Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Ślęża wieżami słynąca

NPM 11/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Najwyższy szczyt Masywu Ślęży (718 m n.p.m.) wieńczą wieże – co zaskakuje już na początku, całkowicie różne. Dwie z nich dostępne są dla turystów. 

Nie wejdziemy niestety na trzecią ze względów strategicznych –  najwyższa i, co za tym idzie, najbardziej kusząca z tego tria jest wieża Radiowo-Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego „Ślęża”. Najmniej okazała natomiast wieżyczka kościoła rzymsko-katolickiego jest udostępniona miłośnikom rozległych panoram tylko w wypadku zakupu cegiełki w cenie pięciu złotych. Nic nie trzeba płacić i martwić się zakazami w przypadku środkowej ze słynnych wież: żelbetowej konstrukcji należącej do Nadleśnictwa Miękinia, stojącej przy niebieskim szlaku Ślęża – Tąpadła.
Wieża ta pochodzi prawdopodobnie z 1913 roku i przez dziesięciolecia służyła do pomiarów triangulacyjnych. Według nomenklatury Lasów Państwowych miejsce, gdzie stoi, to Obręb Leśny Sobótka, Leśnictwo Tąpadła. W czasach PRL obiekt był remontowany około 1967 roku. W XXI wieku jego stan pogorszył się tak bardzo, że 17 kwietnia 2014 roku leśnicy zdemontowali dolną drabinkę, uniemożliwiając komukolwiek korzystanie z tej kilkupiętrowej, ażurowej konstrukcji.
Ekspertyza wykonana na Politechnice Wrocławskiej wykazała, że wieży nie trzeba burzyć i nadaje się ona do dalszego użytku. Przetarg na remont obiektu Nadleśnictwo Miękinia ogłosiło 4 września 2015 roku. Prace renowacyjne ruszyły miesiąc później i nie udało się ich zakończyć przed zimą. Konstrukcję opiaskowano, odstukując skorodowane elementy betonowe. Wieża otrzymała nowe barierki i drabiny, odświeżono jej fasadę, uzupełniając ubytki i malując. Ostatecznie 23 czerwca 2016 roku została udostępniona turystom.
Z górnego poziomu wieży dostrzec można między innymi ślężański kościół i las pokrywający kopułę szczytową. Schronisko PTTK obecnie jest niewidoczne – zasłaniają je drzewa. Ślęża bywa widoczna ze Złotego Stoku, z autostrady A4 czy nawet z Oleśnicy, ale konia z rzędem temu, kto ze szczytu wieży bezbłędnie wskaże te miejsca.
 
-----
 
Prawdziwy raj dla miłośników błota
 
Nie samymi górami Rumunia stoi… W tym fascynującym kraju znajdziemy wiele innych intrygujących miejsc, które warto zwiedzić podczas górskiej włóczęgi. Jednym z nich są błotne wulkany (rum. Vulcanii Noroioși), położone w okolicy miasta Buzău, we wschodniej Wołoszczyźnie, na przedpolu Karpat Zakrętu.
Rumuńska Wikipedia wymienia aż cztery pola wulkaniczne na tym obszarze. Najbardziej znane z nich są dwa: położone obok siebie na wysokości ok. 330 m n.p.m. Vulcanii Noroioși de la Pâclele Mari oraz Vulcanii Noroioși de la Pâclele Mici. By je odwiedzić, zjeżdżamy z krajowej „dziesiątki” koło miejscowości Berca.
Błotne wulkany tworzą prawdziwie księżycowy krajobraz, niemal pozbawiony roślinności. Pośród zaschniętych pól błota napotkamy bulgoczące kałuże, wypływy mazi, wreszcie najbardziej widowiskowe stożki. Najwyższe wznoszą się na kilka metrów. Część z nich jest sucha i twarda. Inne w dotyku przypominają elastyczną gumę, a ich wierzchołki zwieńczone są miniaturowymi kraterami z wciąż wypływającym błockiem.
Wulkanizm błotny jest zupełnie niezależnym zjawiskiem od „tradycyjnego”, lawowego. To rzadki fenomen przyrodniczy –  w całej Europie jest zaledwie kilka podobnych miejsc, w których wypływa woda z głębokości setek, a nawet tysięcy metrów. Przemieszana z glebą i gazowymi wyziewami tworzy na powierzchni ziemi te charakterystyczne twory.
Oba pola mieszczą się w rezerwacie i są całkiem popularną atrakcją turystyczną, o czym świadczą choćby kasy sprzedające bilety. Dodatkowo przy Pâclele Mici znajduje się restauracja, a koło Pâclele Mari jest niewielki kemping. Po samym rezerwacie poruszamy się samodzielnie, należy tylko przestrzegać zasad. Nie wolno używać ognia ze względu na niebezpieczeństwo zapłonu gazów. Nie można też naruszać czy niszczyć błotnych formacji, choć nie ma dziecka, które nie zanurzyłoby palca czy ręki w kuszącej brei.
Nikt jednak nie odważa się zbadać głębokości największego „wulkanu” w Pâclele Mici, przypominającego nam błotne jacuzzi. Tutaj co jakiś czas na powierzchni tworzą się i pękają wielkie, gazowe bąble.
Grzegorz Grupiński


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też