Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Trzydniowiański Wierch

Tam, gdzie papież chodził piechotą

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Albin Marciniak)
Budzę się w Zakopanem o czwartej rano. Jest środek lata, więc dni są długie i czas na wędrówkę znacząco się wydłuża. Pewnie dlatego wydawało mi się,  że do wieczora spokojnie przejdę wszystkie szczyty otaczające Dolinę Chochołowską. Ale właśnie... wydawało mi się. 

Toporowa Cyrhla, którą kolejny raz obrałem sobie za bazę wypadową w Tatry, to najdalej na wschód położona dzielnica Zakopanego. Zachodniego krańca polskich Tatr nawet stamtąd nie widać. W zasadzie nie ma możliwości, by dojechać stąd do Doliny Chochołowskiej szybciej niż w godzinę, zakładając poruszanie się transportem zbiorowym. Ale taka niedogodność mnie nie zraża. Ruszam więc z dwójką swoich dzieci na Trzydniowański Wierch (1758 m n.p.m.). 
Odzywają się wspomnienia. W 1995 roku pierwszy raz w życiu nocowałem pod namiotem właśnie tutaj, przy witowskim skrzyżowaniu. Chodziliśmy wtedy grzbietami górskimi, otaczającymi Dolinę Chochołowską. Wszystkie szczyty wydawały się na wyciągniecie ręki. Jak będzie teraz, niemal ćwierć wieku później?

A Nyka pisał, że warto iść całą! 
Idziemy asfaltem od drogi prowadzącej do Chochołowa w kierunku Siwej Polany. Mijamy parkingi przy drodze, na których stoi zaledwie kilkanaście samochodów. Nic dziwnego, że parkingowi z nudów ziewają. Inaczej jest w kwietniu, gdy do Doliny Chochołowskiej jadą tysiące turystów, by zobaczyć, jak kwitną krokusy. 
Z Siwej Polany idziemy dalej asfaltowym odcinkiem drogi. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu można było przejechać go samochodem. Parking znajdował się wówczas na Polanie Huciska, 
zresztą do dziś jest on ogrodzony. Tyle, że dojedziemy tu teraz tylko popularną „ciuchcią”, której nazwa wzięła się od jednego z chochołowskich szczytów – Rakonia (1879 m n.p.m.). Kiedy my ruszamy w drogę, ona jeszcze nie kursuje. Ale nic to, pozostaje nam cieszyć się urokami doliny. Zresztą już w 1994 roku Józef Nyka w swoim słynnym przewodniku pisał: „Nawykli do wygód turyści rozpoczynają wycieczkę od Hucisk (...), chcąc jednak dobrze poznać dolinę, trzeba ją przemaszerować w całości”. Można chyba więc stwierdzić, że zamknięcie pierwszego odcinka od Siwej Polany do Hucisk w 1997 roku wyszło na dobre tatrzańskim turystom. 
Dalej prowadzi utwardzona, kamienna droga. Wędrując doliną, dziwię się, jak to możliwe, że już od czasów pierwszych turystów Chochołowska była najmniej popularnym tatrzańskim miejscem. Jak wspomina Krzysztof Pisera w książce „Jak dawniej po Tatrach chadzano”, nawet Walery Eljasz w swoim pierwszym przewodniku napisał o Chochołowskiej... ledwie trzy wiersze. Co prawda na krótko te tereny, głównie Wołowiec, spopularyzował Tytus Chałubiński, ale jednak obecnym turystom bliżej do Walerego Elijasza. Jest godzina 8.30, a spotkaliśmy dopiero jedną osobę. 

Kominiarski tylko dla orłów
Mijamy odejście czarnego szlaku drogą nad reglami i leśniczówkę. Kawałek dalej odbija w lewo szlak na Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) – piękny szczyt o wręcz idealnym, trójkątnym kształcie. Idąc na niego, mijamy Iwaniacką Przełęcz i Kominiarski Wierch (1829 m). Jaka szkoda, że od 30 lat nie ma już na niego znakowanego wejścia. Szlak był podobno piękny, co łatwo sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę widok, jaki musi się z niego rozpościerać na Starorobociański, Bystrą, Błyszcz, Wołowiec, Rakoń i wiele innych. 1 sierpnia 1988 roku szlak zamknięto ze względu na ochronę orła przedniego, który upodobał sobie tutejsze skały. I wcale mu się nie dziwię! 
My ruszamy dalej na Trzydniowiański Wierch. Można na niego dotrzeć z dwóch miejsc, tym samym czerwonym szlakiem, który zatacza pętlę przez wierzchołek. Z jednej strony trasa prowadzi przez Krowi Żleb i to właśnie to odejście szlaku mijamy jako pierwsze. Wędrówka tą drogą oznacza mozolne wspinanie, najpierw po umocnionych drewnem stopniach na stromym zboczu, a potem kilkaset metrów przez zarośla kosodrzewiny. Alternatywą jest wejście Doliną Jarząbczą od drugiej strony. Tam najpierw idziemy łagodnie dnem doliny, a dopiero później czeka nas stromizna. To odbicie szlaku czerwonego znajduje się przy samym schronisku na Polanie Chochołowskiej. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze “n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też