Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Śladami pana Stanisława

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Odseparowana od turystów Płaczliwa Skała najokazalej prezentuje się ze szlaku na Przełęcz pod Kopą (fot. Michał Parwa)
„Ślad” to tytuł jednego z filmów, który dobrych parę lat temu był prezentowany na Przeglądzie Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju. Nakręcił go Marcin Latałło, syn Staszka Latałły, filmowca i taternika, który zginął podczas zimowej wyprawy na Lhotse w 1974 roku. Marcin zrealizował swój film, kiedy miał tyle samo lat co jego ojciec, gdy podejmował swoje najważniejsze życiowe decyzje. Chciał zrozumieć.

Strome ściany biją po oczach już przy wyjeździe z Nowego Targu. Górujący w paśmie Hawrań (słow. Havran; 2152 m n.p.m.) wraz z Płaczliwą Skałą (słow. Ždiarska vidla; 2142 m n.p.m.) z każdym pokonanym kilometrem zdają się nabierać wysokości. Rosną do tego stopnia, że na granicy w Jurgowie zasłaniają niemal cały krajobraz. Wtedy każdy turysta, który choć raz w życiu powąchał tatrzańską skałę, zaczyna podejrzewać geologiczny szwindel. Otóż w odróżnieniu od Tatr Wysokich i Zachodnich, Tatry Bielskie zbudowane są prawie wyłącznie ze skał osadowych: wapieni, margli i dolomitów. Nawet pod względem położenia pasują tu jak pięść do nosa. Wyodrębnione pasmo niczym wbity klin wyrasta ni stąd, ni zowąd w poprzek głównej grani tatrzańskiej. I jeszcze ta ich rozległość. W linii prostej ledwie 13 kilometrów, a zatem blisko trzy razy mniej od na przykład Gorców. Aż korci człowieka, żeby zobaczyć z bliska ten nietypowy twór. Szczególnie, że mamy początek jesieni. A zatem ostatni dzwonek, by ruszyć na trasę przed zwyczajowym na Słowacji zamykaniem szlaków na zimę.

Eksplorator zamkniętych szlaków
Na świadka eskapady biorę Piotra, z którym wspólnie jedliśmy chleb z niejednego górskiego pieca.
– Na pewno nie jedziemy do Starego Smokowca? Bo w tych rejonach to raczej trawa będzie – marudzi, łypiąc okiem po wyciągach narciarskich.
Jeszcze nie wie, że za parę godzin będzie kuśtykał z obtartą piętą, niańcząc na przystanku węgierskie dzieciaki. Ale po kolei… Żeby go przekonać, sięgam do lektury pod tytułem „Tatry Bielskie: szczegółowy opis geograficzny”, wydanej w roku 1894 nakładem jej autora – Stanisława Eljasza-Radzikowskiego. Zgadza się – chodzi o syna Walerego Eljasza-Radzikowskiego, słynnego malarza i współzałożyciela Towarzystwa Tatrzańskiego. Jego potomek w końcu XIX stulecia udał się w ten rejon i jak sam pisze: „Obrawszy sobie siedzibę we wsi Żarze u stóp Tatr Bielskich, zwiedziłem całe pasmo razem z miejscowymi przewodnikami szczegółowo, schodziłem wszystkie doliny i zdjąłem kilkanaście widoków (…)”. Wszystko po to, aby stworzyć cenną pracę na temat okolicznych nazw geograficznych.
Podobnie jak niestrudzony badacz, my także zatrzymujemy się w Zdziarze (słow. Ždiar), ale na parkingu przy ośrodku narciarskim Strednica, gdzie zaczynają się zielone znaki. Dokoła trzy samochody, cisza i spokój. W życiu bym nie powiedział, że tak wygląda tatrzański parking w pogodną sobotę. Dlatego nie przestaję katować kolegi cytatami z Radzikowskiego, aby utwierdzić go w przekonaniu, że dokonaliśmy właściwego wyboru. A zatem, jak pisał Stanisław: „Wyższe szczyty (…) wkraczają już w krainę turni (ponad 2050 m.) (…) Niebrak tutaj urwisk i przepaści, skał stromych i przewiesistych źlebów (…)” (pisownia oryg. – przyp. red.).
– No to w drogę, zobaczmy te lufy pod stopami – grymasi pod nosem kolega.
Nieśpieszny marsz przez rozległą łąkę i zarastające zbocze trwa trzy kwadranse. Gwoli ścisłości, raczej schodzimy, niż zdobywamy wysokość. A krótką rozgrzewkę umilamy sobie dyskusją o nazwie Tatr Bielskich. Wbrew obiegowej opinii, nie ma ona nic wspólnego z Bielsko-Białą, lecz wywodzi się od miasteczka Biała Spiska. Notabene w latach 1412-1769 wraz z tutejszymi lasami i pastwiskami należało ono do Polski.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Słowacja

Zobacz też