Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Śmiertelna Świstówka

NPM 1/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Dawny odcinek niebieskiego szlaku (fot. Tomasz Rzeczycki)
Zboczami Świstowej Kopy w Tatrach prowadzi niebieski szlak z Morskiego Oka do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Miejsce to, zwane Świstówką Roztocką, pochłonęło już wiele ofiar śmiertelnych. Skąd te wypadki? Otóż szlak ten poprowadzony został łączką tuż ponad niewidocznym Żlebem Paryskiego.

Jedną z pierwszych ofiar Świstówki Roztockiej był Jan Cramer, który 3 stycznia 1931 roku, niosąc tędy narty, poślizgnął się na śniegu i spadł otchłanią skalistego żlebu do Doliny Roztoki, powodując lawinę. Idący z nim Józef Lechowski, jego kuzyn, usłyszał tylko krzyk. O dziwo, jemu udało się zejść feralnym żlebem, ale na dole znalazł tylko zmasakrowane zwłoki kompana.
Tym samym szlakiem 22 grudnia 1934 roku wracał z Morskiego Oka Kurt Szamotulski, turysta z Berlina. Przyczyną jego upadku była gołoledź, a zwłoki berlińczyka odnalazł w Dolinie Roztoki dzierżawca schroniska z Doliny Pięciu Stawów Polskich, który zresztą ostrzegał Szamotulskiego przed tą trasą.
Kolejną ofiarą Świstówki był 31 marca 1937 roku nauczyciel licealny z Krzemieńca Aleksander Wronowski, który szedł wraz z grupą absolwentów szkoły leśnej do Morskiego Oka. Na bezśnieżnym zboczu wszedł na płachtę śniegu i runął w przepaść. Ratownicy górscy odnaleźli go żywego, ale na skutek urazu kręgosłupa zmarł w trakcie transportu.
Do kolejnej tragedii doszło po drugiej wojnie światowej, kiedy to 31 grudnia 1956 roku zginęło w tym miejscu dwóch turystów. Wtedy też postanowiono zmodyfikować przebieg szlaku i w 1958 roku poprowadzono go „objazdem” przez Świstową Kopę. Niestety, część osób dalej chodziła na skróty pozbawionym znakowania odcinkiem ścieżki nad urwiskiem. Na kolejne ofiary nie trzeba więc było długo czekać. 31 grudnia 1960 roku został nią Mariusz Janowicz, który złamał nie tylko zasady zdrowego rozsądku, ale również i prawo (od 1 sierpnia 1960 roku pieszy ruch turystyczny w TPN dozwolony został wyłącznie na znakowanych szlakach oraz drogach publicznych).
Jeśli więc nuży Was podejście od strony Pięciu Stawów i myślicie o skróceniu sobie wędrówki przez udanie się na starą ścieżkę, apeluję: Nie idźcie tą drogą!
Tomasz Rzeczycki

---------------

Skrzyżowanie kultur i języków

Jezioro Prespa to prawdziwe skrzyżowanie kultur i języków. W oznaczonym na mapie, choć przecież najzupełniej płynnym punkcie powierzchni wody schodzą się granice Macedonii, Albanii i Grecji. Jednak w Dolno Dupeni, zgodnie z tym, czego można by się spodziewać po nazwie, nie dzieje się nic i czas płynie ospale.
W tej właśnie wsi od głównej drogi na macedońskim brzegu akwenu odgałęzia się boczna szosa. Wgryza się ona w pasmo gór Baba, wznoszące się ponad półtora kilometra powyżej poziomu jeziora. Ruszamy w górę, mijając zabitą dechami miejscowość Ljubojno. Widać, że kiedyś wiodło się tu ludziom doskonale – wieś jest pełna starych, kamiennych domów. Ale prawdziwy rezerwat archaicznego budownictwa górskiej wsi bałkańskiej – miejscowość Brajčino – czeka na końcu szosy.
Zostawiamy auto na dolnym placu i ruszamy w górę wąskimi, krętymi uliczkami. Wokół ascetyczne kamienne ściany z nierównych bloków, domostwa o prostych formach, nakryte ciężką i nierówną, wyblakłą od słońca dachówką. Niektóre domy mają drewniane galeryjki, zwykle w stadium rozpadu. Liczne budowle wyglądają na porzucone. XIX-wieczny okres prosperity osady dawno już przeminął, a nie nastała jeszcze dla niej era turystyczna. Są tu bodajże dwa miejsca, gdzie można znaleźć jakiś nocleg, ale Brajčino chyba długo jeszcze poczeka na wysyp klimatycznych knajpeczek, sklepików z pseudoludowymi wyrobami czy hosteli dla trekkersów.
A byłoby po co tu się zatrzymać w drodze w góry lub z gór. Startujące zaraz za domami stoki Baby kuszą do wędrówki. Z wysokości 1000 metrów n.p.m. rozpoczyna się szlak, którym w ciągu sześciu godzin dotrzemy do serca Parku Narodowego Pelister – Golemo Ezero (ok. 2200 m n.p.m.). Nad tym pięknie położonym polodowcowym jeziorem można przenocować w klimatycznym schronisku. Stamtąd już niedaleka droga na najwyższy szczyt
Baby – Pelister (2601 m n.p.m.).
Grzegorz Grupiński


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też