Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Alpy Kitzbühelskie

Spielberg byłby tu szczęśliwy

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
Widok na Wildsee. Góra na pierwszym planie to Henne (2078 m n.p.m.) (fot. Tomasz Cylka)
Dinozaurowych parków jest w Europie sporo. Ale to, co Austriacy zrobili na Steinplatte w Alpach Kitzbühelskich, przechodzi wszelkie wyobrażenie. Steven Spielberg, reżyser kilku części „Parku jurajskiego”, na pewno byłby tu szczęśliwy.

Miłośnikom gór Alpy Kitzbühelskie kojarzą się przede wszystkim ze słynną Kogucią Górą (Hahnenkamm, 1668 m n.p.m.), czyli z największym wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych narciarzy, z mistrzami świata i igrzysk olimpijskich włącznie. Wrócimy na tę górę pod koniec tej opowieści, bo będąc w tym rejonie Alp, nie można jej opuścić. Ale naszym daniem głównym jest tym razem cicha i spokojna dolina Pillersee. Wystarczy z kurortu Kitzbühel pojechać około 20 kilometrów na północ, by zetknąć się z zupełnie innym światem, pozbawionym komercji, gdzie czas płynie wolniej, a będąc na szczycie, można nacieszyć się samotnością. I to wszystko w północnym Tyrolu, tuż przy granicy z Niemcami, ledwie 900 kilometrów od zachodniej czy południowej Polski.

Spotkanie z dinozaurem
Naszą bazą wypadową jest Waidring (ok. 800 m n.p.m.), niewielka miejscowość w północnej części Tyrolu. To typowe alpejskie miasteczko. W centrum plac ze sceną, na której raz w tygodniu odbywają się koncerty miejscowych zespołów. Jest i drugi plac z informacją turystyczną, kościół, trzy główne ulice, kilka knajpek i sklepów. To wszystko. Jeśli doliczymy sklep, kemping oraz kilkanaście pensjonatów, zobaczymy, że miasteczko już się kończy.
– Nikt się tu nie spieszy. Można wypocząć i cieszyć się urlopem – reklamuje Waidring Cornellia Zotter z lokalnego punktu informacji turystycznej.
Słowa te nie są wyuczonymi hasłami stworzonymi na potrzeby przyjeżdżających turystów. Przekonamy się o tym w niedzielne popołudnie, kiedy szukając knajpki na rodzinny obiad, bez problemu znajdziemy wolne stoliki. Mamy nawet wrażenie, że każdy turysta jest tu na wagę złota. Idziemy z rodziną ulicą, a miejscowi się uśmiechają i pytają, w czym mogą pomóc.
– Bo ludzie w Tyrolu są bardzo gościnni. Nawet bariera językowa nie jest żadną przeszkodą – tłumaczy nasza rozmówczyni.
Ale nie o miasteczku będziemy tu opowiadać. Nad Waidring unosi się pionowa strzelista i wapienna ściana – to Steinplatte (1869 m n.p.m.). Jest pionowa dosłownie, jakby jakaś krajalnica przepołowiła ją na samym środku. Dlatego góra przyciąga tych, którzy kochają klasyczną wspinaczkę. Na wierzchołek z charakterystycznym krzyżem prowadzi kilka dróg. Lokalni przewodnicy chętnie poprowadzą nimi najodważniejszych. A na tych, którzy „na żywca” atakować nie mogą, czeka wymagająca via ferrata.
Ale jest też i mniej wymagający sposób dotarcia na szczyt. Na przykład klasyczne, trekkingowe podejście, na które przeznaczyć trzeba około dwóch i pół godziny. Kilometr różnicy poziomów to łagodne podejście, które może być idealną rozgrzewką przed poważniejszymi wyzwaniami. Ale jest wreszcie najłatwiejszy sposób: wjazd kolejką linową na Kammerkor (1685 m n.p.m.). To właśnie przy górnej stacji mieści się największa atrakcja regionu – Triassic Park. Sceptyków od razu uspokajam. To nie kiczowaty park dinozaurów, jakich wiele znamy także z naszego kraju. Właścicielom tego typu przybytków wydaje się, że postawią triceratopsa oraz kilka innych gigantycznych modeli, zamontują obok tego dmuchane zamki po 10 zł za pięć minut skakania i już są biznesmenami pełną gębą. Nic z tego. Alpejski Triassic Park to prawdziwy edukacyjny park: z multimedialnym centrum, gdzie najmłodsi dowiedzą się wszystkiego o tym, co wydarzyło się w prehistorii, ze stawami, po których można pływać tratwami, nawet z jeziorami, z których wyłaniają się prawdziwe dinozaury. Najmłodsi mogą popracować na prawdziwych wykopaliskach, a pod górą piachu czekają na nich najprawdziwsze szkielety. Jest też platforma widokowa z widokiem na całą dolinę Pillerseetal. I to wszystko za darmo. Płaci się tylko 15 euro za wjazd kolejką, ale pozostałe atrakcje nie kosztują ani eurocenta. A kto wejdzie tu na własnych nogach, wszystko ma za friko. Kto mi wskaże coś takiego w Polsce?

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Inne masywy Alp Austriackich (m.in. Dachstein, Oetztalskie)

Zobacz też