Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Jura Krakowsko-Częstochowska

Szlakiem jaskiniowców

NPM 3/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Skała Biśnik (fot. Tomasz Rzeczycki)
Bywają dni, gdy mimo najszczerszych chęci nie da się pojechać w góry. Zbyt duża odległość, czekające obowiązki, inwazja zimy, a nieraz wszystkie te czynniki naraz powodują, że musi nam wtedy wystarczyć jakaś namiastka gór. Na szczęście istnieją takie miejsca jak Dolina Wodąca koło Smolenia, leżąca na pograniczu województw śląskiego i małopolskiego.

Jedziesz do Smolenia? Znasz go osobiście? – tak mniej więcej mogliby zareagować ci, którzy pamiętają byłego artystę kabaretowego z Wielkopolski Bohdana Smolenia i nie słyszeli o wsi Smoleń koło Pilicy na Jurze. Wioska może nie zachwyca niczym specjalnym na tle wielu innych tutejszych miejscowości, leżących tak jak ona jeszcze 100 lat temu w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. Ale już rozpościerająca się na południe od niej Dolina Wodąca oferuje coś, co by można nazwać górami w miniaturze.

Perć Orlich Gniazd
Doliną Wodącą zachwyciłem się pod koniec XX wieku. Chociaż przebiega tędy czerwony główny szlak jurajski z Krakowa do Częstochowy, próżno tu szukać masowej stonki turystycznej. Tłumy na Jurze można spotkać przy Jaskini Nietoperzowej w Jerzmanowicach, na zamkach w Podzamczu koło Ogrodzieńca czy w Olsztynie koło Częstochowy albo na dziedzińcu klasztoru benedyktyńskiego w Krakowie. Ale pod Smoleniem? Nigdy!
No i te białe kły pionowych wapiennych ostańców, nasuwające skojarzenia z Pieninami. Poza tym o pewnego rodzaju górskości Doliny Wodącej świadczą także stosunkowo strome zbocza wzgórz o nachyleniu, jakiego nie powstydziłyby się nartostrady w Szczyrku czy w Międzygórzu. Zresztą różnica wysokości pomiędzy dnem doliny a wierzchołkami wzgórz sięga kilkudziesięciu metrów, miejscami dochodząc nawet do 100.
Trzeba tu jeszcze koniecznie wspomnieć o ruinach zamku Smoleń, stojących na maleńkim wzgórzu w pobliżu górnego wylotu doliny, niedaleko szosy łączącej Zawiercie z Wolbromiem. Trudno dostępny tak zwany górny zamek może stanowić wyzwanie dla górołazów, którzy nigdy dotąd nie zasmakowali lonży i uprzęży, a chcieliby zakosztować choćby namiastki wspinaczki. Z pewnością warto tu też dotrzeć dla widoku, jaki rozciąga się z ruin, na leżące po drugiej stronie doliny Skały Zegarowe z jaskinią Zegar.
Po upadku komunizmu w Polsce zagospodarowaniem Doliny Wodącej zajął się zarząd Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych  z Dąbrowy Górniczej. Staraniem parkowców założono tu bodaj pierwsze łańcuchy na Jurze, a także metalowe klamry. Długi łańcuch zawisł na smoleńskim zamku, ułatwiając wejście na górny zamek. Ciąg łańcuchów zamontowano również na wzgórzu po wschodniej stronie doliny, sytuując tam metalową platformę widokową o ażurowej podłodze. Podobna platforma pojawiła się też na szczycie skały stojącej przy szosie Zawiercie-Wolbrom. Tym sposobem dolina dorobiła się niemal swojej własnej Orlej Perci. Dalszy los tych metalowych zabezpieczeń nie wystawił najlepszego świadectwa osobom, które po jakimś czasie wzięły się do ich demontażu. Słyszałem, że ponoć jeden z łańcuchów posłużył potem do wiązania krowy w którymś z okolicznych gospodarstw, ale nie wiem, ile w tym prawdy, a ile przekąsu.
ZJPK województwa katowickiego i jego następca, czyli Zespół Parków Krajobrazowych województwa śląskiego, zadbały także o inne elementy turystycznej infrastruktury. Wytyczono szlaki turystyczne, znakowane piktogramem w postaci białego kwadratu przekreślonego po ukosie barwnym paskiem. W charakterystycznych miejscach postawione zostały tablice informacyjne, jak choćby koło stanowiska rdestu sachalińskiego czy przy jaskini Biśnik.
Wielokrotnie przyjeżdżałem do Doliny Wodącej. Tym razem jednak zapragnąłem pokazać ją swojej żonie Ani. Wybraliśmy się tam razem w ostatnią, niezbyt mroźną sobotę stycznia. Prognozy pogody wyraźnie wskazywały, że nie ma co się pchać w Karpaty, ze względu na spodziewane zawieje, mgły i pełne zachmurzenie oraz opady śniegu. Na szczęście na Jurze aura miała być bardziej sprzyjająca.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też