Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Świętokrzyskie

Trochę jarmark, trochę góry

NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Najniższe góry w Polsce, zamiast walczyć o swoją górskość, ściągnęły do siebie wszystko to, co stanowi jej antytezę: komercyjne bryczki, szeroką asfaltową drogę na sam szczyt, jarmarczną atmosferę. Na pocieszenie można stwierdzić, że tak jest tylko na Łysej Górze, bo przeważająca część pasma okazuje się niedostępna dla turystów.

Autobus PKS wysadza pasażerów w Nowej Słupi. Mniej niż półtorej godziny wystarczy, by wdrapać się stąd na Łysą Górę, nazywaną również Świętym Krzyżem (595 m n.p.m.), czyli najpopularniejszy szczyt Gór Świętokrzyskich. Właśnie druga nazwa wierzchołka nadała określenie temu górskiemu pasmu. Choć tak po prawdzie, gdyby nie to, że opat ojciec Bogusław Radoszewski sprowadził tutaj w 1626 roku relikwie drewna z krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, wszystko mogłoby wyglądać i nazywać się inaczej.
Pielgrzymi nie płacą
Co mnie przyciągnęło w te niepozorne góry? Na pewno nie sama ciekawość, bo byłem w Łysogórach już dawniej, jeszcze jako student, i przeszedłem to pasmo wzdłuż i wszerz. Wróć! Tylko wzdłuż, bo wszystkie szlaki turystyczne, jakie umożliwiały przejście Gór Świętokrzyskich z północy na południe, zostały zlikwidowane. Teraz jest tam Świętokrzyski Park Narodowy. Nawet główny szlak grzbietowy został już w 1977 roku przesunięty ze wschodniej części na podnóże, na granicę lasu i pól. Jak tu więc zwiedzać góry, po których nie da się chodzić?
Zostaje wejście na Łysą Górę niebieskim szlakiem. I choć jej nazwa wydaje się zachęcająca, bo zdaje się oferować całkowicie odkryty szczyt, to jednak już z daleka widać, że całe Łysogóry są zalesione, za to okolica podgórska drzew nie ma wcale. Ale kiedyś wyglądało to inaczej. „Krótki zbiór geografii Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego”, wydany we Wrocławiu w 1816 roku, tak opisywał liczącą wtedy 1920 stóp n.p.m. Łysą Górę: „Leży wśród równin województwa bywszego sandomierskiego, i dla tego Łysą nazwana, że na niey wcale żadnych drzew nie masz”.
Jak zatem widać, od tamtego czasu sporo drzew wyrosło.
Trud ponad godzinnej wędrówki lasem na łysą niegdyś górę wynagradza odpoczynek na trawiastej polanie pod szczytem, skąd roztacza się widok na wschodnią część Gór Świętokrzyskich i równinne tereny wokół nich. Po krótkim odpoczynku ruszam kilka kroków dalej, przechodzę przez budyneczek bramowy – bo trudno to nazwać bramą – i z miejsca mam wrażenie, jakbym się znalazł w Beskidzie Śląskim na Równicy albo po czeskiej stronie Przełęczy Karkonoskiej.
Oto wybrukowany kamieniami dziedziniec zastawiony jest samochodami. Są też ławki, jarmark i tłum ludzi, którzy jakoś tu dotarli. Motywacje mogą być różne. Dla jednych jest to zabytek architektury, stary klasztor pobenedyktyński. Dla innych współczesny klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, mieszkający w tych murach od 1936 roku. Dla jeszcze innych to po prostu Muzeum Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
Tu na razie jest schronisko…
Zresztą historia pokazuje, że zabudowania klasztoru na Łysej Górze mogły służyć do najrozmaitszych celów. W latach 1849-1863 w tych murach przetrzymywano „księży zdrożnych”, czyli takich, którzy popełnili gorszące nadużycia. Od 1852 roku przez kilkanaście lat funkcjonował tu zakład karny. Jednak nieco ponad 10 lat później polscy powstańcy styczniowi, walczący zbrojnie z rosyjską armią, na krótko opanowali budowlę na Łysej Górze i więźniowie samowolnie opuścili jej mury. I tak budowla stała niewykorzystana do 1885 roku, gdy reaktywowano zakład karny. Używały go władze rosyjskie, polskie i niemieckie – w zależności od tego, pod czyją jurysdykcją znajdowały się Góry Świętokrzyskie. Najbardziej ponurym okresem zakładu karnego na Łysej Górze był czas drugiej wojny światowej, kiedy to na skutek skandalicznych warunków i bardzo złego zaopatrzenia część więźniów zmarła z głodu. O tym epizodzie przypomina cmentarz na północno-wschodnim zboczu Łysej Góry, kilkadziesiąt metrów pod szczytem, gdzie pochowano zmarłych.
Po wojnie szykowało się sporo zmian.
 
 
(...)
  
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też