Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Temat niedogadany

NPM 6/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Przemysław Wilczyński, Bartek Dobroch
Fot. ARCHIWUM BARTKA DOBROCHA; FOT. GRAŻYNA MAKARA/TYGODNIK POWSZECHNY ()
O Broad Peaku? Książkę? Na najbardziej przegadany temat roku? Po co? Dla sławy oraz pieniędzy” – odpowiedziałby ktoś odważny i/lub cyniczny. „Dla powodzenia wśród kobiet” – dodałby ktoś inny za jednym z bohaterów naszej książki, Arturem Hajzerem, który odpowiedział tak kiedyś, zapytany, dlaczego jeździ w Himalaje.

Po pierwsze jednak podobne odpowiedzi nie uchodzą, zwłaszcza że mamy do czynienia z tragedią. Po drugie odpowiedzi takie byłyby mimo wszystko – jak na pracę dziennikarską, mającą zebrać fakty, interpretacje i nakreślić kontekst wydarzeń – nieco zbyt brawurowe. Dajmy więc sławie, pieniądzom oraz kobietom spokój.
– Dlaczego napisaliście książkę o tej przemielonej przez me-dia na wszystkie sposoby wyprawie? – pytano nas nie raz i nie
dwa przez ostatnie miesiące, a że podobne pytanie zadała nam redakcja „n.p.m.”, w dodatku udzielając nam gościnnie łamów, odpowiadamy.
Na wszelki wypadek powiedzmy jednak na wstępie (gdyby ktoś, widząc zbyt często pojawiające się słowa BROAD PEAK, nie dotrwał do końca): temat nie został według nas przegadany. A już z pewnością nie „na wszelkie sposoby”.

„A tutaj ciągłe rozgrzebywanie”
Owszem, o tragedii Polaków na Broad Peaku w marcu 2013 roku powiedziano w mediach wiele, rozważając niemal wszystkie możliwe scenariusze tragicznego końca wyprawy, w ramach której Adam Bielecki, Artur Małek, Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka jako pierwsi ludzie zdobyli zimą ten szczyt, a dwaj ostatni zginęli.
Brano więc pod uwagę scenariusze oparte na faktach, które potwierdzają nieliczne nagrania rozmów radiotelefonicznych. Brano te całkiem realne, oparte na relacjach himalaistów, jak i te, które zbliżały się niejednokrotnie do teorii spiskowych, również przy okazji innych tajemniczych i tragicznych wydarzeń zyskujących, jak wiemy, nad Wisłą licznych zwolenników. Zadano tysiące pytań. Takich, na które himalaiści – owszem, w licznych wywiadach – odpowiadali obszernie i analitycznie. A także takich, które ekspertów irytowały, choć nie tylko miały prawo, ale musiały paść (skąd laik ma wiedzieć, że zorganizowanie zimą w Karakorum na wysokości ośmiu tysięcy metrów akcji ratowniczej jest nierealne?).
Himalaistów irytowały zresztą nie tylko pytania. Również rozgłos, jaki pojawił się po wyprawie na Broad Peak. Z niczym wcześniej nieporównywalny: zarówno co do intensywności, jak i czasu trwania – o Broad Peaku głośno było przecież w polskich mediach po osiągnięciu przez wspinaczy wierzchołka i uznaniu dwóch himalaistów za zmarłych, po powrocie wyprawy do Polski, przed wyprawą poszukiwawczą Jacka Berbeki, w jej trakcie i po niej, po oskarżycielskich wypowiedziach przedstawicieli środowiska, wreszcie po opublikowaniu przez Polski Związek Alpinizmu raportu mającego wyjaśnić przyczyny i okoliczności wypadku na tej górze.
„Nigdy nie było takiego roztrząsania. Może kilka dni, tygodni po jakiejś wyprawie, ale tak długo – nigdy” – irytował się w rozmowie z nami Krzysztof Wielicki, gdy w czerwcu 2013 roku przeprowadzaliśmy z nim wywiad na temat marcowej wyprawy. W innym miejscu dodawał: „Wypadki dzieją się codziennie! Ktoś kogoś zabił, ktoś się zabił, prasa o tym pisze i to zostawia. A tutaj ciągłe rozgrzebywanie”.
A jednak – wbrew opinii Wielickiego, wielu innych przedstawicieli środowiska wspinaczy, ale też patrzących na wszystko z boku obserwatorów czy publicystów – upieramy się przy swoim: Broad Peak A.D. 2013 został przez media podchwycony, „przemielony”, a następnie pozostawiony. W postaci strzępów informacji, domysłów i sprzecznych interpretacji.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

Autorzy tekstu są dziennikarzami „Tygodnika Powszechnego”. W 2013 roku otrzymali przyznawaną przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Nagrodę im. Kazimierza Wierzyńskiego za cykl tekstów na temat wyprawy na Broad Peak. Przemysław Wilczyński prywatnie jest synem himalaisty Ludwika Wilczyńskiego, pierwszego polskiego zdobywcy – wraz z Wojciechem Kurtyką – ośmiotysięcznika Dhaulagiri. Bartek Dobroch jest przewodnikiem tatrzańskim i międzynarodowym przewodnikiem górskim UIMLA.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też