Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Szczyt grillowania

NPM 10/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Widok z polany podszczytowej na Ślęży. Na pierwszym planie krzyż wystawiony przez leśników (fot. Wikipedia/Adam Dziura/ Lic. CC-BY-SA-3.0)
Dochodzę do wniosku, że Ślęża ma niesamowite właściwości. Przyciąga na swój szczyt ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o górach. Tak jakby prawo grawitacji w tej części Ziemi doznało niewytłumaczalnego zwichrowania.

Ślęża? Znowu? – myślę sobie, oglądając na mapie cel swojej wycieczki. Faktycznie, byłem na niej już tyle razy i wchodziłem z tylu kierunków, że tym razem wypadałoby podejść ją nieco inaczej niż zazwyczaj. Tylko którędy? Raczej nie od strony powiatu świdnickiego. W jego granicach leżą tylko niewielkie skrawki masywu, za to na mapie od strony Świdnicy prowadzi żółty szlak. Znajomi, którzy parę lat temu usiłowali nim przejść, nie mieli najlepszych doświadczeń. Oznakowanie było szczątkowe, pokonywało się go na orientację. Nie mam zamiaru sprawdzać, czy to się poprawiło. Decyduję się więc zapoznać najpierw z tą częścią Masywu Ślęży, która leży na terenie powiatu dzierżoniowskiego. A więc z częścią Wzgórz Oleszeńskich i Masywem Raduni.

Górnicza okolica
Na Przełęcz Sulistrowicką (280 m n.p.m.), leżącą między Winną Górą (317 m n.p.m.) a Oleszenikiem (387 m n.p.m.), nie ma specjalnie jak dojechać, mimo asfaltowej szosy łączącej Sulistrowice z Oleszną. Po 10 wysiadam z autobusu przy skrzyżowaniu w Sulistrowicach jako jeden z niewielu pasażerów. Reszta jedzie dalej. Kiedyś miała to być wieś turystyczna. Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie stał się inspiracją dla władz województwa wrocławskiego, które chciały utworzyć analogiczny park w Masywie Ślęży. Tak powstał Zalew Sulistrowicki, którego brzegiem idę teraz ku Przełęczy Sulistrowickiej. Zbudowano też wyciąg narciarski na zboczu Raduni – czyli tam, gdzie warunki śniegowe zdarzają się zbyt rzadko w stosunku do oczekiwań narciarzy. Ale części pomysłów nie zrealizowano. Dokumentacja niezbudowanego wyciągu krzesełkowego na Ślężę spoczęła w Archiwum Państwowym we Wrocławiu.
Rozmyślając o tym, dochodzę do Przełęczy Sulistrowickiej. Tutaj skręcam w kierunku zachodnim na szlak niebieski, łączący Jordanów Śląski z dworcem kolejowym Sobótka Zachodnia. Ech, gdzie te XX-wieczne czasy, kiedy linią podślężańską kursowały pociągi pasażerskie... Tuż po II wojnie światowej krótki odcinek między Świdnicą a Sobótką pokonywały w siedem i pół godziny. A bywało gorzej, gdy dystans 50 kilometrów pociąg przejeżdżał w 10 godzin. Dzisiaj brzmi to jak opowieść z serca Afryki, ale naprawdę tuż po wojnie jednodniowa wycieczka na Ślężę dla osób mieszkających dalej niż 30 kilometrów od góry była praktycznie niewykonalna.
Przychodzą mi do głowy takie refleksje, bo szlak niebieski jest na tym odcinku zupełnie niewymagający. Mijam Przełęcz Słupicką (320 m n.p.m.) i wchodzę na teren Masywu Raduni. Na mapach zaznaczone są dawne kopalnie serpentynitu i chromitu w lasach na południe od Raduni. W czasach Polski Ludowej większego znaczenia nabrało złoże magnezytu w nieodległej wsi Wiry, położonej już na równinie na zachód od Raduni. W ogóle to dosyć górnicze okolice. Najciekawszą nazwę w tym rejonie miała chyba kopalnia kwarcu „Białe Krowy” w Sobótce Zachodniej. Jeśli chodzi o podziemia, to przypomina mi się jeszcze mapa rzekomej niemieckiej podziemnej fabryki zbrojeniowej, wydrążonej pod Ślężą podczas II wojny światowej, którą widziałem w jednym z periodyków eksploratorskich. Ilekroć o niej myślę, natychmiast poprawia mi się humor. W jakież to niestworzone historie potrafią ludzie uwierzyć!
I tak rozmyślając sobie o gospodarczym znaczeniu tych gór, zostawiam za plecami Świerczynę (411 m n.p.m.) i wchodzę na Radunię (573 m n.p.m.). Na zegarku godzina 11.30. Wojewódzka Pracownia Urbanistyczna we Wrocławiu w 1968 roku zaplanowała umieścić na tutejszym zboczu wyciąg orczykowy o długości ponad kilometra. Spotkało się to z niewielkim protestem skierowanym listownie do redakcji jednej z wrocławskich gazet. W 1974 roku rozpoczęto prace przygotowawcze i po pewnym czasie wyciąg uruchomiono. W internecie przeczytałem, że wyciąg ten jest nieużywany i przestarzały. Jakże szybko rzeczywistość weryfikuje zamierzenia planistów...
Zejście z Raduni na przełęcz Tąpadła (384 m n.p.m.) jest dosyć strome. Pamiętam, że gdy pierwszy raz je pokonywałem, bodajże w 2002 roku, moją uwagę przykuła przewrócona drewniana wieża triangulacyjna gdzieś na zboczu Raduni. To ciekawe, że tego rodzaju konstrukcje potrafiły przetrwać tak wiele lat. W końcu jednak niekonserwowane wieże podzieliły los wyciągu, o którym wspominałem chwilę wcześniej. Aż dziw bierze, że pomni tych doświadczeń nie są włodarze wielu górskich gmin, stawiający co rusz kolejną drewnianą wieżę widokową. To rozwiązanie na zaledwie kilkanaście lat.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też