Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Szlakami Dartha Vadera

NPM 12/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Grzegorz Stodolny)
W grudniu do kin trafia ósmy epizod „Gwiezdnych wojen”. Jestem fanem tego uniwersum, więc premierę „Ostatniego Jedi” postanowiłem wykorzystać jako pretekst do sprawdzenia, jak kwestia gór prezentowała się dawno temu w odległej galaktyce.

Przypominając sobie fabułę filmowych „Gwiezdnych wojen”, trudno znaleźć jakieś konkretne góry. To pewnie dlatego, że George Lucas nie jest Elizą Orzeszkową i do opisów przyrody podchodził po linii najmniejszego oporu. Zamiast złożonych i zróżnicowanych ekosystemów mieliśmy więc planety, które w całości skuwał lód, jak Hoth, czy będące jedną wielką piaskownicą, jak Tatooine. Na szczęście filmy to nie wszystko. Dzieło Lucasa to tylko czubek góry lodowej, a ukazany tam świat rozwijano w dziesiątkach książek, gier, seriali czy komiksów, które razem wzięte stworzyły potężny i świetnie opisany wszechświat. Tutaj ze znalezieniem gór problemów już nie ma.
Okazuje się, że najwyraźniej lubił je sam Luke Skywalker, gdyż miesiąc miodowy ze swoją żoną, Marą Jade, spędził w górach Karrish na planecie Maicombe. Wiemy to z opowiadania „Judge's Call”, które Timothy Zahn napisał specjalnie na walentynki w 2004 roku. Nazwisko tego pisarza warto pamiętać, gdyż jest on autorem tak zwanej trylogii Thrawna, uznawanej za jedno z najlepszych dzieł osadzonych w świecie „Gwiezdnych wojen”. Ważną rolę w opowiedzianej tam historii odegrała góra Tantiss na planecie Wayland. We wnętrzu tego szczytu mieścił się tajny skarbiec Palpatine'a, skrywający mroczne sekrety Imperium. Skoro góry lubił Luke, to być może jego bliźniaczka także. Szczególnie że Leia wychowywała się na planecie Alderaan w pałacu królewskim, który graniczył ze szczytem Triplehorn. O jego zdobywaniu wspominają bohaterowie przeznaczonej dla młodzieży serii „Galaxy of Fear”. Niestety, o samym wejściu wiadomo tylko, że było „niezwykle wyczerpujące”.
Gratką dla miłośników ekstremalnych górskich doznań byłyby bez dwóch zdań zmagania z Mount Dagger na planecie Dagobah. Wierzchołek ten ma 10 tysięcy metrów wysokości, więc Everestowi mógłby napluć na czubek. Co ciekawe, po obaleniu imperatora nazwę szczytu zmieniono na Mount Yoda na cześć zielonoskórego mistrza Jedi, który szyku przestawnego wielkim fanem był. Jeszcze większe wrażenie niż Dagger/Yoda robiłby Tolmeatek – najwyższy wierzchołek gór Tolmea na planecie Ord Cestus. Miał on mierzyć aż 32 tysiące metrów! Dowiadujemy się tego z książki „The Cestus Deception”, przedstawiającej jedną z misji Obi-Wana Kenobiego podczas wojen klonów.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też