Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Makowski

Śladami przemytników

NPM 4/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Przewietrzone oblicze stoków Magurki z widokiem na Diablak (fot. Michał Parwa)
Podwijam zagięty róg mapy i delikatnie prostuję wymięty papier. Zdmuchuję kurz ze starych dzwonnic, szałasów i zapomnianych granic. Przez kolaż szlaków uciekam na Słowację, śladami przemytników i dawnych skrótów. To, w jakim jestem paśmie, zdaje się schodzić na drugi plan.

Okolice Babiej Góry. Bezsprzecznie honorowe miejsce na liście „naj” i „och” wśród górskich destynacji Polaków. Na potwierdzenie przytoczę maksymę znajomego przewodnika, który zwykł pouczać dzieciaki: „kto królowej Beskidów nie widział, ten w żadnych górach nie był”. Nie jestem pewien, czy ów fakt niepodważalny trafia w serca rozkrzyczanych gimnazjalistów, kiedy drepczą niemalże za karę po śladach pana belfra. Ale, jak to mówią, w każdej bajce jest coś z prawdy. Jeśli pójść tym tropem, okazuje się, że kraina Babiej Góry dzieli turystów na dwie nierówne części. Tych zakochanych na zabój, rokrocznie maszerujących wokół swego bóstwa. I drugich, którzy byli, zaliczyli i w turystycznym pandemonium, jakie panuje tu w sezonie, nie chcą więcej uczestniczyć. Co najgorsze, reguła obowiązuje, nawet jeśli wykluczymy z dywagacji sam wierzchołek, dając szanse temu, co oferują sąsiednie szlaki.
Lekarstwo na całe zło, mogące wykurować obydwa schorzenia, znalazłem całkiem przypadkiem, klucząc po mapie nieopodal Jałowca (1111 m n.p.m). Przyjemna pętla z krótkim wypadem za granicę aż się prosi o weryfikację w terenie. Żeby nie było tak łatwo, wbiję kij w mrowisko, pisząc, że planujemy wędrować po Beskidzie Makowskim. I to startując z Zawoi, dosłownie pod nosem Diablaka (1725 m n.p.m.). Już słyszę te podniesione głosy, pomstujące, że to przecież Beskid Żywiecki! Tak jest, potwierdzam. Cały rejon został ujęty na każdej mapie i w niemal każdym przewodniku o tym ostatnim. Jednakże prof. Jerzy Kondracki, autor regionalizacji fizycznogeograficznej Polski, umieścił nasz cel – Mędralową (1169 m n.p.m.) – właśnie w Beskidzie Makowskim. A z mistrzem nie ośmielę się wejść w polemikę, zwłaszcza że poszatkował cały kraj z dokładnością do mezoregionów. Tym samym podpowiem kolekcjonerom Korony Gór Polski, że sprawa zaszła równie daleko, jak w przypadku Mont Blanc i Elbrusu. Chcecie zaliczyć Beskid Makowski? Zatem poza Lubomirem (904 m n.p.m.) zapraszam do dalszej lektury.

Szukaj wiatru w polu
Droga na styku dwóch wspomnianych pasm wiedzie przez najdłuższą wieś w Polsce. Najpierw u podnóży Policy (1369 m n.p.m.), dalej po nowych rondach wprost do wnętrza drogowej delty z dziesiątkami odnóg. Pierwsze wrażenie jest zawsze takie samo – liczba osiedli i przysiółków Zawoi jest wręcz niepoliczalna. Asfalt meandruje pośród labiryntu skrętów aż do przygranicznej Czatoży, gdzie zaczynamy dzisiejszy spacer. Senna jednoulicówka wita nas niewielkim wyciągiem i zabytkową dzwonnicą loretańską. Pierwotnie miała odstraszać chmury burzowe i ostrzegać okoliczne gospodarstwa przed niebezpieczeństwem. Jeszcze kilka dekad wcześniej do rozruszania dzwonu potrzeba było kilku mężczyzn, kiedy niby prostą czynność utrudniali płanetnicy, starosłowiańskie demony burzy. Odkąd jednak dzwon zaczął wzywać na „Anioł Pański”, nikt już o tym w Zawoi nie wspomina. O starych zwyczajach świadczy za to zespół kamiennych piwnic. Niby zwykłe schowki na ziemniaki czy inne zbiory. Ale z racji konstrukcji i stałej temperatury przez cały rok wciąż mają przewagę nad tradycyjną lodówką.
Na podziemnych spiżarniach kończy się droga i atrakcje stworzone ludzką ręką. Tuż obok tabliczki Babiogórskiego Parku Narodowego zaczyna dominować przyroda. Przekraczamy granicę lasu i przy napotkanym rozgałęzieniu odbijamy w prawo za czarnym szlakiem. Na pierwszy plan wychodzą ślady ciągników, pracy drwali i wielkiego sprzątania po halnym z końca ubiegłego roku. Nie tylko w Tatrach, ale i tu pozostawił on po sobie ogromne pamiątki. Po krótkim podejściu, trawersie zbocza i przecięciu kilku jarów wyłania się prawdziwy obraz zniszczenia. To, co na mapie bije po oczach intensywną zielenią, w kilka godzin stało się pustynią pniaków i gałęzi. Cały stok Magurki (1114 m n.p.m.) przeszedł solidny lifting, zyskując tym samym unikalny widok na wierzchołek Diablaka, który z tej perspektywy wygląda jak dymiący wulkan upstrzony pióropuszem obłoków. Skalę destrukcji uzupełniają wątłe, pojedyncze drzewa przypominające o tym, co niedawno rosło wokoło.
Nie bacząc na upływający czas, co chwilę się obracamy, uwieczniając na zdjęciach dzieło wiatru. W ten sposób leśna wędrówka, planowana na godzinę z górką, zmienia się w długie podejście przeciągnięte nieplanowanym przystankiem w wiacie. Dach i ławki pozwalają odpocząć, uzupełnić kalorie, by w pełni sił stanąć na pobliskim szczycie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”