Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Szczęśliwa jedenastka pod Tatrami

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Nagrodę Grand Prix za film „Jurek”, w imieniu reżysera Pawła Wysoczańskiego, z rąk Magdaleny Ziai odebrał Łukasz Ludkowski (fot. Łukasz Ziółkowski)
Spotkania z Filmem Górskim w Zakopanem z wielkim hukiem wkroczyły w drugie dziesięciolecie swojego istnienia. Nie zabrakło ani najważniejszych produkcji filmowych ostatniego roku, ani wybitnych gości.

Wrzesień pod Tatrami rozpoczął się pięciodniowym świętem ludzi gór. W czasie festiwalu można było między innymi podziwiać wystawy zdjęć Julity Chudko, Wojciecha Tokarskiego i Piotra Snopczyńskiego, pójść na wycieczkę w stylu retro czy popracować nad swoimi umiejętnościami w ramach szkoleń Akademii Górskiej. Organizatorzy po raz kolejny nie zawiedli. Pod czujnym okiem instruktorów chętni brali udział w warsztatach o biegach górskich, próbowali wspinaczki na Mnichu lub uczyli się poruszać na ferratach. Tegoroczną nowością były warsztaty „Leave No Trace” w ramach projektu edukacyjnego prowadzonego przy współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym. Mówiąc najprościej, chodzi w nich o to, żeby każdy turysta wiedział, jak się w górach zachować. Niby każdy wie, że na szlaku się nie śmieci, a jednak cały czas są z tym problemy.
Oczywiście Spotkania z Filmem Górskim nie mogłyby się odbyć bez konkursu filmowego. Jak co roku przyznano kilka nagród, a każda z nich powędrowała w ręce twórców innego filmu. To najlepiej świadczy o wysokim poziomie tegorocznych produkcji. Grand Prix 11. edycji zakopiańskiego festiwalu otrzymał Paweł Wysoczański za film „Jurek”. W werdykcie jury podkreśliło, że obraz ten jest „pięknym przykładem połączenia ważnej historii Polski w czasie PRL-u i wielkich osiągnięć wspinaczkowych wybitnego i niezwykłego Polaka”.
Jednak, podobnie jak poprzednich latach, to spotkania z gośćmi festiwalowymi cieszyły się największą popularnością. W trakcie kilku dni można było posłuchać między innymi opowieści Macieja Pawlikowskiego, Anny Lichoty, Kingi Baranowskiej, Anny Czerwińskiej, Anny Okopińskiej, Janusza Gołębia, Wojciecha Grzesioka, Marcina Tomaszewskiego, Denisa Urubko, Hansa Shella czy Władimira Szatajewa. Niekwestionowaną gwiazdą tegorocznej edycji festiwalu był Ueli Steck, uznawany za najlepszego wspinacza na świecie. W piątkowy wieczór opowiadał o swoim ostatnim projekcie, który zakładał zdobycie 82 czterotysięczników alpejskich w 62 dni – specjalną rozmowę Uelego Stecka z naszą dziennikarką znajdziecie na str. 12.
Klimatyczne kino Sokół wypełniło się też po brzegi podczas opowieści najszybszego polskiego himalaisty Andrzeja Bargiela i Darka Załuskiego. Obaj byli uczestnikami tegorocznej wyprawy na Broad Peak (8047 m n.p.m.), realizowanej w ramach projektu Hic Sunt Leones. To pięcioletni plan narciarski Bargiela, który chce zjechać z najwyższych szczytów Ziemi. Himalaista przyznał, że kusiło go, aby na Broad Peaku zrobić czasówkę i postarać się zamknąć wejście oraz zjazd ze szczytu w maksymalnie krótkim czasie. Jednak plany pokrzyżowała pogoda. Na atak szczytowy przed Bargielem wyszło tylko kilka ekip i wszystkie zawróciły z powodu zbyt dużej ilości śniegu.
– Uznałem jednak, że skoro już się wygrzebałem z namiotu, pójdę chociaż wyżej do przełęczy po prostu się przejść – opowiadał o zdobyciu Broad Peaku Bargiel. Darek Załuski przyznał, że do momentu zdobycia przez Andrzeja położonej na wysokości 7900 m n.p.m. przełęczy nie wierzył, że w tych warunkach atak szczytowy jest możliwy. A jednak 28 czerwca Bargiel stanął na wierzchołku Broad Peaku i jako pierwszy człowiek na świecie zjechał z niego na nartach.
Prawdziwą wisienką na torcie było niedzielne spotkanie z Krzysztofem Wielickim, poprzedzone przedpremierowym pokazem filmu „Everest”. Hollywoodzka produkcja, opowiadająca historię jednej z najtragiczniejszych wypraw w historii himalaizmu na Dach Świata, okazała się doskonałym zakończeniem 11. edycji Spotkań z Filmem Górskim.
Dorota Rakowicz

