Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Trzy razy M

NPM 5/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Robert Jurczak
(fot. Łukasz Supergan)
Kiedy stajemy na wierzchołku, nie czujemy euforii. Nie dlatego, że nie potrafimy się cieszyć, ale dlatego, że nie jesteśmy jeszcze w pełni świadomi zdobycia szczytu. Dopiero gdy dostrzegamy wspinaczy idących z naprzeciwka, uzmysławiamy sobie, że góra już się nie wznosi. Nie wiem, kto pierwszy uniósł wtedy czekan, ale pamiętam, jak wpadliśmy sobie w objęcia. Ktoś robił zdjęcia, ktoś inny wyjął kamerę, kolejny usiadł na porzuconym na śniegu plecaku i podziwiał w zamyśleniu tych, którzy nadal poklepywali się po plecach.  

Naszą przygodę rozpoczęliśmy na południu Francji. Tam, gdzie lazur wybrzeża przyciąga tych, którzy pragną zanurzyć się w ciepłych, śródziemnomorskich wodach. My przyjechaliśmy tam z rodzinami. I choć fale skrzące się w gasnącym słońcu kusiły, byśmy pozostali z bliskimi choć na kilka dni, nazajutrz wyruszyliśmy na północ, pokonując dalszą, przeszło 600-kilometrową trasę.
Chamonix 18 kilometrów – podróżujący odczytali napis na tablicy postawionej tuż przed Mont Blanc Tunnel, drogowym tunelu łączącym Courmayeur we Włoszech z Chamonix we Francji.
Gdzieś wysoko alpejskie pasma, skalne urwiska i górskie przełęcze majestatycznie zerkały na przybyszów. Poprzecinane pajęczynami szczelin próbowały bronić swojej natury, otulając płaszczem śnieżnego puchu lodowe rozpadliny, prowokując i zapraszając przybyłych do postawienia pierwszego kroku. Tam, gdzie biel spowija przepastne czeluście i tworzy na ich lodowych mostach niebezpieczne szlaki.
Argentiere, miejscowość położona nieopodal Chamonix, nagle wyłoniła się pośród lasów. Było późne popołudnie, kiedy przy drodze ktoś zamachał ręką w taki sposób, jak robią to autostopowicze z nadzieją na zatrzymanie pojazdu. Stanęliśmy tuż za nimi.
– Maciej, a to moja żona Bożena – ścięty na krótko mężczyzna wyciągnął dłoń na powitanie. 
W alpejskim schronisku Le Vieux Grassonnet czekał jego imiennik – Maciej Berbeka, himalaista, człowiek o niepojętej charyzmie, który umiłowanie do gór przekuł w życiową pasję. Nikomu wtedy nie przeszło nawet przez myśl, że pewnego dnia będziemy o nim mówić w czasie przeszłym. Kilka tygodni temu Maciej Berbeka razem z Tomkiem Kowalskim zostali na zawsze pod szczytem Broad Peak w Karakorum.
Po ciepłym przywitaniu kierujemy kroki ku piętrowym pryczom, znajdującym się w ascetycznie urządzonym pięcioosobowym pokoju na poddaszu, które za kilka dni będziemy dzielić z dwoma kolejnymi Polakami. Ci ostatni mają zamiar przetrawersować czterotysięczne pasmo Monte Rosa, jeden z najpiękniejszych i najpotężniejszych masywów Alp, położony na granicy Szwajcarii i Włoch.

Adaptacja
Nazajutrz bez pośpiechu, po skromnym śniadaniu, stajemy przed dolną stacją kolejki linowej na Aiguille du Midi. Stąd dalej dotrzemy do schroniska Torino. Ten aklimatyzacyjny nocleg na wysokości 3370 m n.p.m. i jutrzejszy przemarsz lodowcami na 3842 m n.p.m., a następnie dotarcie do Chamonix, położonego na wysokości 1050 m n.p.m., pozwoli nam przygotować się kondycyjnie i zaaklimatyzować nasze organizmy. Nie chcemy lekceważyć wysokości. Wiemy, jak ważna jest adaptacja wysokościowa, szczególnie przy zdobywaniu szczytu wznoszącego się na wysokość prawie pięciu kilometrów. Prognozowane zaledwie jednodniowe okno pogodowe ma nam pozwolić na atak szczytowy.
Wieczór w Torino mija na rozmowie z osobami, które nocą wyruszą na alpejskie szlaki. Na sali z kilkunastoma łóżkami układamy się wygodnie obok niewielkiego okna przypominającego okrętowy iluminator. Z przeciwległej strony dochodzi szelest przewracanych kartek. Książka pochłonęła czytelnika bez reszty i jeszcze długo w nocy słyszymy szmer przerywany jedynie jednostajnym świstem wiatru, dobijającego się do ścian naszego azylu.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też