Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Pogórze Spiskie / Wokół Łapszanki

Spiszoland dla opornych

NPM 5/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Turystycznie rzec ujmując, wszedłem w białą plamę. Do wyboru cztery szlaki na krzyż, żadnych schronisk, a po drodze więcej krów niż ludzi. Tak w skrócie wygląda przestrzeń między Pieninami a Słowacją. Do tego widok na Tatry. Wystarczająco obłędny, żeby na Przełęcz nad Łapszanką przyciągnąć zawodowców z Tour de Pologne.

Rok temu wziąłem się za Spisz na poważnie. Szukając zimy na szlaku, odwiedziłem między innymi: Dursztyn, Niedzicę i Przełom Białki pod Krempachami. Oglądałem stare mapy, czytałem o historii, kulturze, a nawet germanizmach w gwarze. I wyszło na to, że do odhaczenia została mi niewielka wieś Łapszanka wraz z okolicznymi wzniesieniami. Dodam tylko, że te niepozorne „wzniesienia” liczą sobie ponad 1000 metrów n.p.m., a zatem przewyższają niejedno beskidzkie czy sudeckie pasmo. Lecz ich największą zaletą jest bezpośrednia bliskość Tatr.
W tym przypadku nie wystarczy powiedzieć, że są one na wyciągniecie ręki. Wertując w sieci zdjęcia z Przełęczy nad Łapszanką, odniosłem wrażenie, jakbym już w tych Tatrach był! Fakty mówią same za siebie: w linii prostej do wierzchołka przykładowego Hawrania (2152 m n.p.m.) mamy stąd niecałe 11 kilometrów! Dlatego wędrówkę po Pogórzu Spiskim można reklamować jako alternatywę do zatłoczonej Hali Gąsienicowej, „entego” z kolei wejścia na Turbacz albo wylegiwania się w pobliskich termach. Trzeba się jedynie dostać pod kościół w Łapszach Wyżnych. A to wcale nie jest takie proste.

Wśród psów, przez dom, do lasu
Bez własnego samochodu nie polecam zwiedzania tej części świata. Jeżdżą co prawda busy z Nowego Targu. Ale na własnej skórze przekonuję się, że odrapany rozkład na przystanku ma się nijak do rzeczywistości – zwłaszcza weekendowej. Tak oto pozostaje mi zaparkowanie w Łapszach Niżnych (tam planuję zakończyć wędrówkę), podniesienie kciuka i łapanie stopa w stronę Trybsza. Na szczęście, jak śpiewał klasyk: „ludzi dobrej woli jest więcej (…)” i po kwadransie wysiadam przed wspominanym kościołem.
Znaki czerwone prowadzą od skrzyżowania w górę potoku, a ja z braku laku zaczynam się zastanawiać nad nazwą otaczającego mnie pasma. Taki dylemat wiąże się chociażby z mapą. Skąd niby mam wiedzieć, jakie wydanie kupić, żeby odnaleźć się na trasach w pobliżu Łapszanki? W kilku opracowaniach pojawia się termin „Zamagurze Spiskie”. Tyle, że Jerzy Kondracki, autor najbardziej znanej regionalizacji fizycznogeograficznej Polski używa nazwy Pogórze Spiskie. A Magurą Spiską określa góry ciągnące się niemal wyłącznie na Słowacji. I tej wersji może się trzymajmy. Bo będąc całkiem szczerym… czuję się tu jak w typowym beskidzkim przysiółku. Po drodze obszczekuje mnie każda psina w promieniu 300 metrów. A spojrzenia mieszkańców wskazują, że turysta należy w tej wsi do kategorii kosmitów.
Krajobraz się zmienia, gdy odbijam z drogi niemalże do czyjegoś domu. Ścieżka przechodzi przez mostek dosłownie pod cudzymi oknami, by po chwili wystrzelić pod górę, na skraj lasu. I na to czekałem. Wreszcie kończą się zabudowania, a w zamian pojawiają się pierwsze widoki w kierunku rozświetlonych słońcem Pienin. Nic, tylko się położyć na trawie, wyjąć aparat z plecaka i piknikować do południa. Plusem jest także oznakowanie – wyjątkowo dobre i czytelne, jak na taką pustynię turystyczną. Zresztą, jak niby miałbym się zgubić, skoro w zasięgu wzroku jest tylko jedna ścieżka? Do tego śródleśne polany, zagajniki, przecinki i jednostajne podejście powtarzające się za każdym zakrętem. Aż pod Pawlików Wierch (1016 m n.p.m.), zwany na niektórych mapach Pawlikowskim Wierchem. Tak czy inaczej chodzi o nawiązanie do pobliskiego przysiółka Pawliki – jednego z najwyżej położonych w kraju.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też