Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Żywiecki

Skok w bok

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Skrzyżowanie szlaków na Przełęczy Kucałowej z Okrąglicą w tle (fot. Michał Parwa)
Czas rządzi tu niepodzielnie. Zatarł wspomnienia o szałasach, a ostatnie owce sprowadził w doliny dekady temu. Pamięta jedynie katastrofy i śpiewy partyzanckich oddziałów. Dla przyszłych pokoleń zostawił widoki, choć do spółki z lasem co roku nadgryza skrawek panoramy. I wciąż z tą samą łatwością pozwala się zmęczyć lub odpocząć. Gdzieś na skraju ukwieconych górskich łąk.

Pasmo Policy zaczyna się na polanie Krowiarki, pośród zbitki samochodów i masy pędzącej na Babią Górę. W stronę północną skręca niewielu. Może co 10. turysta. Już samo wejście na szlak jest jakieś nazbyt zarośnięte i odstrasza stromizną. Ilekroć bywam w tych stronach, odwracam głowę od Królowej Beskidów, zadzierając ją właśnie na północ. Tam, gdzie szlak czerwony stopniowo kulminuje aż po kopułę Policy (1369 m n.p.m.). Szczytu, który spaja swymi ramionami Górali Babiogórskich, Kliszczaków i Orawiaków. Ci z kolei odwdzięczają się górze feerią kolorowych strojów i gwar. Zupełnie innych w Zawoi, Zubrzycy Górnej czy Osielcu, gdzie pasmo delikatnie opada do doliny Skawy. Turyście pozostaje wybór z gatunku najprzyjemniejszych, tras pieszych i rowerowych bowiem w okolicy nie brakuje. Wystarczy dzień lub dwa, by choć na chwilę odpocząć od Diablaka (1725 m n.p.m.) albo przystanąć w drodze pod Tatry. I dokładnie ten drugi przypadek zdarzył mi się za Pcimiem, pośrodku dwupasmowej ekspresówki, kiedy wszystkie auta nagle wyhamowywały praktycznie do zera. W takiej sytuacji scenariusz jest do przewidzenia. Jak S7 długa i szeroka po nawierzchni niesie się głuchy telefon:
– To już korek do Skomielnej czy wypadek? – słychać echem aż po rondo w Lubniu.
Patrząc na zegarek, wyliczam opcje ucieczki. Do Zakopanego dotrę może w południe. Za to przed Naprawą można zjechać do Jordanowa, pod pasmo wspomnianej Policy. Karolina nie protestuje. Obiecałem, że dziś zobaczy Tatry, i słowa dotrzymam.

Gdzie ta hala?
Krajobraz zmienia się dopiero w Toporzysku. Co rusz trafiamy na konia z wozem czy starą wueskę (kultowy motor produkowany w PRL), a każdy zakręt i skrzyżowanie zdobią kapliczki. Przystrojone, drewniane i murowane wypełniają wolne przestrzenie przy szosie. Niczym drogowskazy prowadzące do Sidziny wprost pod skansen z ekspozycją zabudowy regionu orawskiego. Dalej jest tylko asfalt przez las. Hen na Przełęcz Zubrzycką (876 m n.p.m.) z przystankiem w Sidzinie-Wielkiej Polanie, skąd chcemy wystartować w górę.
Na pierwszy rzut oka zwyczajny beskidzki przysiółek. Kilka domów, szlaban przy granicy lasu i sklep otwarty, jak właściciel zechce. Ale są też miejsca parkingowe, stoliki i wiata zachęcające do pauzy przed marszem po czarnym szlaku, który niepozornie odbija na wąską dróżkę. Za mniej więcej półtorej godziny czeka nas wizyta w schronisku na Hali Krupowej, znanym czytelnikom i uczestnikom Biwaków Zimowych organizowanych przez redakcję „n.p.m.”. W tym czasie można się delektować zapachami świerków i buczyn, kiedy trawers wdziera się ponad tzw. Psią Dolinę. Ktoś powie „monotonia”, bo oto las sięga po horyzont, a nogi bezustannie przebierają, zdobywając wysokość. Mamy jednak przewagę, wiedząc, że widoki niebawem wynagrodzą cały trud podejścia.
Pierwsze przebłyski pojawiają się wraz ze znakami zielonymi. Biegną spod skansenu, przypominając, iż do celu pozostał najwyżej kwadrans. Przy tej okazji warto sprostować błąd nazewniczy. Prawdziwa Hala Krupowa znajduje się kilkaset metrów poniżej, na zboczu Okrąglicy (1247 m n.p.m.). Za to schronisko skrywa się tak naprawdę na krańcach Hali Kucałowej, rozciągniętej aż po Kucałową Przełęcz (1170 m n.p.m.).

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też