Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Jura Krakowsko-Częstochowska

Śladami szpaciarzy

NPM 9/2012
Numer wyprzedany
Autor:
Maciej Staruchowicz
Widok na olsztyński zamek od strony wieży starościńskiej, na którą można wejść za dodatkową opłatą (FOT. KRZYSZTOF BAŁECKI)
Jeśli szukacie miejsc, do których nie dociera światło słoneczne, gdzie trzeba się porządnie ubrudzić, pełzając niczym glizda, i gdzie nietoperz mówi „dobranoc”, koniecznie musicie odwiedzić Góry Towarne na Jurze.

„Czwarta nad ranem... Może sen przyjdzie...” – śpiewa Stare Dobre Małżeństwo. Nie przyjdzie. O godzinie 4.30 mamy bowiem pociąg do Częstochowy. Spotykamy się zatem w naszym lokalu przy ul. Sienkiewicza w Piotrkowie Trybunalskim, bo trudno odpuścić nocne rozmowy, na które nigdy nie ma okazji. Angie, Kacper, Johan, Patryk z Michałem, Ania, ja, no i Krzysiek – taki trochę strażnik Teksasu, który pierwszy pokazał mi kiedyś te jaskinie. Ale, ale, byłbym całkiem zdradził, dokąd jedziemy. Na razie cicho sza!

Miejska ucieczka
Kiedy zmęczone plecaki lądują w swoich podsufitowych pociągowych kojcach, nam przypomina się wreszcie sen. Przyjmujemy gargulcze, pokraczne pozycje, żeby chociaż przez chwilę przymknąć powieki. Przynajmniej wagon mamy pusty. No bo jaki dureń o tej porze jedzie pod Częstochowę? Dopiero około godziny piątej z odległej krainy półsnu dostrzegamy jakieś kształty, majaczące niczym upiory w przestrzeni wagonu. Pewnie jadą do roboty, budować realny i wyspany świat.
– Puff – senność znika.
– Stacja Częstochowa! Wysiadaaaaać, drzwi zamykaaaaać! – dałoby się pewnie słyszeć trzy dekady temu.
To nie koniec podróży. Bilety, przystanek, sklep, przystanek. Na zewnątrz już ciepło, słonecznie, no i ptaki... One chyba wcale nie spały, ciągle się drą. Teraz autobus podmiejski z Częstochowy do Kusiąt Starych i po szóstej docieramy na miejsce. Jest słonecznie, ciepło, acz jeszcze rześko.

Do boju!
Krótki spacer asfaltem – serce ma chwilę, żeby łaskawie zacząć bić, bo chyba przysnęło. Zejście z drogi w lewo, szeroka szutrówka, most kolejowy... I wreszcie wyrasta przed nami osłonięte drzewami wzniesienie Zielonej Góry.
Zielonej Góry?! Tak. Ale nie tej. Jesteśmy przecież na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, na wschód od wsi Kusięta Nowe. Chodzi zatem o rezerwat przyrody „Zielona Góra”, na który składa się właściwie tylko jedno wzgórze o tej samej nazwie, wznoszące się 330 m n.p.m. Przebiega tędy czerwony Szlak Orlich Gniazd. Wapienne wzgórze, otoczone w większości bukowym lasem, kryje w sobie pewną tajemnicę.
– I znowu ta sama nazwa – Jaskinia na Zielonej Górze – zauważam na mapie, a wkrótce przytakuje mi informacyjna tablica.
Stalaktyty, stalagnaty, draperie i najróżniejsze formy wapiennej szaty naciekowej
– lekcja geografii na żywo. Miejsce całkiem łatwo dostępne – polecam nauczycielom omawiającym tematykę krasu.
Oto więc stoimy u wejścia do poziomej jaskini, długiej na 150, a głębokiej na dziewięć metrów. Sen? Jaki sen? Dawaj do dziury! Zrzucamy plecaki, przebieramy się w „ciuch bojowy” i do środka! Chwilami na stojąco, czasem czołgając się, no i w głowę trudno się raz na jakiś czas nie walnąć. Przodem, tyłem, z dołu, z góry – wciskamy się w te poskręcane szczeliny, przechodzimy pod progami, omijamy głazy. Pod nogami (a raczej kolanami) trochę wody, a w jaskini znacznie chłodniej niż na zewnątrz. Jak się potem okaże – kojąco chłodniej. Z jednej strony podekscytowanie, z drugiej zauroczenie i ciągłe czworonożne odkrywanie nieznanego. Jest ciemno, w końcu to jaskinia, a jednak wątłe światła czołówek pozwalają dostrzec piękno surowej przyrody, urokliwy blask wody skraplającej się na błyszczącym kalcycie.
Właśnie – kalcyt. W swoim czasie nazywany był szpatem i intensywnie wydobywali go górnicy na potrzeby między innymi hut szkła. Górników zajmujących się pozyskiwaniem szpatu nazywano szpatowcami lub szpaciarzami. Warto wiedzieć, że kalcyt z Jury Krakowsko-Częstochowskiej trafiał na przykład do hut szkła w Piotrkowie Trybunalskim. Czyli do naszych rodzinnych stron! Sami szpatowcy cieszą się ambiwalentną sławą – z jednej strony eksploracja kalcytu spowodowała ogromną dewastację i deprecjację bezcennej szaty naciekowej jaskiń wapiennych, z drugiej szpaciarze przyczynili się do odkrycia wielu tych pieczar, umożliwiając nam ich poznanie. Jaskinia na  Zielonej Górze cieszy się na razie dobrym stanem i wszystko wskazuje na to, że wydobycie skoncentrowało się nieco dalej... Ale tym „dalej” powędrujemy za chwilę.
Niczym rasowi speleolodzy przez dobre pół godziny badamy każdy zakamarek naszej pierwszej na dzisiejszym szlaku pieczary. Wreszcie uznajemy, że na dziś wystarczy. A w każdym razie tu. Czas na podróż ku nowej przygodzie!


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też