Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Żywiecki

Tradycja jeszcze nie umarła

NPM 9/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Radosław Jędrzejczyk
Hala Krawcula (fot. Radosław Jędrzejczyk)
W górach szukamy miejsc wyjątkowych. Czasami jest to ciekawy szlak albo intrygujący szczyt. Ale niekiedy niepowtarzalność miejsca tworzą sami ludzie, ich pomysły, inicjatywy i gesty. Idealnie można się o tym przekonać w Beskidzie Żywieckim.

Długo wahaliśmy się z Kasią, skąd wyruszyć na podbój beskidzkich bezdroży. Kryterium właściwe było jedno: ma to być miejsce, w którym nigdy jeszcze nie byliśmy. Krążąc po Worku Raczańskim, docieramy w jego wschodnie rejony, mijamy Rajczę, Ujsoły i w końcu zatrzymujemy się w Soblówce. Pora wysiąść z samochodu, rozprostować kości i wziąć głęboki oddech.
Najpopularniejszym kierunkiem wędrówek z tego miejsca jest Mała i Wielka Rycerzowa z bacówką położoną na jej zboczach, która we wszystkich trzech edycjach „Rankingu schronisk górskich »n.p.m.«” znalazła się w pierwszej dziesiątce. My za cel wędrówki obieramy sobie inną bacówkę, znajdującą się na północnym wschodzie i oddaloną o trzy godziny od miejsca, w którym obecnie jesteśmy. Ma nas tam doprowadzić żółty szlak, który z Soblówki biegnie przez Glinkę na Krawców Wierch.

Po ile te kije?
Na początku szlak prowadzi opustoszałą ulicą wioski. Kolejno mijamy kościół i sklepy spożywcze, czyli jak nam się wydaje, miejsca, w których toczy się życie i dzieje się najwięcej. Takie telewizyjne „Ranczo” w wersji beskidzkiej. Soblówka jednak zastygła w porannym letargu. Nie wykazuje niemal żadnych oznak życia, tylko czasami zaszczeka jakiś pies. Dopiero przy jednym z ostatnich sklepów, w którym robimy zakupy, pojawiają się jacyś dwaj jegomoście. Wyglądają trochę na… wczorajszych.
– Dzień dobry – pada w naszym kierunku. Odpowiadamy równie uprzejmie, zastanawiając się, czego od nas chcą. Uprzejmość z ich strony nie wydaje się nam bezinteresowna. Okazuje się, że uwagę przykuwają nasze kije trekkingowe.
– A ile one kosztują? Są teleskopowe? – miejscowy jest bardzo dociekliwy. Odpowiadam na odczepnego, że się składają, i rzucam z głowy cenę 150 zł.
– O rany, a ja niedawno znalazłem jedną parę i sprzedałem za 20 zł – odpowiada jakby trochę zmartwiony, że mógł zrobić większy interes.
Kiedy już odchodzimy, zapraszają na jedną z imprez, która ma się odbyć za miesiąc w Soblówce. Grzecznie dziękujemy i oddalamy się, podziwiając okolicę. Wioska jest położona w urokliwej dolinie u podnóży Wielkiej Rycerzowej (1226 m n.p.m.), pomiędzy beskidzkimi szczytami: Muńcuła (1165 m n.p.m.), Beskidu Bednarów (1098 m n.p.m.) i Wielkiego Smrekowa (1041 m n.p.m.). Soblówka, jak się okazuje, znana już była w XV wieku. Leżała bowiem na szlaku handlowym, który przez przełęcz Przysłop i Orawę prowadził aż do Wiednia. Wtedy wieś nosiła taką samą nazwę jak potok, nad którym jest położona – Cicha. Soblówkę założyli pasterze wołoscy, mający swoje korzenie na Półwyspie Bałkańskim. Wędrowali oni ze stadami owiec i kóz przez Karpaty, asymilując się z miejscową ludnością. Wołosi przenosili się z jednego pastwiska na drugie, w zależności od ich jakości i obfitości. Dziś Wołosi to między innymi nazwa zespołu folkowego, który zdobywa liczne nagrody na festiwalach z gatunku world music.

Zwyk Bacowski i inne atrakcje
W Beskidzie Żywieckim Wołosi znaleźli dogodne warunki do osiedlenia się i wypasu owiec. Została po nich bogata tradycja i dzisiejszy mieszkańcy tych terenów, czując się spadkobiercami ich kultury, starają się zachować z niej to, co najlepsze, czyli zwyczaje i obrzędy pasterskie. Tym samym owce na górskich halach są do dziś stałym elementem krajobrazu w Soblówce. Co prawda zwyczaj ten powoli zanika i coraz rzadziej można spotkać owce na górskich łąkach, a baców parających się tym zajęciem jest już naprawdę niewielu. Ale ostatni Mohikanie się nie poddają i robią wszystko, żeby ocalić ten fach od zapomnienia.
W maju odbywa się Zwyk Bacowski, czyli uroczyste rozpoczęcie wypasu owiec. Na Sporkowej Polanie można obejrzeć, jak wygląda zwyczaj mieszania owiec, spróbować owczych specjałów, takich jak bundz czy oscypek. Jest też okazja, by posłuchać góralskich śpiewów w wykonaniu lokalnego zespołu pieśni i tańca Cichowianie. Każdy sezon trzeba oczywiście podsumować i zakończyć. Służą temu wrześniowe Posiady Wołoskie z występami zespołów tanecznych, na których można posmakować potraw regionalnych i podziwiać miejscowe rękodzieło. Dzięki takim imprezom każdy ma okazję, by cofnąć się na chwilę w czasie.
My jednak nie trafiliśmy tu ani na start, ani na finisz sezonu. Musimy tylko obejść się smakiem. Żółty szlak wyprowadza nas w końcu poza zabudowania Soblówki i przez łąki, tuż obok niepozornego szczytu Młynarzowo (733 m n.p.m.), kieruje nas w stronę Glinki, sąsiadującej z Soblówką miejscowości leżącej u stóp Krawcowego Wierchu.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też