Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Cypr

Śpiesz się powoli

NPM 8/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
()
Najdziksze miejsca na Cyprze poznać można po szpalerze tabliczek z nazwami lokalnych i rzadkich gatunków roślin, ustawionych wzdłuż szerokiej ścieżki. W najdzikszych miejscach wyznaczone są parkingi dla dżipów, zwożących tu zagranicznych turystów pod opieką przewodników. A niech tylko taki turysta spróbuje oddzielić się od grupy i zgubić w zaroślach na zboczu górskim... Oj, wtedy czekają go kilometry samotnej wędrówki do najbliższej asfaltowej szosy.

Przybysz z Polski podróżujący po Cyprze nie raz i nie dwa razy przeciera oczy ze zdziwienia. Kraj, który 1 maja 2004 roku włączony został do Unii Europejskiej, stanowi przedziwną mieszankę zachodniej cywilizacji, śródziemnomorskiej mentalności, wschodniego nieporządku i przyjemnej dla oka egzotyki. Choć mamy tu zupełny brak linii kolejowych, to jednocześnie wygodne, dwupasmowe drogi szybkiego ruchu pozwalają na przemieszczanie się pomiędzy regionami. Olśniewająco działająca komunikacja międzymiejska oraz międzydzielnicowa w jednych częściach kraju, w innych może już przybrać wręcz szczątkową formę. Zaniedbane zaułki ścisłego centrum stolicy, pełne chałupniczych warsztatów pracy, nasuwają skojarzenia z wyglądem polskich miast z lat 80. XX wieku. A do tego polskie konserwy z owocami i jarzynami w sklepach spożywczych. Czegóż w tak niejednorodnym otoczeniu może się spodziewać polski obywatel, któremu zamarzy się zakosztować nie tylko cypryjskich plaż, lecz także pieszej wędrówki? I to wędrówki po tym w większości górzystym kraju, którego powierzchnia jest mniejsza od województwa opolskiego...

Olimp nie do zdobycia
Tani hotel Veronica w Pafos, który obrałem sobie na kwaterę, jawi się jako kwintesencja wyspy. Tam, gdzie mogą zajrzeć ciekawe oczy z ulicy, czyli na parterze, schody są marmurowe i eleganckie. Pół piętra wyżej klatka schodowa przypomina już standardem zwykłe wieżowce. Przyhotelowy basen, wielkości może kilku stołów do ping-ponga, stoi pusty, bo niemieccy emeryci wolą się wygrzewać na leżakach. Nic tu po mnie – lepiej się rozejrzę po okolicy. O zdobyciu najwyższego szczytu wyspy, czyli Olimpu (1952 m n.p.m.) w górach Troodos, mogę tylko pomarzyć. Stoi tam angielski radar dalekiego zasięgu, zapewne służący do celów wywiadowczych i kontroli tego, co się dzieje w północnej Afryce i zachodniej Azji. W okolicy cypryjskiego Olimpu znajduje się kilka wyciągów narciarskich, ale śnieg leży tam tylko zimą. Poza tym kto zabiera ze sobą z Polski na Cypr narty?
Otwieram otrzymaną w punkcie informacji turystycznej na lotnisku mapę, a właściwie jedną z kilku map w skali 1 : 100 000. Mój wzrok pada na dziki zachód Cypru, czyli najbliższe okolice Pafos. Końcówkę wyspy, jeśli można to tak nazwać, stanowi półwysep Akamas. Zagęszczenie dróg głównych, oznaczonych na mapie czerwonym kolorem, zbliża się tam do zera. Są wprawdzie jeszcze cienkie, żółte nitki dróg o luźnej nawierzchni. Jedna z nich prowadzi do nadmorskiego wąwozu Awakas. Z mapy wynika, że na dystansie pięciu kilometrów różnica wysokości wynosi 500 metrów.
– Czyli podobnie, jak w Masywie Ślęży – konkluduję.
Wzdłuż osi półwyspu Akamas ciągnie się grzbiet górski, przekraczający wysokość 600 m n.p.m. Na upartego można by twierdzić, że to osobne pasmo, ale tak naprawdę łączy się ono z pozostałą częścią gór Troodos, zajmujących południową i zachodnią część wyspy. Z centrum Pafos do znajdującego się tam wąwozu Awakas drogą lądową jest 20 kilometrów. Wystarczy wyasygnować odpowiednią kwotę euraków, by w towarzystwie władającego językiem polskim miejscowego przewodnika udać się w małej grupce na wycieczkę dżipem do wąwozu. Tak tak, w kraju, w którym zauważalna liczba szyldów sklepowych wypisana została cyrylicą, turyści z Polski również mogą się czuć docenieni.
Ale – o czym za chwilę boleśnie się przekonam – to, że Cypryjczyk włada językiem polskim, nie oznacza, że wyzbył się nawyków południowca.
W stronę wąwozu ruszamy wcześnie rano. Przejeżdżamy ledwie kilkanaście kilometrów dżipem, gdy nasz przewodnik zarządza... sjestę! I nie chce słyszeć odmowy! A zatem czeka nas godzinny odpoczynek w jakiejś nadmorskiej tawernie na kompletnym odludziu i do tego z samego rana. Cóż zrobić... Wygląda na to, że dziś nie pobiję żadnego rekordu długości wędrówki górskiej.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

Nie łatwo uwierzyć, że to niepozorny, wąski strumień wydrążył potężny wąwóz Awakas fot. Marta Legieć


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też