Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte | Piotr Hercog

Sposób na tatrzańskie klasyki od nowa

NPM 9/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Autor:
Piotr Hercog
()
Znacie to uczucie, towarzyszące najczęściej początkowi górskiej kariery? Smak przygody, adrenaliny, pociąg do wyczynu zakrawający o brawurę... Takie właśnie były moje początki w Tatrach.

Moi rodzice dali mi duży kredyt zaufania i dość wcześnie mogłem już jeździć na biwaki oraz obozy – zdobywać szczyty, a także zjeżdżać w głąb, do jaskiń. Kiedy zdobyłem wszystkie tatrzańskie wspinaczkowe klasyki na Mnichu, Zamarłej Turni, Kościelcu czy Granatach, kiedy zrobiłem większość klasycznych dróg piątkowych – kantów, prostowań, filarów, logicznych linii dróg Stanisławskiego, Orłowskiego czy Motyki, stwierdziłem, że przyszedł czas na prawdziwą przygodę! Górską wyrypę!
Do każdej dobrej przygody przydaje się towarzysz. Mój, choć był starszy ode mnie o trzy lata, doświadczenie z górami miał znacznie mniejsze. Roztoczyłem więc przed nim wizję prawdziwej tatrzańskiej przygody i zgodził się mi w niej towarzyszyć! Tydzień w górach, z dala od cywilizacji, poza szlakami! Tydzień na Grani Tatr!
Był rok 1991. Wszyscy pamiętamy, jaki był wtedy dostęp do informacji… Jak ciężko było zebrać niezbędną do zrobienia poszczególnych przejść wiedzę. Pamiętamy też, jaki był sprzęt. Nie dziwi zatem fakt, że wypakowany po brzegi sprzętem i konserwami plecak ważył 28 kilogramów. Sam kask – klasyczny motocyklowy „orzeszek”, bo jakiż inny – to było około dwóch kilogramów!
Pełni werwy i młodzieńczego zapału ruszyliśmy ku przygodzie! Swoją wędrówkę zaczęliśmy od Zdziarskiej Przełęczy w Tatrach Bielskich. Cała wiedza, jaką posiadaliśmy, to zaledwie kilka rozmów i kultowe przewodniki Witolda Henryka Paryskiego, który dla niewtajemniczonych posługuje się tak detalicznym obrazem każdej ścieżki, że nawet przeszedłszy ją dziesiąty raz, nadal nie jestem w stanie zrozumieć, za którym omszałym kamieniem skręcić delikatnym zachodem ku wyraźnej skalnej turni. Lata biegów na orientację i wyuczona intuicja nie pozwoliły nam się jednak zgubić. To, co w owym momencie nie zagrało, to nasz ogromny bagaż, który z mozołem targaliśmy na plecach pod górę. I o ile jeszcze na początku szlak był prosty, tak przy mojej ówczesnej wadze 55 kilogramów nie wyobrażałem sobie manewrowania z blisko 30-kilogramowym plecakiem na grani Tatr Wysokich, w miejscach wymagających przejścia wspinaczkowego.
Ta idea padła. Szybko pozbieraliśmy się stamtąd, by ruszyć na atak od strony zachodniej! Jako że lwią część budżetu przeznaczyliśmy wówczas na dojazd do Liptowskiego Mikulaszu, mnie jako 15-latka i mojego kolegę 18-latka dopadły wyrzuty sumienia! Stwierdziliśmy zatem, że nie będziemy już płacić za nocleg i najbliższą noc prześpimy na klatce schodowej w jednym z bloków. Budzik ustawiliśmy na godzinę szóstą, więc teoretycznie nasza obecność nie powinna zostać nawet zauważona przez mieszkańców. Jakież było nasze zdziwienie, gdy przy pierwszych promieniach wschodzącego słońca zorientowaliśmy się, że mieszkamy w komunie Cyganów.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też