szukali schronienia. A ich odważny dowódca Jan Piwnik przeszedł do historii. „Ponury” zginął 16 czerwca 1944 roku w potyczce z Niemcami. Jego bratanicą jest znana dziś sędzia Barbara Piwnik, która w latach 2001–2002 była ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. W rodzinnej wiosce „Ponurego” urządzono izbę pamięci, jednak do Janowic nie jest mi dziś po drodze.
Wchodzę więc do lasu, gdzie ponad 70 lat temu walczyli i ukrywali się żołnierze. Spokojnie rozpoczynam podchodzenie. Okolica robi na samotnym turyście niesamowite wrażenie. Po zmroku z pewnością bym się tutaj nie zapuszczał. Okazałe buki stanowią ponad połowę drzewostanu i skutecznie ograniczają dopływ promieni słonecznych.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też