Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzenia |

Szczecin stawia na Polaków

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Od lewej: Roman Weczer, Piotr Pustelnik, Monika Witkowska i Aleksander Lwow (fot. Maciej Moskalewicz)
Kiedyś historię szczecińskiego himalaizmu pisał Tadeusz Piotrowski, zdobywca K2. Dziś to położone blisko morza miasto też może pochwalić się znanymi wspinaczami. Marcin Yeti Tomaszewski pokonuje trudne ściany skałkowe, a Waldemar Kowalewski po cichu wszedł na Manaslu.  

Dlatego na Przeglądzie Filmów Górskich O! Góry w Szczecinie historia łączy się ze współczesnością. Impreza nosi imię Tadeusza Piotrowskiego, który zginął podczas zejścia z K2, gdy razem z Jerzym Kukuczką wszedł na szczyt nową drogą, tzw. Polish Line.
– Bardzo się cieszę, że ten przegląd nosi imię Tadeusza. Jestem wdzięczna za każdą formę upamiętnienia w Szczecinie kogoś, kto odnosił sukcesy w górach wysokich – mówi Danuta Piotrowska, która podczas tegorocznej, szóstej edycji festiwalu promowała wydany właśnie album „Lhotse 1974. In memoriam Tadeusz Piotrowski”. To kolejna książka po K2 przypominająca tę niezwykłą postać polskiego himalaizmu, który zginął w wieku 46 lat. Oprócz zdjęć można w niej znaleźć notatki i listy pisane przez Tadeusza podczas wypraw.
„Przede mną wznosi się góra, o której marzyłem przez wiele lat. Teraz przybrała realne kształty. Z młodzieńczych mrzonek i męskich fascynacji, ze snów i pragnień, stała się rzeczywistością. Mam ją wreszcie przed oczyma: olbrzymią, wspaniałą, wyzywającą. Wznosi się w niebo na zawrotną wysokość śmigłą piramidą skrzesanych skał, opancerzonych lodem i pokrytych odwieczną bielą śniegów. Nieme wyzwanie zgromadzonym tutaj ludziom. A jednym z nich jestem ja” – tak pisał przed wyjściem na atak szczytowy Piotrowski. – „Jakże niepozorni jesteśmy w jej obliczu, karły zaledwie na jej monumentalnym tle. A zgromadziło się nas, jej potencjalnych poskromicieli, całe mrowie. Jak ćmy do światła, tak my lecimy do tej góry przyciągani jakąś magnetyczną siłą, nie zwracając na żadne przeszkody ani trudności, których nikomu ona nie szczędzi. Wielu boleśnie osmali sobie skrzydła na jej skutych lodem zboczach. Nie będzie to jednak przestrogą dla następców. Taka już jest natura tego dziwnego gatunku ludzi, którym na imię alpiniści. A ja jestem jednym z nich. Już rozpocząłem swoją walkę z górą” – to są jedne z ostatnich zapisków Piotrowskiego.
Kto ze szczecińskich wspinaczy dziś tworzy historię w górach wysokich? Marcin Yeti Tomaszewski pokonuje trudne drogi na wielkich ścianach. Przeszedł m.in. północną ścianą Trollveggen w Norwegii. Na szczecińskim festiwalu promował swoją książkę „#Yeti40”, która właśnie ukazała się na rynku wydawniczym. – To dla mnie podsumowanie dotychczasowych lat spędzonych w górach – mówi Tomaszewski, który w górach wspina się już od 25 lat.
Inną drogą podąża skromny szczeciński biznesmen Waldemar Kowalewski, który zdobył dwa ośmiotysięczniki – Mount Everest i Manaslu.
– Na Everest wszedłem z tlenem. Nie wyobrażam sobie ataku na tak wysoką górę bez tego typu wspomagania. Ale wejście na Manaslu było już czysto sportowe. Taki był plan i cieszę się, że udało się go zrealizować – mówi Kowalewski. – Oczywiście na Manaslu także zabrałem ze sobą butlę z tlenem, ale traktowałem ją jako taką karetkę pogotowia. Wyznaję bowiem zasadę, że lepiej użyć tlenu, niż pozostać na w górach na zawsze. Gdy natomiast wchodzę pod górę i widzę, że nie daję rady, to po prostu się cofam. Tak było w ubiegłym roku na Gaszerbrumie II. Zabrakło 500 metrów do sukcesu – opowiada wspinacz ze Szczecina.
Zakończona sukcesem wyprawa na Manaslu była wyjątkowo krótka, bo trwała zaledwie 21 dni, a sam atak szczytowy – 10 godzin. – Ale wszystko dzięki wcześniejszej aklimatyzacji na Gaszerbrumie – zastrzega Kowalewski, który w planach ma teraz wejście na Lhotse.
Na przeglądzie swoją prezentację o Mount Evereście miała także Monika Witkowska, a swoich wspinaczkach opowiadał Bogusław Magrel. Zorganizowano również panel dyskusyjny o tym, czy da się wejść zimą na K2.
– Jak będzie dwóch mocnych wspinaczy takich jak Denis Urubko i trafi się idealne okno pogodowe, to jest szansa – mówił himalaista Aleksander Lwow. –Tylko jak sklonować Urubkę? – żartował Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu.
Szósta edycja szczecińskiego festiwalu odbyła się w odnowionych wnętrzach Zamku Książąt Pomorskich. Wiele wskazuje na to, że kolejne odbędą się również w tym klimatycznym miejscu.
– Nie stać nas na sprowadzanie drogich gwiazd zagranicznych. Ale wypełniona do ostatniego miejsca sala na spotkaniach z polskimi wspinaczami dowodzi, że nie trzeba mieć gigantycznego budżetu, żeby stworzyć dobrą imprezę dla kilkuset osób – podsumowuje Roman Weczer, dyrektor szczecińskiego przeglądu.
Tomasz Cylka

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też