Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Włochy

Świ(Etna) Góra

NPM 1/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Majewski
W drodze z Torre del Filosofo do głównego krateru. Obszar dostępny tylko z przewodnikiem (fot. Marcin Petelski)
To miał być szybki i łatwy weekendowy wyjazd na górę o średniej wysokości. Po Damawandzie w Iranie, najwyższym wulkanie Azji, który wraz z Marcinem zdobyliśmy kilka miesięcy wcześniej, wydawało się nam, iż Etna, najwyższy czynny wulkan Europy, będzie mało wymagająca zarówno od strony kondycyjnej, jak i logistycznej. Mieliśmy rację: wydawało się nam. Etna postawiła przed nami wyzwania inne niż wszystkie wcześniejsze góry.

Rozpychająca się pomiędzy brzegiem morza a podnóżami Etny Katania – ponad 300-tysięczne miasto – to najbliższy i naturalny punkt startowy do zdobycia wulkanu. Tutejszy port lotniczy utrzymuje bezpośrednie, codzienne połączenia z wieloma miastami Europy. Dzięki temu, po zaledwie trzech godzinach lotu, zdobycie Etny jest w zasięgu ręki dla każdego, kto dysponuje czterema wolnymi dniami, na przykład w dowolny długi weekend.

W gościnie u Tyfona
W cenie lotu jest dodatkowa atrakcja: każdy lądujący w Katanii pilot, chcąc nie chcąc, musi przelecieć w sąsiedztwie Etny, czym serwuje pasażerom na powitanie niezapomniane widoki na wulkan z lotu ptaka. Z tej wysokości przypomina on rozłożysty dach ogromnego domu. Można by rzec opuszczonego, gdyby nie dym z jego wierzchołka, sugerujący, że domownicy są w środku. Starożytny mit opowiada, że we wnętrzu Etny żyje stugłowy olbrzym Tyfon, zamknięty tam przez Zeusa. Dalsza lektura legend o Tyfonie w stylu „od pasa w dół miał kłębowisko żmij, u ramion skrzydła, a oczy jego miotały płomienie” niesie obietnicę, iż na Etnie nudzić się nie będziemy. Najwyraźniej w dniu, w którym lądowaliśmy w Katanii, olbrzym delektował się gigantycznym cygarem. Niebo bowiem w całości spowijały szare, przydymione i zawiesiste chmury, jakby lekceważąc fakt, iż pojęcie „klimat śródziemnomorski” zobowiązuje do określonych warunków pogodowych.
Najlepszym sposobem na dotarcie pod Etnę jest wynajęcie samochodu bezpośrednio na lotnisku, w jednej z licznie obecnych sieciowych wypożyczalni. Aby rozpocząć wędrówkę na szczyt, trzeba bowiem dotrzeć do jednego z dwóch miejsc startowych: Rifugio Sapienza na południowym stoku (47 km od Katanii) lub do Piano Provenzana na północnym stoku (79 km od Katanii).
W dniu ataku szczytowego budzimy się o godzinie 7 rano na wysokości ok. 40 m n.p.m. – jesteśmy wszak w mieście nadmorskim. Jak na atak szczytowy to nieprzyzwoicie późno, tym bardziej że jeszcze musimy dojechać samochodem. Do pokonania dzisiaj mamy 3300 metrów w górę. Na szczęście to dopiero nasz pierwszy dzień. Jeśli nie uda się dziś, to mamy kolejny w zapasie i najwyżej jutro zaczniemy dużo wcześniej. Decydujemy się na wejście drogą południową przez Rifugio Sapienza. Dojazd samochodem z Katanii trwa około półtorej godziny, z czego ponad połowa to wyjazd z labiryntu miasta.
W miejscowości Nicolosi, ostatniej u podnóża wulkanu, wita nas… kilkunastominutowa konsternacja, ponieważ znaki „Etna Sud” i „Rifugio Sapienza” zdają się przeczyć sobie samym. Marcin ma ze sobą dwa GPS-y: jeden samochodowy, a drugi z mapą topograficzną. Żaden nie pomaga. Jest jeszcze smartfon i Google Maps. Brak zasięgu... Jako zadeklarowany przeciwnik tego typu urządzeń, nie oszczędzam krótkiego zrzędzenia o tym, dokąd zaprowadzi ludzkość dobrowolna i świadoma rezygnacja z własnego zmysłu orientacji. Ruszam na ślepo i po chwili znajdujemy właściwą drogę.
– Adieu, technologio! – nie ukrywam dumy.

Kilkanaście erupcji w roku
Od Nicolosi nasz fiat 500 mozolnie gramoli się już po serpentynach do schroniska Rifugio Sapienza (1923 m n.p.m.). Czarne zwały lawy po obu stronach krętej drogi nie pozostawiają wątpliwości, co w tym miejscu się wydarzyło. W latach 1983 i 1985, a później ponownie w 2001 i 2002 roku kolejne erupcje wulkanu i spływ lawy rujnowały spore fragmenty drogi, którą jedziemy. Obecna nieskazitelna nawierzchnia w tym miejscu świadczy o tym, że ludzie są tak samo zdeterminowani w walce o swoje tereny jak zapuszczająca swe korzenie w lawie bujna roślinność.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też