Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Iran

Szczyt prosto z portfela

NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Agnieszka Muzińska
(fot. Agnieszka Muzińska)
Wydawało mi się, że Demawend zobaczę już z zatłoczonych ulic Teheranu. Przechodząc przez szerokie arterie miasta pełne samochodów i motocykli, spoglądałam na horyzont, szukając charakterystycznego, ośnieżonego wierzchołka. Można powiedzieć, że byłam naiwna, licząc na takie widoki z 11-milionowego miasta, którego poważnym problemem jest smog. 

Przylot do Teheranu to jak lądowanie na innej planecie. Pierwsza rzecz po opuszczeniu samolotu to hidżab. Będąc kobietą, nawet turystką, wedle miejscowego prawa trzeba zasłonić włosy chustą. W przeciwnym razie grozi grzywna, kara chłosty, a w skrajnych przypadkach nawet więzienie. Bardziej religijne kobiety noszą czadory (po persku „czador” znaczy namiot), okrywając się zwykle czarnym materiałem dość szczelnie od stóp do głów, przytrzymując to okrycie czasem tylko zębami! Jak więc Iranki radzą sobie z podkreślaniem swojej urody? Odpowiedź jest prosta – bardzo mocnym makijażem i… operacjami nosa. Teheran to światowa stolica chirurgii plastycznej, a zabiegi są tu tak popularne jak wizyta u fryzjera – albo się operację zrobiło, albo wkrótce zrobi.
W górach jest wolność!
Dzień wyjazdu ze stolicy zaczyna się dla mnie zatruciem pokarmowym. Większość trasy do Polour przesypiam w autobusie. Nasza teherańska znajoma nawet wydzwania do kierowcy i wypytuje Basię, moją towarzyszkę, jak się czuję. Ja tymczasem poddaję się trasie niczym worek ziemniaków, udając, że wcale nie jest źle. Wysiadamy na skrzyżowaniu, skąd do schroniska mamy jeszcze kilka kilometrów. Wrzucenie plecaka na ramiona skutkuje mroczkami przed oczyma. Mamy jednak sporo szczęścia, bo udaje nam się złapać podwózkę do samego budynku. W tej sytuacji te dwa-trzy kilometry to istne wybawienie. W schronisku zostajemy zaproszone na rozmowę do sporego biura. Rozliczamy formalności, kupujemy zezwolenie na wejście, rozmawiamy o warunkach po drodze. Wyglądamy chyba mało poważnie – dwie dziewczyny, w hidżabach, luźnych tunikach i z wielkimi plecakami, a ja na twarzy pewnie jestem bardziej zielona niż kiedykolwiek.
Poranek następnego dnia wita nas pięknym słońcem oraz widokiem na Demawend (5610 m n.p.m.) i okoliczne góry. Jest pięknie, a nawet przepięknie, biorąc pod uwagę ustanie moich dolegliwości żołądkowych. Tym lepiej, ponieważ umówiłyśmy się z dwójką Czechów na podzielenie kosztów dojazdu do obozu II, na wysokości około 3020 metrów n.p.m. Pomysł okazał się bardzo trafiony, gdyż oszczędził nam mniej więcej 20 kilometrów spaceru asfaltem i szukania drogi według irańskich oznaczeń. Duża część trasy była spowita mgłą, jednak u celu pojawiło się słońce.
Pod meczetem, przy którym znajduje się obóz II, umówiliśmy się także wstępnie na wspólny powrót. Szybko zrozumiałam wszystkie czytane wcześniej porady, żeby unikać okolic meczetu jako noclegu. Druga połowa października to okres po sezonie, o czym dobitnie świadczyły sterty śmieci rozwiewane przez wiatr dokoła. Aleš i Stefan, nasi nowi czescy znajomi, ruszają dziarsko do przodu. Mają za sobą aklimatyzację w okolicznych górach. Nas czeka wspinaczka na 4250 metrów n.p.m. do obozu III bez wcześniejszego przygotowania. Nic dziwnego, że te niecałe pięć kilometrów zajmuje nam prawie sześć godzin!
Krok za krokiem, oddech się spłyca, głowa zaczyna pobolewać. Mój organizm uparcie nie chce sobie przypomnieć ostatniego pobytu na dużych wysokościach. Postanawiamy się nie spieszyć, robimy przerwy, kiedy tylko istnieje taka potrzeba. Najgorzej jest powyżej 4000 metrów. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki opadamy z sił. Widać już budynek nowego schroniska, ale czas zdaje się stać w miejscu, a punkt docelowy z każdą chwilą nieco oddalać. Na ostatniej prostej zmuszam się do przyspieszenia i nawet myślę, żeby może zostawić plecak, a potem wrócić z pomocą do Basi. Nic z tego. Kiedy siadam na schodkach pod wejściem, nie jestem w stanie zrobić czegokolwiek.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Iran

Zobacz też