Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Szwajcarski Park Narodowy

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
SPN jest najstarszym parkiem narodowym w Alpach (FOT. DANIEL PRZEWOŹNY)
Gryzonia jest największym kantonem Szwajcarii. Przyciąga przede wszystkim miłośników sportów zimowych, ale i latem czy jesienią warto o nim pamiętać – górscy turyści z chęcią mierzą się tu z najwyższym szczytem Alp Wschodnich – Pizem Bernina (4049 m n.p.m.).

Jako że przybywam tu wspólnie z rodziną, zdobywanie czterotysięczników zostawiam na inną okazję. Plan dostosowujemy do najmłodszych: ma być atrakcyjnie właśnie dla nich, a zatem nie może być za dużo przewyższeń. Z tego powodu decydujemy się na Szwajcarski Park Narodowy w Alpach Retyckich, obejmujący swym zasięgiem 172 km kw. o wysokości między 1400 a 3200 m n.p.m. Do miejsca startu w Zernez ze swojej bazy wypadowej w Samnaun docieramy samochodem w półtorej godziny. Na miejscu pierwsze kroki kierujemy do informacji turystycznej, gdzie otrzymujemy niezbędne mapy i przewodniki. Dowiadujemy się tam m. in., że SPN jest najstarszym parkiem narodowym w Alpach i jedynym takim obiektem w Szwajcarii (jego powstanie datuje się na 1914 rok). Mimo że pogoda nie jest idealna – lekko pada, a w górach widzimy śnieg – chcemy odbyć choćby krótką przechadzkę po terenie parku. Do wyboru jest 21 szlaków turystycznych o łącznej długości ok. 80 km, różniących się czasem przejścia, przewyższeniami i skalą trudności. Bacznie studiuję mapę, a dzieciaki z radością oddają się zabawie na naprawdę wypasionym placu zabaw w pobliżu centrum informacji.
Wybieramy szlak nr 9, oznaczony jako Margun Grimmels. Żeby się na nim znaleźć, musimy się przemieścić autem
w stronę miejscowości Mustair. Z zaznaczonego na mapie parkingu żwawo ruszamy przed siebie. Według przewodnika wycieczka nie zajmie nam więcej niż dwie godziny, oferując w sumie 500 metrów przewyższenia. Dla moich dwóch maluchów to nie lada wyzwanie. Szlak biegnie niemal w całości w lesie sosnowym i z tego powodu trochę brakuje nam pięknych widoków. Ale dzieciakom się podoba. Humory psuje nam nieco pogoda, bo z nieba ciągle siąpi deszcz. Gdyby świeciło słońce, pojechalibyśmy jeszcze na polecaną dla dzieci trasę Kinderpfad Champlönch. No nic, trzeba tu będzie po prostu wrócić.
Daniel Przewoźny

______________________________

Wołowy przysmak

Wszyscy wiemy, że Karkonosze to raczej góry mocno ucywilizowane, stąd niełatwo w nich znaleźć ustronny zakątek z ciekawą panoramą. Jeszcze trudniej o wysoki szczyt, na który nie prowadzi żadna znakowana ścieżka, a zarazem który nie jest położony na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego lub też czeskiego KRNAP-u.
Trudne nie znaczy niemożliwe. Wołowa Góra (1041 m n.p.m., według innych źródeł – 1033 m n.p.m.) spełnia te warunki. Na dodatek jej wierzchołek znajduje się zaledwie kilkaset metrów od uczęszczanego szlaku.
Wystarczy tylko zboczyć z zielono znakowanej Tabaczanej Ścieżki, która prowadzi z Karpacza na przełęcz Okraj. Schodzimy ze szlaku na wysokości szczyciku Czoło, należącego do Kowarskiego Grzbietu. Wyraźna leśna droga kieruje się na północ w stronę Kowar. Korzystamy z niej, a po przekroczeniu płytkiej przełęczy w parę chwil wchodzimy na nieco zarośnięty szczyt Wołowej. Nagrodą jest widok na północną stronę. Pod nami rozpościerają się Kowary, które góra przewyższa o ponad 500 metrów. Podziwiamy też panoramę sporej części Kotliny Jeleniogórskiej. Jeśli ktoś lubi chaszczowanie, może poszukać skałek o nazwie Dzik, znajdujących się nieco poniżej wierzchołka, po jego zachodniej stronie.
Skąd woły na zarośniętym górskim grzbiecie, kilkaset metrów ponad najbliższą miejscowością? Stara niemiecka nazwa szczytu – Ochsenberg (Ochs to po niemiecku wół) – potwierdzałaby, że ociężałe zwierzęta niegdyś docierały do tego miejsca. Zerkając na mapę, można się domyślać, że nazwa góry została nadana przez mieszkańców nieistniejącej już wsi Budniki (Forstlang-wasser), która do wysiedleń po II wojnie światowej znajdowała się wysoko na stokach Kowarskiego Grzbietu.
Dzisiaj na dawny Ochsenberg trafiają głównie paralotniarze Karkonoskiego Klubu Paralotniowego, wykorzystując ją jako dobre startowisko. Jeśli będziecie na Okraju czy w okolicy Budnik, zdecydowanie warto pójść w ich ślady i zajrzeć na Wołową Górę.
Grzegorz Grupiński


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też