Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | WŁOCHY / Dolomiti di Brenta

Tak spełniają się marzenia

NPM 10/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
()
Idziemy niewielkim kominkiem, po naszych bokach dające poczucie bezpieczeństwa skały, a pod stopami w miarę wygodne stopnie. Luz, blues, a i tak stalowa lina jest i wpiąć się można. Nagle lina się kończy, a zaczyna... trawers bardzo wąską, piargową ścieżką nad 1000-metrową ścianą. Teraz już wiem, dlaczego ta trasa polecana jest tylko dla osób bez lęku wysokości.

Niektórzy pewnie w marzeniach sennych wygrywają miliony w loterii, inni wylegują się na niebiańskiej plaży z kolorowym drinkiem w ręce. Są tacy, którzy śnią o domku za miastem lub super szybkim aucie. Ale miłośnicy gór często śnią o czymś zupełnie innym... O konkretnych szczytach, szlakach, masywach. I te sny przenoszą się na jawę najpierw w postaci planów, ledwo widocznego zarysu, a jeśli mamy trochę szczęścia i determinacji – w końcu się urzeczywistniają. Tak jak moje marzenie o alpejskim Masywie Brenty.

Powtórka z rozrywki?
Zanim jednak postawię pierwsze kroki w jednym z najsłynniejszych górskich miejsc we Włoszech, przyjeżdżamy mocną 11-osobową ekipą do Mezzany, małej miejscowości w uroczej dolinie Val di Sole. Całą gminę zamieszkuje mniej niż 900 osób, więc jak przystało na małe, senne alpejskie miasteczko, witają nas cisza, spokój i sielskie krajobrazy, których próżno szukać w połowie sierpnia w polskich górach. Jedyne, co może nam popsuć humory to... prognozy pogody.
Dlaczego o tej pogodzie wspominam? Z częścią alpejskiej ekipy przeżyliśmy już podobny wyjazd, kiedy z wielkich planów niewiele wyszło. Pięć lat wcześniej dotarliśmy do malutkiego austriackiego Königsleiten nieopodal doliny Zillertal. Siedzieliśmy wieczorem w dzień przyjazdu, świeciło słońce, nad górami ani jednej chmury, a w prognozach pogody na nadchodzący tydzień tylko jeden dzień bez deszczu – nazajutrz, kiedy jeszcze bez aklimatyzacji i po kilkudziesięciogodzinnej podróży nie mogliśmy sobie pozwolić na atak poważnego celu. Wszystkie pozostałe dni miały przynieść gigantyczne opady deszczu i niestety te prognozy się sprawdziły.
Kiedy więc widzę minę Tomka, sprawdzającego prognozy w Mezzanie, zakładające, że czeka nas tylko jeden dzień 100-procentowej pogody, nie musi nic głośno mówić.
Myślimy o tym samym: kilka lat planowaliśmy przyjazd w Dolomity, a one śmieją się nam w twarz. Możemy więc podjąć tylko jedną słuszną decyzję. Choć to pierwszy dzień, jedziemy od razu w samo serce Masywu Brenta.

Jedyne polskie zwycięstwo
Z Dolomitami kojarzą się tak naprawdę dwie główne miejscowości – na wschodzie Cortina d’Ampezo i Madonna di Camipiglio na zachodzie. To właśnie nad słynną Madonną, jednym z najbardziej znanych na świecie ośrodków narciarskich, króluje Brenta. Samo miasteczko jest dziś bardzo modne, co widać choćby po cenach noclegów w samym jego sercu. Jeśli nie wiecie, co zrobić przykładowo z 250 tysiącami złotych (tak, tak – zera nam się nie pomyliły i to nie pomyłka w druku, chodzi o ćwierć miliona złotych), czeka tutaj dom do wynajęcia na tydzień dla 10 osób za taką właśnie kwotę. Jeśli jednak bardziej niż życie celebryckie interesuje Was sport, Madonna kojarzyć się Wam powinna ze słynnymi zawodami w narciarstwie alpejskim, które odbywają się tu każdego roku. W 1984 roku, podczas rozgrywanego tu Pucharu Świata, zwyciężyła Polka, Dorota Tlałka-Mogore, co jest do dziś jedynym zwycięstwem polskiej reprezentantki w narciarstwie alpejskim w tym całym prestiżowym cyklu.
Nartostrady z Monte Spinale, na których odbywają się zawody, należą do większego systemu szlaków narciarskich, które prowadzą do najwyżej w okolicy położonych nartostrad – na Passo del Grosté (2442 m n.p.m.). I mimo, że dziś jest blisko 30 stopni, a biały puch zastąpiły jasne skały, to i my zmierzamy dokładnie w to miejsce.
Jak pisze Dariusz Tkaczyk, autor chyba najlepszych przewodników po Dolomitach, Passo del Grosté to tak naprawdę: „wielka przełęcz, a właściwie rozległa przerwa w murze skalnym, jaki tworzy Brenta. Formacja zupełnie nietypowa, bowiem w tych górach przeważają niewielkie wcięcia w grani. (...) Zarówno zimą, jak i latem jest to najczęściej odwiedzane miejsce w Brencie i jedyny wysoko położony punkt wypadowy”. Autor poleca z tego miejsca szczególnie trzy trasy: trekkingową do schroniska Tuckett oraz feratty – Vidi i Via delle Bocchette. Skoro człowiek, który całe Dolomity przeszedł wzdłuż i wszerz, tak mówi, to się z tym nie dyskutuje.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Dolomity
Włochy

Zobacz też