Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Jakub Brzosko

Spotkań czas

NPM 9/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Brzosko
(fot. arch. Jakuba Brzosko)
Czym się stały zakopiańskie Spotkania z Filmem Górskim przez tych 10 lat? Nikt z nas nie przypuszczał, że zostaną integralną częścią naszego życia. I jak pokazują statystyki – nie tylko naszego. Licznie przybywająca do Zakopanego na tych kilka wrześniowych dni publiczność jest dla nas największą radością i nadaje sens ciężkiej całorocznej pracy.  

Nie zapomnę pierwszych rozmów o festiwalu. To był 2004 rok. W dawnej kawiarni Antrakt na Krupówkach spotkała się grupa znajomych, w większości ludzi gór. Wśród nich Michał Kowalski, Maciek Krupa, na pewno też Marcin Rząsa. Tego wieczoru pokazywałem swój amatorski film,  z zawodów Pierra Menta 2004 we Francji, w których startowałem z Grześkiem Bargielem. Sala była wypełniona na full. Po projekcji, ożywieni alpejskimi obrazami, ruszyliśmy na podbój własnych marzeń. Nikt wtedy nie przypuszczał, co stanie się potem. Obudziliśmy olbrzyma.
Pierwsze hasło do zrobienia festiwalu filmów górskich w Zakopanem rzucił pracujący wtedy w „Dzienniku Polskim” Michał Kowalski. Natychmiast podchwyciliśmy pomysł. Pijani entuzjazmem, pełni zapału, przystąpiliśmy do pracy. Ale jak, kiedy, gdzie, dlaczego? Pytania, o których istnieniu nawet nie śniliśmy, spadły na nasze głowy z hukiem kamiennej lawiny. Pojawiały się pierwsze problemy organizacyjne. Nie byliśmy żadnym stowarzyszeniem ani fundacją, ot, paczką ludzi spędzających czas w górach i spotykających się na piwie.

Idea
Byliśmy młodzi (ciągle jesteśmy!). Uważaliśmy, że nadszedł czas na zmianę wizerunku podtatrzańskiej stolicy. Chcieliśmy dokonać rewolucji. Zaczęliśmy iść wyznaczoną drogą, wykutą w tyglu wielogodzinnych rozmów. Pod prąd zalewającej miasto komercji jak Kolumbowie szliśmy odkrywać nowe lądy. Mieliśmy dość kojarzenia Tatr z Zakopanem, którego dawne, dobre czasy odeszły w mitologiczny niebyt. To właśnie dawne Polskie Ateny oraz metafizyczna głębia Witkacego nas wciągały. Z zawadiacką miną, jak bohaterowie formistycznych obrazów Rafała Malczewskiego, pędziliśmy w otwarte ramiona gór, by wracać, będąc naładowanymi nowymi pomysłami, ideami, zainspirowani Tatrami.
Wkroczyliśmy w nieznane po uszy. W zasadzie żadne z nas nie było po szkołach marketingowych, nie było wśród nas informatyków, nie mieliśmy pieniędzy. W przenośni i dosłownie zamienialiśmy wodę pomysłów w wino atrakcji festiwalowych. Ogrzewaliśmy się ogniem pracy, skupieni na jednym celu. W ogarnięciu całokształtu przez kilka pierwszych edycji ogromnie pomagały nam Anna Bulina-Chojnacka i Anna Głowacka. Nieocenione było też wsparcie Ani Chmielewskiej. Mirek Soból z Nowego Targu ratował nas z opresji prawnych, gdyśmy wpadali w swej niewiedzy w pułapki merytoryczne. Pierwszym dyrektorem był Michał Kowalski, potem Agnieszka Szymaszek, następnie Anna Łukawiecka. Od szóstej edycji na dobre Spotkaniami zajęła się Magda Ziaja. Jej zaangażowanie niedługo zaczęło przynosić spodziewane efekty. Przez tych 10 lat także bodaj dwukrotnie pomagała nam Beata Słama. Od nastania dowodzenia przez Magdę trzon organizacji jakoś się osadził i okrzepł. Oprócz Magdy – Marta Morawiec, Agnieszka Szymaszek, Marta Mazik, Marta Smoleń, Jakub Brzosko i Gabi – to codzienni żołnierze na festiwalowym froncie w ostatnich latach.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też