Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Kaczawskie

Tropem szlaku przyjaźni

NPM 6/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Grzbiet Gór Kaczawskich w rejonie Przełęczy pod Kobyłą. W dole wieś Podgórki (Fot. MICHAŁ WOŹNIAK)
Jest w Polsce pasmo górskie, które mało ma w sobie typowej „górskości”, za to sporo walorów krajobrazowych. Góry Kaczawskie, po których można się snuć kilometrami w poszukiwaniu następnego znaku szlaku lub śladu turysty, są w sam raz miejscem dla osób, które nigdy nie postawiły nogi na Giewoncie.

Bezsprzecznie stolicą Gór Kaczawskich jest Jelenia Góra. To stąd właśnie niczym macki ośmiornicy rozchodzą się drogi, prowadzące w północną, centralną i wschodnią część tego pasma. Stąd też najłatwiej zaplanować jednodniowy wypad w te góry. To jeden z nielicznych obszarów w Polsce, gdzie miejsce, z którego rusza się w dane pasmo, zlokalizowane jest na południe od niego.

Stromiec jak Szczeliniec
Czas ruszać! Naszą wycieczkę zaczynamy od dwudziestominutowego, porannego spaceru przez miasto. W autobusie PKS jesteśmy we trójkę pierwszymi pasażerami. Bilet kupujemy do przystanku Czernica skrzyżowanie. Dwanaście kilometrów jazdy zajmuje nam... dwadzieścia cztery minuty. Stolica Gór Kaczawskich szybko zostaje za nami, a my jedziemy lokalnymi drogami przez senne, spokojne wioski. Wreszcie skrzyżowanie w Czernicy. Wysiadka. Tu zaczynamy naszą wycieczkę. Na dobry początek idziemy drogą wzdłuż asfaltu w kierunku Chrośnickich Kop. Po drodze oglądamy starą, śląską architekturę wiejską. Za plecami zostawiamy między innymi kościół pod wezwaniem świętego Michała Archanioła. Inne budynki nie wzbudzają większej uwagi – pewnie dlatego, że architektura nie jest naszą szczególną pasją. Wzdłuż drogi płynie Chrośnicki Potok, który jednak nie daje rady chłodzić wyczuwalnego upału. Po ominięciu ostatnich zabudowań górnej części Czernicy skręcamy w lewo, w kierunku wzniesienia, oznaczonego na mapie jako Leśnik (486 m n.p.m.). Podejście od szosy to około 140 metrów różnicy wysokości. W rejonie Leśnika bez zbędnego trudu odnajduję żółty szlak Wleń – Świerzawa, którym chcemy dojść do podnóża Leśniaka. Tradycyjnie już przypada mi rola kierownika wycieczki.
Idziemy odkrytym terenem przez pola. Czuję się niemal jak na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, tyle że tutaj nie ma jurajskich skałek. Za to w oddali, kilka kilometrów na południe od nas, po drugiej stronie doliny Chrośnickiego Potoku wznosi się góra Stromiec (551 m n.p.m.). To naprawdę piękny widok. Stromiec przypomina mi trochę Szczeliniec Wielki, oczywiście, pod względem bryły, a nie urwisk skalnych, których na tym drugim nie widać. Strome zbocza i płaski „dach” tej góry powodują, że niemożliwe jest pomylenie jej z innym szczytem w okolicy.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też