Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Tu Janosik poślubił Marynę

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Drewniana konstrukcja kościoła w Dębnie zachwyca od blisko sześciu wieków (fot. Michał Parwa)
W drodze na tatrzańskie szlaki nie można pominąć jednej z najważniejszych atrakcji turystycznych regionu. Wystarczy skręcić w Nowym Targu na drogę do Krościenka nad Dunajcem i wypatrywać niewielkiej wsi Dębno. Wzmianki o zabudowie w tym rejonie pochodzą z XIII wieku. I na ten właśnie czas przypada budowa pierwszej świątyni w okolicy. W jej miejscu, w drugiej połowie XV wieku, zbudowano gotycki kościół pw. św. Michała Archanioła.

Perła architektury drewnianej przetrwała do naszych czasów, a rozgłos za granicą zyskała, gdy w 2003 roku zabytek umieszczono na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Od tej pory niemal codzienne zaglądają tu amatorzy konstrukcji zrębowych i unikatowych polichromii – w tym przypadku najstarszej w całości zachowanej w Europie i wykonanej w drewnie. Nic więc dziwnego, że budowla ta jako jedyny drewniany kościół w kraju otrzymała nominację w konkursie „7 cudów Polski”. Wszak jej konstrukcja praktycznie nie zmieniła się od pięciu wieków. Szczególnie wyróżnia się wieża z pochyłymi ścianami i izbicą datowaną na 1601 rok, co czyni ją niemal najstarszą na ziemiach polskich. Mówi się, że pod względem wieku ustępuje ona jedynie wieży kościoła w Binarowej.
We wnętrzu, poza wspomnianą polichromią, na szczególną uwagę zasługują m.in. ołtarz główny, ołtarze boczne w stylu barokowym czy gotyckie tabernakulum na północnej ścianie. Ale za prawdziwą osobliwość uchodzą słynne cymbałki, w których – wbrew powszechnej praktyce – niskie tony wydawane są przez cienkie płytki, wysokie zaś przez te grubsze i najdłuższe.
Na deser zostają ciekawostki dla badaczy historii i miłośników kinematografii. Otóż w kościele przechowywana jest haftowana chorągiew wojenna, którą podarował król Jan III Sobieski, powracając z wojskami ze zwycięskiej kampanii pod Wiedniem. Jeśli ktoś natomiast pamięta serial „Janosik” z Markiem Perepeczką, z pewnością skojarzy, że główny bohater właśnie w Dębnie pojął za żonę Marynę. A to przecież tylko kolejny pretekst do wizyty w tej świątyni.
Michał Parwa

------

Czantoria wyższa przez wieżę

Najwyższym czeskim szczytem pasma górskiego Slezské Beskydy jest Velká Čantoryje (995 m n.p.m.). Albo – jak kto woli – Czantoria Wielka, bo to o tej charakterystycznej górze Beskidu Śląskiego jest mowa. Chociaż na graniczną górę za sprawą wyciągu krzesełkowego udają się tłumy turystów z pobliskiego Ustronia, to jednak nie Polacy, a Czesi wpadli na pomysł, jak dobrze wykorzystać położenie Czantorii Wielkiej.
W listopadzie 2002 roku została oddana do użytku stalowa wieża widokowa na szczycie, który dotąd pozbawiony był budowli. – To nieprawda! – zaprotestują miłośnicy Karpat. A czeskie schronisko turystyczne? A polski wyciąg krzesełkowy? Owszem – schronisko zbudowano, ale na grzbiecie odchodzącym od Czantorii Wielkiej w stronę Czantorii Małej. Natomiast górna stacja wyciągu krzesełkowego została umieszczona na przeciwległym grzbiecie, też kawałek od szczytu.
Dlaczego Polacy nie zbudowali wieży? Północne partie podszczytowe aż po sam wierzchołek znajdują się w granicach rezerwatu przyrody. Pewnie to nie byłby problem, skoro metalową konstrukcję pełniącą funkcję wieży widokowej wykonano np. na Szczelińcu Wielkim, a więc w parku narodowym. Czesi jednak nie mieli takich utrudnień formalnych. Stalowa, ażurowa konstrukcja zdobi (lub szpeci – w zależności od zapatrywań oglądającego) czeską część szczytu. Wstęp jest płatny, ale przyjmowane są waluty obydwu graniczących tu państw, a widoki są o niebo lepsze, niż z samego szczytu.
Wysoka na 29 metrów czantoryjska wieża ma cztery platformy widokowe. Najwyższa została okryta czterospadowym metalowym dachem. Najlepiej widać z wieży oczywiście monokulturę świerkową rosnącą na Czantorii, chociaż dojrzeć też można położone w dolinie miasto Nýdek. Przy lepszej przejrzystości powietrza widać nawet Tatry i Małą Fatrę, co jednak specjalnym rarytasem nie jest. Góry te widywane bywają bowiem z wielu miejsc oddalonych od tego o setki kilometrów.
Tomasz Rzeczycki


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też