Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Wielkie Solisko

Takiego armagedonu górale nie widzieli

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Edward Lichota)
To nie jest góra naszych marzeń. Ale gdy w ciągu doby spada w Tatrach około 200 mm wody, trzeba dostosować się do brutalnej rzeczywistości.  Zamiast Ganku czy Szatana zostaje właśnie ono – niepozorne Wielkie Solisko. 

Przyznaję obiektywnie. Przez pięć lat mieliśmy szczęście. W ramach naszych redakcyjnych, krakowsko-poznańskich wędrówek pozaszlakowych w Tatrach zdobyliśmy kolejno Gerlach, Lodowy, Kieżmarski, Staroleśny i Mięguszowiecki Szczyt. Pogoda zazwyczaj nam sprzyjała. Nie liczę chmur, a nawet ulewnego deszczu przy zejściu do Terinki, bo to jest w Tatrach standard. Ale widać limit naszego szczęścia się wyczerpał. Tego, co wydarzyło się w tym roku, nie można określić inaczej jak armagedon, jakiego góralski świat nie widział. 

Licytacja na opady
Teoretycznie nic nie powinno nas zaskoczyć. Prognozy były jednoznaczne: w środę 18 lipca ma padać. Nie – to źle napisane, ma lać. Synoptycy z Polski, a także z Norwegii, Stanów Zjednoczonych i Słowacji nie pozostawiali wątpliwości – nie będzie żadnej przerwy. Licytowali się tylko co do wielkości: 50, 100, 120 mm wody – tak jakby walczyli o zakup najsłynniejszego dzieła Vincenta van Gogha. Ale łudziliśmy się, że może jednak będzie krótkie okno pogodowe. Każdy, kto cały rok czeka na ten wymarzony wyjazd w Tatry, wie, o czym mówię. Pokonać 650 kilometrów tylko po to, żeby z okna apartamentu patrzeć na wiszące na wysokości 1200 metrów n.p.m. chmury – nie, to nie jest bezcenne. 
Żadnego okna nie było. Tego dnia uciekliśmy więc w Demianowskie Jaskinie. Nie powiem – robią wrażenie. Ich ogrom, gra świateł, szmaragdowe jeziorka, stalaktyty, stalagmity, rzeźby lodowe i tak dalej… – byliśmy pod wrażeniem, ale człowiek był myślami gdzie indziej. Wystarczyło jednak wyjść na powierzchnię, gdzie lało jak z cebra, i wracaliśmy na ziemię. Z tego dnia nic więcej wycisnąć się nie dało. 
Po środzie przyszedł czwartek. Ale na niebie nihil novi, może tylko opad jakby minimalnie słabszy. A może to tylko złudzenie? Człowiek chciałby być jak szaman, który odgoniłby kilkoma ruchami rąk to całe zło. Przywołujemy jeszcze Chińczyków, którzy na inaugurację igrzysk olimpijskich w Pekinie rozganiali chmury. Podobne cuda robią też podwładni Putina, którzy staną na głowie, by defilada na placu Czerwonym miała stosowną aurę. Ale w Tatrach nikt takich zdolności nie ma. Znamy już na pamięć wszystkie modele pogodowe, ale znikąd nadziei. 
Niezawodny Michał znajduje prześwit w Niskich Tatrach. Nie, nie – to nie będzie żaden Chopok ani Ďumbier, bo powyżej 1600 metrów n.p.m. wszędzie jest oberwanie chmury. Ale niżej można liczyć chociaż na kapuśniaczek, a nie dyngus prosto z wiadra. Ruszamy na Czertowicę (słow. Čertovica, 1238 m) – przełęcz, która rozdziela łańcuch Tatr Niżnych na dwie części: zachodnią z wszystkimi szczytami przekraczającymi 2000 metrów n.p.m. (Ďumbierske Tatry) oraz wschodnią – niższą i nieco mniej rozległą (Kráľovohoľské Tatry). Zdobywamy rekordowe wysokości porównywalne z Pilskiem, ale przynajmniej na głowy spada nam tylko mżawka. 

Szału nie ma
Wieczorem i następnego ranka zaglądamy do internetu. A tam wszystkie informacje o tym armagedonie. Przez wielkie, dwudniowe opady w Tatrach i na Podhalu zamknięto między innymi most w Białym Dunajcu oraz drogę w kierunku Morskiego Oka przez Brzeziny. Do tego zamknięte szlaki do Doliny Pięciu Stawów Polskich i na Halę Gąsienicową. Na Słowacji żywioł zerwał asfalt w Dolinie Jaworowej, nie da się przejść Doliną Białej Wody od Łysej Polany w stronę Polskiego Grzebienia. Nawet popularna Tatrzańska Magistrala, na odcinku od Hrebienioka do Chaty Zamkowskiego musiała uznać wyższość natury. Na Hali Gąsienicowej odnotowano opady rzędu 210 mm, Słowacy mieli na licznikach niewiele mniej – 150 mm. 
Szybko jednak przekonaliśmy się, czym Słowacja różni się od Polski. U naszych południowych sąsiadów już dwa dni po kataklizmie wybudowano na przykład prowizoryczny mostek, który umożliwił dojście do schronisk Zamkowskiego i Terinki. O tak szybkiej reakcji po naszej, polskiej stronie mogliśmy tylko pomarzyć. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Słowacja

Zobacz też