Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Jarosław Rabiasz

Tatry to nie cyrk

NPM 2/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
( FOT. TOMASZ CHORĄŻEWSKI )
Z Jarosławem Rabiaszem, długoletnim komendantem Straży Parku TPN, rozmawia Jakub Terakowski

Dlaczego zrezygnowałeś z funkcji komendanta Straży Parku w TPN?
– Po trzynastu latach pracy na tym stanowisku nadszedł czas, by uspokoić swoje życie zawodowe.

Co to znaczy?
– Mam żonę, dwójkę dzieci, a jako komendant Straży Parku musiałem być w pełni dyspozycyjny. Cokolwiek działo się po godzinach, wieczorem czy w środku nocy, „przepływało” przeze mnie. Musiałem zrywać się, zmieniać plany, iść w teren, organizować i koordynować całą akcję lub interwencję. Dokuczliwe konsekwencje takiego życia ponosiła moja rodzina. Dzisiaj takich sytuacji jest znacznie mniej.

Co zatem teraz robisz?
– Jestem leśniczym w Obwodzie Ochronnym Kośne Hamry TPN.

To awans czy degradacja?
– Ani to, ani to. Z punktu widzenia zaszeregowania przeszedłem po prostu na inne, równorzędne stanowisko.

I czym się zajmujesz?
– Typowymi leśnymi pracami gospodarczymi, bo mój teren jest w strefie ochrony częściowej. Zajmuję się więc utrzymaniem i przebudową drzewostanu, ochroną lasu przez wycinanie drzew chorych i zaatakowanych przez korniki i sadzeniem nowych. Do moich obowiązków należy też wprowadzanie gatunków, na przykład jodły, zabezpieczanie terenu przed zwierzyną, a także interwencyjne dokarmianie zwierząt. Dbam też o remonty infrastruktury turystycznej, chociaż na moim terenie jest jej niewiele. Nadzoruję również wypas owiec.

Na czym polega taki nadzór?
– Sprawdzamy, czy baca nie wypasa w lesie – co jest zabronione. Kontrolujemy też stan czystości bacówki. Pilnujemy, by funkcjonowała zgodnie z normami.

Kośne Hamry to jedyny Obwód Ochronny na terenie TPN, przez który nie prowadzi żaden szlak turystyczny?
– Tak, jest to specyficzny obszar położony pomiędzy wsiami. Turystyki tutaj jest zatem niewiele (głównie przejazdowa), bo prowadzi tędy kilka dróg publicznych. Są też ścieżki rowerowe, ale niezbyt uczęszczane. Tutaj najistotniejsza jest współpraca z miejscową ludnością. Trzeba nadzorować wyręb lasu, kontrolować ujęcia wody.

Co jest dla Ciebie największym problemem na tym terenie?
– Nielegalny wyrąb i kradzież drewna, kłopoty z prawem własności i niejasnością granic Parku. Ostatnio coraz większym problemem stają się rajdy na motocyklach krosowych.

Jak zostałeś leśniczym w Kośnych Hamrach?
Już od paru lat rozmawiałem z dyrektorem o możliwości przejęcia jakiejś leśniczówki w TPN. Półtora roku temu zaproponował mi Kośne Hamry, nie zastanawiałem się zbyt długo.

A skąd w ogóle wziąłeś się w Tatrach?
– Zawsze chciałem pracować w TPN, z tego też powodu poszedłem na leśnictwo. W lipcu 1994 roku zapukałem do gabinetu ówczesnego dyrektora – Wojciecha Gąsienicy Byrcyna. Złożyłem ofertę, akurat był wolny etat podleśniczego na Łysej Polanie. Zostałem przyjęty i od pierwszego października zacząłem pracować.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też