Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Dagestan

Święta góra Lezginów

NPM 3/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Konrad Tulej
(fot. Konrad Tulej )
W Dagestanie, przy granicy z Azerbejdżanem, na północ od główniej grani Kaukazu, wypiętrza się szczególna góra. Lezgini wierzą, że jest święta. Nazywa się Szalbuzdag.  

Do trzech razy sztuka
Nasza przygoda z tym regionem wymagała cierpliwości. Podczas pierwszego wyjazdu staraliśmy się zdobyć najwyższą górę Dagestanu i Azerbejdżanu – Bazardüzü (4466 m n.p.m.). Najpierw od strony południa. Nieskutecznie. Straż graniczna nie wpuszcza nas w góry. Panowie stwierdzają, że znajdujemy się w strefie zagrożenia terrorystycznego. – Tam są bandyci – mówią. Nie pomagają nawet rozmowy z naczelnikiem strażnicy w Xınalıq (czyt. Chinalug). Mówi coś o jakimś specjalnym pozwoleniu, które można uzyskać w Baku, tyle że z Baku właśnie przyjechaliśmy, a w ministerstwie nikt nie powiedział o wymaganej dokumentacji. Trudno, choć jest nam żal.
Drugi raz próbujemy od północy. Wszystko idzie dobrze. Uczeni doświadczeniem, w Achty czekamy na odebranie przepustki, zezwalającej na wejście w strefę przygraniczną. Młody oficer po trzech dniach stwierdza, że nam jej nie wyda, bo jesteśmy innostrańcami (cudzoziemcami). O przepustkę muszą się starać tylko cudzoziemcy, więc problem jest natury „obyczajowej”. Kierowca, który nas podwozi autostopem, mówi wprost: – To pewnie był Ruski. Nie ma znaczenia czy to oficer, lekarz, urzędnik – wszyscy biorą. Jak wam zależy na tej górze, to trzeba dać w karman (w łapę, dosłownie: do kieszeni). Nie zapłaciliśmy i nie żałujemy decyzji.
Trzeci raz jedziemy bez oczekiwań. Nie szukamy też taniej sensacji i nagłówków „Polska rodzina złapana na granicy przez FSB” (Federalna Służba Bezpieczeństwa – spadkobierczyni KGB), bo taki numer mamy już w życiorysie. Chcemy dojść jak najbliżej głównej grani Wielkiego Kaukazu i wybieramy się na Szalbuzdag (4142 m n.p.m.) Może nie mamy oczekiwań, ale wewnątrz drzemie nadzieja, że w końcu… do trzech razy sztuka.
Monety, prowiant i przestroga
Wysiadamy na drodze Derbent-Achty w wiosce Usuchczaj (ros. Усухчай). Stąd, 23 kilometry na południe wiedzie szutrowa droga do Kurusz (ros. Куруш) – najwyżej położnej wioski w Europie (jeśli wytyczyć granicę między Europą i Azją wzdłuż grzbietu kaukaskiego). Wysokogórski, kamienny auł, ulokowany na wysokości 2560 metrów n.p.m., zamieszkuje ponad 800 Lezginów. Jest to najbardziej wysunięta na południe osada w Dagestanie. Wiemy, że leży w strefie przygranicznej i bez przepustki nie ma co się tam wybierać.
W wiosce Usuchczaj (847 m n.p.m.), jak to mamy w zwyczaju, zasięgamy języka w lokalnym sklepie. Robimy drobne zakupy, wypytujemy o okolicę i jakiś bar. W końcu nie wiemy, kiedy zjemy coś domowego. Miła pani prowadzi nas krętymi uliczkami i chwilę potem siedzimy w pustym lokalu. Młody kelner biega jak oparzony, by nas zadowolić. Zamawiamy z Beatą czudu, czyli typowy dla Dagestanu podwójny, układany często piętrowo placek z ciasta z nadzieniem – w tym przypadku mamy mięso, cebulę i zieleninę. Jest trochę suchy, ale smaczny. Mikołaj zajada się pielmieni z baranim mięsem. Nie może zabraknąć imbryczka z aromatyczną herbatą.
Chłopak, który nas obsługuje, pyta z naturalną ciekawością: – Mówicie dziwnym językiem. Skąd jesteście?
– Z Polski – z uśmiechem odpowiadam. Młody kelner szczerze się uśmiecha, ale chyba nie wie, gdzie to jest. Nie traci jednak rezonu i mówi: – Zbieram monety. Masz może ze swojego kraju?
W portfelu znajduję jeden grosz i pięć złotych.
– Ile to jest warte? – z błyskiem w oczach pyta.
– To (1 grosz) kopiejki, a to (5 złotych) ponad 50 rubli – odpowiadam.
Daje mi 50 rubli. Nie chcę wziąć, ale nalega. Daję mu jeszcze 20 teri (gruzińskie grosze). Zdaje się, że nie wie, czym się odwzajemnić, i za chwilę przynosi kukurydziane chrupki dla Mikołaja.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Dagestan

Zobacz też