Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Z górskich stron |

Trudne pytania bez łatwych odpowiedzi

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
()
„Seria Zakopiańska” Wydawnictwa Czarne dała się już poznać jako ta, która nie stroni od tematów trudnych. W najnowszym tomie, którego głównym wątkiem jest Goralenvolk, kolaboracja z okupantem, zdrada narodowa, jakiej dopuściła się piąta część mieszkańców Podhala w czasie drugiej wojny światowej, ta tendencja zostaje podtrzymana.

Choć autorzy pracują wspólnie nad tematami góralskimi od połowy lat 90., ich punkty widzenia i założenia bywają różne. Tak było w przypadku tej książki. Pochodzący z Podhala Bartłomiej Kuraś uważa, że ta historia, choć znana, wymaga ponownego opisania, ponieważ wciąż odkrywane są zaskakujące fakty. Natomiast Paweł Smoleński twierdzi przeciwnie, że brakuje w narodzie wiedzy o Goralenvolku, dlatego trzeba ją rozpropagowywać w możliwie przystępnej formie.
Zaczynają i kończą opowieść od przywołania przywódcy i zarazem najtragiczniejszej postaci Goralenvolku – Wacława Krzeptowskiego. Pierwszy rozdział opisuje ostatnie chwile życia tego samozwańczego „góralskiego księcia”, aresztowanego przez AK i powieszonego bez procesu 20 stycznia 1945 roku. W następnych rozdziałach autorzy próbują zrekonstruować mit góralszczyzny, od romantyzmu przez legendarnego Janosika, po Młodą Polskę, szczególnie podkreślając rolę książki Stanisława Witkiewicza „Na przełęczy”, która przyczyniła się do rozpowszechniania tego mitu i ukucia pojęcia „narodu góralskiego”. Ale koncepcja „góralskiej narodowości” miała też swoje niemieckie źródła. Wizja pochodzenia górali od Gotów najprawdopodobniej klarowała się jeszcze przed drugą wojną światową, a przez naukowców lat 30. została tylko podtrzymana.
Podobnego zdania musiał być Henryk Szatkowski, uważany za mózg ruchu Goralenvolk, druga ważna postać opowieści. Niemałe znaczenie odegrał też tytułowy krzyżyk niespodziany, czyli swastyka pojawiająca się w podhalańskiej ornamentyce na długo przed tym, zanim została przywłaszczona przez nazistów. Symbol umieszczano w miejscu nieoczywistym po to, by odstraszał zło. Od swastyki było już bardzo blisko do koncepcji germańskich korzeni górali i tak ponad 20 tysięcy mieszkańców Podtatrza przyjęło kenkarty „G”, oznaczające narodowość góralską, czyli niepolską.
Czy rzeczywiście wierzyli, że są odrębnym narodem, czy wierzyli w Wielkie Niemcy? Większość liczyła raczej na obietnice lepszego traktowania, przywileje, dodatkowe przydziały albo brała kenkarty „G”, bo wszyscy wokół tak robili, bo grożono śmiercią, dla świętego spokoju. Powodów kolaboracji było mnóstwo. Autorzy dają dowód na to, że każdy pamiętający tamte czasy góral ma własny ogląd tej sprawy. Głosy do dzisiaj są podzielone, a oceny niejednoznaczne. Dotyczy to nawet przywódców i ideologów Goralenvolku. Nieudana próba wcielenia górali do Waffen SS była początkiem końca tego ruchu. Wacław Krzeptowski zginął śmiercią zdrajcy, a Henryk Szatkowski i Witalis Wieder, najważniejsi żywi aktorzy tragedii, zniknęli bez śladu. Dwa przywołane tu powojenne procesy za kolaborację zamykają książkę, ale nie sprawę, która ciągnęła się latami.
Z jak trudną materią mamy do czynienia, pokazują skomplikowane losy rodzin Krzeptowskich i Szatkowskich, w których znajdziemy i kolaborantów, i kurierów tatrzańskich. Tych, którzy przyjęli kenkartę „G”, i takich, którzy nie wyrzekli się polskości w chwili próby. Przywołane są tu także inne ważne postacie, jak na przykład narciarze z mistrzostw świata, które odbyły się pod Tatrami w lutym 1939 roku, ich wojenne koleje życia. A w tle widzimy ówczesne Zakopane, z podtatrzańskimi sprzecznościami i kontrastami, z którego Niemcy zrobili sobie sanatorium i miejscowość wypoczynkową, ale i pole obserwacji, badań rasowych oraz miejsce kaźni.
Można się było spodziewać pozycji o Goralenvolku w „Serii Zakopiańskiej” Wydawnictwa Czarne, podobnie jak tego, że będzie ona dokładnie prześwietlona przez osoby związane z tematem.
 
Na spotkaniu autorskim w Zakopanem książkę Kurasia i Smoleńskiego poddał wiwisekcji Wojciech Szatkowski, autor solidnej historycznej monografii o Goralenvolku, wydanej w 2012 roku, który zresztą regularnie publikuje swoje teksty na łamach „n.p.m.”. Miał sporo zarzutów zarówno co do danych faktograficznych, jak i etyki dziennikarskiej obydwu autorów.
 
Chodziło mu przede wszystkim o wykorzystanie przez nich fragmentów cudzych tekstów. I to nie pierwszy raz. Szatkowski kilka lat temu interweniował w podobnej sytuacji, tyle że wtedy poszło o artykuł „Kto przyszedł zastrzelić Oppenheima”, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” w 2009 roku. Długie sprostowanie wykazało szereg błędów, przekłamań i nierzetelności dziennikarskiej Kurasia i Smoleńskiego. Teraz sprawa leży w gestii Moniki Sznajderman, szefowej Czarnego.
Czytelnik zainteresowany Goralenvolkiem ma wolny wybór: albo przeczyta książkę dziennikarzy Kurasia i Smoleńskiego, która bazuje przede wszystkim na rozmowach ze świadkami historii, a której najbliżej do reportażu historycznego, albo kompletną monografię historyka Szatkowskiego, wykorzystującą wszystkie dostępne źródła. Różnica między nimi jest ewidentna. Pierwsza jest kompaktowa, popularyzatorska, a dzięki temu dużo łatwiejsza w odbiorze. Jej celem jest dotarcie przede wszystkim do tych odbiorców, którzy o Goralenvolku słyszeli niewiele albo nic. Druga jest ponad 600-stronicowym tomiszczem dla tych, którzy szukają rzetelnych informacji i dogłębnej analizy, co zawsze wymaga więcej wysiłku. Jestem zdania, że ta
wstydliwa karta polskiej historii, która była i jest wciąż tematem tabu nawet na Podhalu, nie jest dostatecznie poznana. Nie dla osądzania winnych, ale dla głębszego zrozumienia tych niełatwych kwestii polecam poszukiwania lekturowe na własną rękę.
 
Bartłomiej Kuraś, Paweł Smoleński, „Krzyżyk niespodziany.
Czas Goralenvolk”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017.
Cena: 44,90 zł
Ocena: może być
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też