Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Taki był halny pół wieku temu

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Zenon Chlebowski
Ćwiczenia wspinaczkowe na zboczu Żabiego Szczytu Niżnego. Asekuruje Halina Fogel (fot. Zenon Chlebowski)
Pół wieku temu w ścianach otaczających Morskie Oko biwakowaliśmy i uczyliśmy młodzież wspinaczki. W latach 50. i 60. nie było jeszcze miejskich wspinaczkowych ścian do ćwiczeń, które dziś są tak powszechne. 

W tym okresie jeździliśmy z młodzieżą w Tatry, gdzie w rejonie Owczych Turniczek mieliśmy nasz górski biwak. Tam uczyliśmy ich wspinaczki. Po opanowaniu podstaw wchodziliśmy między innymi na Żabi Szczyt Niżni (2098 m n. p. m.) i Żabiego Mnicha (2146 m). Górski biwak miał jednak jeden mankament – brak wody, którą w większych pojemnikach należało przynosić ze schroniska. Ale bliższe poznanie okolicy sprawiło, że dostrzegliśmy spływające po skałach bardzo małe strużki czystej wody, której ilości wystarczały nie tylko do ugaszenia pragnienia, ale również do przyrządzenia kawy lub herbaty i innych posiłków. To odkrycie bardzo ułatwiło życie i w następnych wakacyjnych sezonach, zaopatrzeni w tak zwane słomki oraz gumowe wężyki, uniezależniliśmy się od wody ze schroniska.
Wakacyjny biwak z 1967 roku zapisał się w naszej pamięci wyjątkowymi górskimi doświadczeniami. Pod koniec lipca pogoda była piękna jak rzadko. Aby zaoszczędzić nieco sił, przeprawiliśmy się przez Morskie Oko łodzią, zwaną „Świstakiem”. Wtedy regularnie przewoziła ona turystów do ścieżki prowadzącej nad Czarny Staw pod Rysami. Gdyby dziś taka łódź nadal kursowała, trudno sobie wyobrazić jej oblężenie.
Kiedy rozpoczęliśmy nasze podejście do Czarnego Stawu, czuliśmy silne podmuchy ciepłego, południowego wiatru. Kiedy pokonywaliśmy skalny próg pod Mokrą Wantą, podmuchy były już tak silne, że przyczepialiśmy się do skał i czekaliśmy, aż ustaną. Domyślaliśmy się, że są to wyraźne oznaki zjawiska fenowego, a więc zbliżania się wiatru halnego.
Gdy dotarliśmy na biwak, przystąpiliśmy do stawiania namiotów. Uderzenia wiatru były już tak silne, że trudno było utrzymać się na nogach, a jak tu jeszcze pokonać siłę szarpiącą namiotem. Z wielkim trudem udało się nam ustawić dwa namioty. Każdą linkę przezornie mocowaliśmy do dwóch haków. Trzeciego namiotu już nie daliśmy rady postawić, gdyż przylepiona do stromej ściany pólka była bardzo mała i nie mogliśmy się na niej poruszać. Zatem w dolnym namiocie, który przewidziany był dla dwóch osób, musiało zmieścić się pięć i tyle samo plecaków.
Wieczorem z wielkim wysiłkiem udało nam się przyrządzić herbatę i posiłek. Dolny namiot od kierunku uderzeń wiatru był zasłonięty wysoką skałą, a i tak podmuchy halnego sprawiały, że dach łomotał przeraźliwie. Przy podmuchach najpierw zapadał się do wewnątrz, opierając się na naszych głowach, a przy nadejściu podciśnienia namiot przeobrażał się w balon. Mieliśmy wrażenie, jakby chciał się oderwać od ścian i odlecieć w otaczającą nas przestrzeń.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też