-----------------------------------------------------------------

Chatka Puchatka już nie należy do PTTK

Kultowe bieszczadzkie schronisko na Połoninie Wetlińskiej już nie należy do PTTK. Przejął je Bieszczadzki Parki Narodowy.
Z racji położenia w samym sercu Bieszczadów chatka jest jednym z bardziej popularnych tu miejsc. Niestety, ze względu na spory własnościowe, od kilkudziesięciu lat w schronisku nie przeprowadzono żadnych inwestycji. W efekcie w Chatce Puchatka nie ma nawet prowizorycznych toalet. Obiekt zawsze zajmował jedno z ostatnich miejsc w czterech edycjach naszego Rankingu schronisk górskich „n.p.m.”: Czy teraz się to zmieni?
24 lipca tego roku, po 20 latach postępowań sądowych, PTTK przekazało obiekt Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu. Stało się tak na mocy decyzji sądu, który prawo do schroniska ostatecznie przyznał Parkowi. Wyrok przypieczętował komornik, wieszając na obiekcie tabliczkę BPN.
– Na pewno nie będziemy schroniska zamykać, ono będzie działać – zadeklarował Leopold Bekier, dyrektor BPN w rozmowie z Radiem Rzeszów i zapowiedział walkę o pieniądze na modernizację i unowocześnienie tego schroniska.
Wszystko wskazuje na to, że zostanie ogłoszony konkurs na projekt modernizacji obiektu w stylu alpejskim. – Nie będzie to wielkie schronisko, ponieważ nie ma tam wody i nie ma możliwości, by ją podprowadzić bez szkody dla przyrody parku. Ale na pewno będzie tam miejsce dla GOPR-u i meteorologii, tak jak w tej chwili. Będą tam także nasze służby parkowe. Na pewno znajdą się też miejsca noclegowe i w jakimś zakresie usługi związane z wyżywieniem – zapowiedział Bekier.
PTTK liczy jeszcze na odzyskanie schroniska na drodze postępowania administracyjnego. Na razie gospodarzem nadal będzie tam Ludwik Pińczuk, ale obiekt nie udziela już zniżek PTTK.   
RED

---------------------------------------------------------------

Polacy zdobyli dziewiczy szczyt

Czwórka Polaków stanęła na wierzchołku dziewiczego szczytu o wysokości 5908 metrów n.p.m. w Pakistanie. Nazwa szczytu zostanie wybrana przez darczyńców, którzy wsparli wyprawę na portalu PolakPotrafi.pl.
6 września 2015 r. zespół Tagas Expedition w składzie Maciej Bedrejczuk, Maciej Janczar, Tomasz Klimczak i Marcin Wernik stanął na wierzchołku dziewiczego szczytu w Lachit Valley w Pakistanie. Polacy wytyczyli drogę na północnej ścianie Rolling (D) Ice o długości 1450 m i trudnościach ED1/2 AI5, 80st, M5. Zespół musiał się zmierzyć z twardym lodem, nieplanowanym biwakiem w płachtach NRC i śnieżnym załamaniem pogody drugiego dnia wspinaczki, które trwało aż do powrotu do bazy. Cała akcja górska zajęła trzy dni od wyjścia z bazy do powrotu.
– Uważamy, że przebyta przez nas droga mogłaby być poważnym i wymagającym klasykiem w Alpach, stąd propozycja wyceny ED1/2 – relacjonują uczestnicy wyprawy.
Wyprawa odbyła się dzięki wsparciu Polskiego Związku Alpinizmu, Fundacji Kukuczki i darczyńców z portalu PolakPotrafi.pl. I to właśnie oni wybiorą nazwę dziewiczego szczytu.
RED


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też