Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Bieg granią Tatr

Slalom gigant po Czerwonych Wierchach

NPM 6/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Krzysztof Ulanowski
Bieg Marduły to jedna z trudniejszych imprez biegowych odbywających się w Tatrach (fot.Monika Strojny)
To, co dla jednych stanowi wspaniałe, sportowe wyzwanie, dla innych oznacza potencjalne zagrożenie dla środowiska. Czy da się pogodzić przyrodników z Tatrzańskiego Parku Narodowego z pomysłodawcami ultramaratonu w najwyższych polskich górach? Amatorzy biegania po Tatrach na ludziach z TPN nie zostawiają suchej nitki.

Najsłynniejszy ultramaraton górski w Europie odbywa się wokół Mont Blanc. Nic więc dziwnego, że i w Polsce znaleźli się ludzie, którzy wpadli na pomysł, by zorganizować podobną imprezę w najwyższych górach naszego kraju – Tatrach. Plan jest bardzo ambitny. 70 kilometrów biegu graniami, szczytami, przełęczami i dolinami. Ultramaratończycy wystartują na Siwej Polanie i przez Dolinę Chochołowską dotrą na Grzesia. Stamtąd przez Wołowiec, Starorobociański Wierch i Ornak dobiegną do Doliny Tomanowej, by następnie wspiąć się na Czerwone Wierchy. Z Kasprowego Wierchu zbiegną do Doliny Gąsienicowej, by przez przełęcz Krzyżne przedostać się do Doliny Roztoki. Stamtąd przez Głęboki Żleb, Psią Trawkę i Nosalową Przełęcz dotrą do mety w Dolinie Bystrej. W sumie czeka ich pięć kilometrów podbiegów i niemal drugie tyle zbiegów. Po drodze będą mieli do pokonania aż siedem dwutysięczników.

Nie dla mięczaków
Bieg Ultra Granią Tatr będzie pierwszym w Polsce wysokogórskim ultramaratonem. Nie da się też ukryć, że będzie także stanowił duże wyzwanie nie tylko dla uczestników względnie lajtowego Maratonu Karkonoskiego (44 km przez najwyższe pasmo Sudetów), ale nawet znacznie trudniejszego, 80-kilometrowego Biegu Rzeźnika w Bieszczadach. Nie mówiąc już o mięczakach, którzy biegają tylko maratony uliczne po powierzchni płaskiej niczym patelnia.
– 70 kilometrów to bardzo dużo nawet na płaskim terenie – zaznacza Andrzej Jurkowski, góral z okolic Murzasichla, sam zapalony biegacz. I ostrzega: – Przy tatrzańskich przewyższeniach jest to dystans wręcz morderczy.
Ale skoro jest wyzwanie, to zawsze znajdą się ci, którzy ochoczo je podejmą. Nic zatem dziwnego, że kiedy tylko organizatorzy Biegu Ultra Granią Tatr ogłosili swe zamiary, fora biegowe odpowiedziały wybuchem powszechnego entuzjazmu. Wszystko układało się pięknie. Czerwcowy termin zawodów zapewniał długi dzień. Limit 350 uczestników gwarantował udział dużej części zainteresowanych. Wsparcie Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego dawało poczucie bezpieczeństwa (rzecz jasna, w granicach rozsądku), a zgoda Tatrzańskiego Parku Narodowego – przekonanie, że zarówno imprezę, jak i jej organizatorów należy traktować całkowicie poważnie. W tej sytuacji stosunkowo wysoką opłatę w wysokości 175 zł można było jakoś przełknąć. Do tego za ukończenie zawodów organizatorzy obiecywali dwa punkty do Ultra Trail du Mont Blanc. A trzeba wiedzieć, że w UTMB, najsłynniejszym, europejskim ultramaratonie górskim, który odbywa się w Alpach, nie każdy może wziąć udział. Chętni muszą najpierw uzbierać siedem punktów, biegając w innych, łatwiejszych wyścigach. W ten sposób biegacze udowadniają, że są w stanie stawić czoło 166 kilometrom po trudnych, alpejskich szlakach.

Forumowe larum
Niestety, radość potencjalnych uczestników tatrzańskiego ultramaratonu nie trwała zbyt długo. Okazało się, że być może łatwiej jest przebiec 70 kilometrów po Tatrach, niż bieg taki zorganizować. Jego pomysłodawcy uderzyli na alarm, że Tatrzański Park Narodowy swoją zgodę wycofał. W biegowym światku natychmiast zawrzało. Biegacze, zamiast ścigać się na górskich trasach, prześcigali się na forach internetowych w liczbie krytycznych uwag pod adresem TPN. Internauci na przemian wyzywali pracowników parku a to od „leśnych dziadków”, a to od „pazernych górali”.
„Te leśne dziadki nie rozumieją, że góry są dla ludzi, także dla sportowców!”
– piszą jedni. „Ci pazerni górale chcą naszej kasy!” – wściekają się inni. „Olejmy TPN, pobiegnijmy na dziko, bez numerów!” – brzmiała najbardziej radykalna propozycja.
Większość dyskutujących jest przekonana, że intencją władz parku jest wyciągnięcie od sportowców jak największej sumy pieniędzy.
– Nie wycofaliśmy zgody, bo jej wcześniej na papierze nie było – odpowiada zdecydowanie Szymon Ziobrowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Ale bez paniki. Impreza się odbędzie, tyle że pod pewnymi warunkami – uspokaja, nie ukrywając przy tym, że kolejnym biegiem w naszych najwyższych górach wcale nie jest zachwycony. – Tatry zaczynają się kojarzyć nie tak, jak powinny. Nie jako ostoja dzikiej przyrody, która wymaga ochrony, lecz jako arena, na której organizowane są rozmaite zawody sportowe. Tymczasem park narodowy to nie stadion – tłumaczy.
Dlatego TPN zamierza zapytać turystów, czy nie przeszkadza im to, że na górskich szlakach przeciskają się między nimi spoceni biegacze z numerami na piersiach. Planowane jest przeprowadzenie stosownej ankiety. Władze parku nie ukrywają też, że pieniądze mają znaczenie.
– Organizacja każdej imprezy w Tatrach wiąże się z obowiązkiem wniesienia opłaty – tłumaczy Ziobrowski. – W tym przypadku mówimy o tysiącu złotych. Organizatorzy mają sponsorów, więc opłata nie wydaje się wygórowana.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też