Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Rysy

Szczyt marzeń o koronie

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
(FOT. Krzysztof Baraniak)
„Rad bym jeszcze kiedyś zejść tamtędy, ale bym schodził całe pół dnia, bo za każdym krokiem warto się obejrzeć” – pisał Tytus Chałubiński o swoich wrażeniach ze szlaku wiodącego na najwyższy szczyt Polski. I trudno się z nim nie zgodzić. Każdy krok w kierunku Rysów daje nową, wyjątkową perspektywę tatrzańskiego piękna. To prawdziwy klejnot w koronie. 

Są na naszym pięknym świecie góry, które kocha się od pierwszego wejrzenia. Góry, które budzą lęk, uczą szacunku, jednocześnie dając szczęście i poczucie wolności. Są góry, które każdy miłośnik przyrody odwiedzić powinien przynajmniej jeden raz. Tatry, bo o nich mówię, to najniższe spośród gór wysokich na świecie. Nie odbiera im to jednak miana wyjątkowości i nie zniekształca ich piękna.
Dziś spośród setek tatrzańskich wierzchołków wybieram najważniejszy. Jeśli ktoś chce zdobyć Koronę Gór Polski, musi wejść na Rysy (2499 m n.p.m.), najwyższy szczyt naszego kraju, który sklasyfikowany jest też w Koronie Europy. To już nie spacerek, to wymagająca całodzienna wyrypa.
Rysy to dla mnie góra wyjątkowa z kilku poważnych względów. Po pierwsze, nigdy wcześniej na niej nie byłem. Po drugie, poza Giewontem nie wędrowałem na szlakach ubezpieczonych dodatkowo łańcuchami. Po trzecie, nie wolno lekceważyć realnych trudności szlaku, które są nieporównywalne z jakąkolwiek inną trasą Korony Gór Polski. Przesadzam? Przed sobą mam statystyki związane z wypadkami na szlaku prowadzącym od polskiej strony. Od czasu otwarcia szlaku zginęło na nim ponad 50 osób. Tylko na Orlej Perci akcji ratowniczych jest więcej.
– Najwięcej interwencji jest tam, gdzie mamy największy ruch turystyczny. A że na Rysy ludzie chodzą bardzo chętnie, stąd ta góra jest w czołówce – mówi Edward Lichota, zastępca naczelnika TOPR.

Asfalt wygląda inaczej
Wraz z moim kompanem Rafałem, który konsekwentnie towarzyszy mi w kolekcjonowaniu szczytów z Korony Gór Polski, decydujemy się na dość wymagający kondycyjnie wariant zdobycia Rysów w ciągu jednego dnia. I tak oto, w środku nocy, wyjeżdżamy z Zagłębia Dąbrowskiego, by skoro świt wyjść asfaltem w kierunku Morskiego Oka. Przed godziną szóstą ruszamy z Palenicy Białczańskiej. Aż do samego wierzchołka prowadzić nas będzie szlak koloru czerwonego. Nie możemy uwierzyć, że zatłoczona w ciągu dnia trasa do Moka o tej porze jest zupełnie pusta. Nawet ten asfalt przed świtem wygląda zupełnie inaczej.
Jedyny dźwięk, jaki teraz słyszymy, to szum wiatru przedzierający się przez las. Nim docieramy do Wodogrzmotów Mickiewicza, pierwsze promienie słońca oświetlają już najwyższe partie tatrzańskich grani. W Moku planujemy krótką przerwę śniadaniową i wymarsz najwcześniej, jak tylko będzie to możliwe. Spędzimy w Tatrach cały dzień. Ale ta myśl zdecydowanie bardziej mnie cieszy, niż martwi, choć zdajemy sobie sprawę z tego, ile kilometrów i jakie przewyższenie musimy pokonać.
Gdy docieramy nad najpopularniejszy w Polsce staw, naszym oczom ukazują się piękne, oświetlone pomarańczowym światłem wschodzącego słońca ściany Mięguszowieckich Szczytów. Ponad nimi rozpościera się błękit bezchmurnego nieba, co zwiastuje piękną pogodę na cały dzień. Tak też mówią wszystkie prognozy. Na szczęście na razie jest jeszcze chłodno, a dodatkowo wypita w schronisku kawa pobudza do szybszego marszu.

Idziemy na Rysy, i to sami
Tuż za Morskim Okiem (1395 m n.p.m.) czeka nas krótkie podejście do Czarnego Stawu pod Rysami (1583 m). Choć to niewielki odcinek i nieduże przewyższenie do pokonania, to zdecydowana większość turystów wędrujących asfaltem do Morskiego Oka tutaj się nie wypuszcza. A szkoda, bo otoczenie czarnostawiańskie jest niesamowite.
Zatrzymujemy się nad taflą stawu przy tabliczce na rozwidleniu szlaków. Kogo nie pociąga magia najwyższego szczytu Polski, może skierować swe kroki na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m n.p.m.). Ale my planów nie zmieniamy i rozpoczynamy marsz brzegiem. Mimo że Morskie Oko i Czarny Staw położone są bardzo blisko siebie, od razu widać różnicę. Rejon Czarnego Stawu to miejsce zdecydowanie bardziej zacienione, tajemnicze, i wieje tu przeszywający, mroźny wiatr. Występująca w wodzie sinica nadaje jej niemal czarną barwę. W tafli stawu odbijają się otaczające go strzeliste ściany, w tym legendarna dla historii polskiej wspinaczki Kazalnica Mięguszowiecka (2159 m n.p.m.). To właśnie tam, na blisko 600-metrowej ścianie, wielcy polscy himalaiści rozpoczynali swoją drogę w najwyższe góry świata.
Przyglądam się przez dłuższą chwilę tej potędze natury. Emocje we mnie buzują na myśl, że mógłbym się kiedyś tam znaleźć. Nie jestem jednak pewien, czy starczyłoby mi odwagi. Przyglądam się Kazalnicy z zachwytem tak długo, że Rafał prawie znika z zasięgu mojego wzroku. Nie mogłem sobie jednak odmówić chwili z samym sobą w takim miejscu. Tym bardziej, że przez ten czas na szlaku nie było żywej duszy. Tak, nie pomyliłem się – na szlaku na Rysy jest o tej porze zupełnie pusto. Myślę, że nawet gdybym teraz musiał zawrócić, to byłbym usatysfakcjonowany. Tak duże wrażenie zrobiła na mnie ta potężna ściana.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 
Ponadto w numerze między innymi rozmowy z Agnieszką Korpal, która zdobyła Koronę Gór Polski na rowerze, Andrzejem Chrobakiem - ratownikiem TOPR, wysokogórskim przewodnikiem tatrzańskim i kierownikiem Bazy Górskiej w Roztoce oraz Piotrem Łobodzińskiem - rekordzistą w biegu na Rysy.