Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Walia Brecon Beacons

Szczęście topielca

NPM 7/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojciech Śmieja
(fot. Wojciech Śmieja)
Jakie są wasze pierwsze skojarzenia z Walią? Rugby? Piłkarz Gareth Bale – bohater finału Ligi Mistrzów? Upadek górnictwa? Niezrozumiały język prawie pozbawiony samogłosek? Bo chyba nie góry, prawda? A wiedzieliście, że najwyższy szczyt świata nazwany został od nazwiska Sir George’a Everesta – słynnego walijskiego geodety?

Powiedzmy to sobie szczerze, Walia jako cel wyjazdów wakacyjnych jest dość wymagająca. O słońce tu trudno, natomiast mogę podejrzewać, że w języku walijskim musi być co najmniej 30 określeń na deszcz, bo pada tu często, w najróżniejszych wariantach. Jeśli pogodziliście się już z tym, że zmokniecie i może być chłodno, bądźcie jeszcze przygotowani na ceny, które znakomicie uzmysłowią wam iluzoryczną moc nabywczą waszej miesięcznej pensji. Jeśli i z tym się pogodziliście, mam trzy dobre informacje.
Pierwsza jest taka, że nigdzie w Walii w tłumie turystów nie zginiecie, druga – że intensywność walijskiej zieleni jest niesamowita –czułem się jak leśmianowski „topielec zieleni”, którego „demon zieleni wszechleśnym powiewem ogarnął, gdy w drodze przystanął pod drzewem”. No i po trzecie – góry Walii, choć łatwo dostępne nawet dla mało wprawnego turysty (będę je zwiedzał z 8-latkiem i 11-latką), wciąż są dość odludne i dają poczucie wolności oraz przestrzeni, o które coraz trudniej tam, gdzie walą masy ludzi.

Kolej po kolei
Naszą bazą wypadową jest poprzemysłowe miasto Merthyr Tydfil w południowej Walii. Dziś niezbyt ciekawe, ale trzeba pamiętać, że to właśnie w tej okolicy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, a tutejsze huty na początku XIX wieku były największymi na świecie. Ostatni znaczący zakład przemysłowy w mieście to kopalnia odkrywkowa, dzięki której krajobraz nie jest całkiem martwy – na bieżąco rekultywowana hałda kopalniana to zapewne ostatni akord przemysłowej historii okolicy, w której dziś trudno już odróżnić naturalne wzgórza od dawnych hałd. W 1992 roku, w ponurym Merthyr rozpoczęła się jeszcze inna rewolucja – miejscowy szpital brał udział w badaniach nowego leku przeciw infekcjom gardła. Substancja pod tajemniczą nazwą UK-92480 niespecjalnie pomagała na anginę, ale wśród jej ubocznych efektów jeden był szczególnie ciekawy – u panów pojawiały się erekcje. Dziś nieco zmodyfikowany lek UK-92480 sprzedawany jest na całym świecie jako viagra. Ten temat zostawmy, choć może za kilka lat warto będzie do niego wrócić.
Pierwszą „rozpoznawczą” i przygotowawczą wycieczkę w góry zaczynamy od pięknej kolejki wąskotorowej. Jak większość tego typu obiektów, służyła ona kiedyś do przewozu surowców do hut Merthyr z głębi obfitujących we wszelakie rudy gór. Stacja początkowa (Pant Station, 346 m n.p.m.) znajduje się blisko cmentarza na dalekim przedmieściu Merthyr. Miłośnicy kolei nie będą zawiedzeni – stacyjka ma swój urok, znajduje się w niej dosyć obszerna lokomotywownia, gdzie wciąż dba się o kilka pięknych blisko stuletnich lokomotyw obsługujących linię. Pociąg z kilkoma wagonikami piął się będzie w górę wzdłuż doliny rzeki Taff. W najwęższym miejscu bukolicznej doliny, zaledwie dwie mile od Pant, pociąg zatrzymuje się na stacyjce Pontsiticill. Działa tu małe muzeum kolejnictwa, a tama przegradzająca rzekę, na której utworzono zbiornik retencyjny, łączy stację z uroczą wioską, gdzie w oberży Red Cow Inn można wzmocnić swe siły jednym z orzeźwiających walijskich piw – ale lub gęstych – stouts.
Pociąg kontynuuje swoją trasę ponad lustrem wody zbiornika, a właściwie zbiorników, bo ponad pierwszym jest drugi, nieco mniejszy. Po kilku milach osiągamy stację końcową Torpantau (400 m n.p.m.). Niestety, stacja to właściwie tylko peron „pośrodku niczego”. Deszcz na nas zacina, ale chmury się podnoszą – jest nadzieja. Postanawiamy jednak wrócić do Pontsicill, licząc, że do tego czasu chmura sobie pójdzie. Tak rzeczywiście się dzieje – deszcz ustaje już w czasie przepinania lokomotywy. Z Ponsticill można urządzić kilka krótszych lub dłuższych wycieczek – my wybieramy tę wokół zbiornika wodnego.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też