Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Góry Łużyckie

Skarb za miedzą

NPM 7/2012
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Grupiński
Leśne odkrycie - trzystuletni relief św. Trójcy (fot. Grzegorz Grupiński)
W poszukiwaniu gór idealnych na wypad z dziećmi zawędrowaliśmy na zachodni kraniec Sudetów. Góry Łużyckie, położone zaledwie kilkanaście kilometrów od Bogatyni, okazały się strzałem w dziesiątkę.

Czego oczekujemy od „gór idealnych dla dzieci”? Chcemy, by nasze wyrośnięte kilkulatki mogły osiągać górskie cele już na własnych nogach. Podejścia powinny więc być krótkie i urozmaicone. Dobrze, gdy u celu wycieczki stoi schronisko czy inny ciekawy obiekt. Co tu dużo gadać perspektywa nagrody w postaci lodów znacznie lepiej motywuje dziecko niż abstrakcyjne pojęcie ciekawego panoramicznego widoku. Grupy skał czy ruiny zamków są OK, ale to za mało. Oprócz atrakcji górskich i krajoznawczych przyda się możliwość skorzystania z rozrywek niemających z górami nic wspólnego, ale za to interesujących dla dzieci, jak na przykład baseny, zoo, parki tematyczne. Niezależnie od tego, w takim rejonie powinna być cisza i spokój, żebyśmy mogli po prostu odpocząć od codziennej gonitwy.
Z takimi oczekiwaniami przekraczamy granicę w Sieniawce. W dwie rodziny chcemy zawojować Góry Łużyckie – najbardziej wysuniętą na zachód część Sudetów. Położone u styku trzech granic, o przysłowiowy rzut beretem od tak zwanego worka turoszowskiego, znanego z wielkiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego, w większości leżą na terytorium Czech. Mniejsza część, nazywana Górami Żytawskimi (Zittauer Gebirge), należy do Niemiec i landu Saksonia.

Transgraniczny piec
Najwyższym szczytem rejonu jest graniczny Luž (niem. Lausche, 792 m n.p.m.). Zdobywamy go z Mariuszem raczej mało rodzinnie, nawet nie próbując namawiać żon ani dzieci na pobudkę o godzinie 3.45.
Przed brzaskiem pozostawiamy auto przy schronisku Luž w miejscowości Horní Světlá i pospiesznie ruszamy w las, by zdążyć na wschód słońca. Podejście jest krótkie, ale w drugiej części całkiem strome. To charakterystyczne dla większości tutejszych wierzchołków, przypominających kształtem wulkaniczne stożki. Nie dziwota zresztą, jako że Góry Łużyckie zbudowane są w dużej mierze ze skał pochodzenia wulkanicznego. Zasapani docieramy do przekaźnika na szczycie, z ulgą stwierdzając, że słońce jeszcze nie wzeszło.
Król Gór Łużyckich wynagradza nasz krótki wysiłek pouczającym widokiem, obejmującym terytorium trzech krajów. Na północy, nisko w dole, ścieli się dywan światełek niemieckich miejscowości Waltersdorf i Jonsdorf. Od południa i zachodu otacza nas pofalowana kraina spiczastych wierzchołków i grzbietów zarośniętych lasem mieszanym. Ależ tu musi być pięknie jesienią, kiedy te połacie buków zmieniają kolor na rudy… Wreszcie słońce wyskakuje znad płaskiej części horyzontu na północnym wschodzie, gdzieś nad Bogatynią. Słoneczna tarcza zaczyna powoli wędrować w stronę odległych Gór Izerskich, za którymi rozpoznajemy zarysy Karkonoszy z resztkami śniegu.
Widok z Lausche podziwiano od dawna, już od 1823 roku turystów przyjmowała na wierzchołku gospoda. Późniejsze wygodne schronisko „Lausche Baude”, po którego fundamentach stąpamy, było oryginalną budowlą, bo postawioną na terytorium dwóch państw – Niemiec i habsburskiej Austrii, do której należały wówczas Czechy. W bufecie można było płacić markami i koronami, na ścianie wisiały dwie różne skrzynki pocztowe, za to wnętrze ogrzewał jeden wielki transgraniczny piec kaflowy. W 1946 roku obiekt spłonął do szczętu, ponoć podpalony przez Niemców, którzy nie chcieli, by dostał się w ręce Czechów.
W pierwszych promieniach słońca zbiegamy do auta. W kilka minut dojeżdżamy do naszej bazy w Mařenicach – dwustuletniej, niedawno odnowionej drewnianej chałupy, którą wynajęliśmy na te kilka dni. Okoliczne wsie są pełne takich zabytkowych, świetnie utrzymanych domów. Wiele z nich ma typową dla regionu konstrukcję przysłupową – górne piętro opiera się na charakterystycznych słupach, wyeksponowanych na elewacji parteru. Tradycyjna architektura doskonale harmonizuje z bujną przyrodą i górskim krajobrazem. Tu nie ma mowy o typowym dla polskich gór „gwałcie estetycznym” – budowaniu jakichś nowomodnych betonowych potworków, bardzo mało też jest domostw zaniedbanych czy zrujnowanych. Czesi pod tym względem biją nasz kraj na głowę. Ciekawe, na ile to kwestia wyższego poziomu życia oraz odpowiednich zapisów prawnych i administracyjnych, a na ile – zwykła kultura, zamiłowanie do porządku i szacunek dla tradycji.

Witamy w enerde
Czas na pierwszą wędrówkę w rodzinnej ekipie – dziewięciolatków Hani i Szymka, sześcioletniego Miłka i pięcioletniej Mai. Na celownik bierzemy najbardziej spektakularny z łużyckich „wulkanów” – skalisty Klíč (760 m n.p.m.). Szczyt odznacza się w pejzażu swoją kształtną sylwetką – wygląda dokładnie tak, jak dzieci malują góry. Podchodzimy z górnej części miejscowości Svor. Towarzystwo na krótkim odcinku musi pokonać jakieś 250 metrów przewyższenia przez bukowy las, a następnie zakosami oferującymi dalekie widoki na graniczny grzbiet. Stawka rozciąga się niemiłosiernie, ujawniając bardzo zróżnicowany poziom motywacji uczestników wycieczki. Kiedy młodsza córa z uśmiechem wbiega na wierzchołek, starsza marudzi niemiłosiernie w połowie podejścia, udając, że umiera ze zmęczenia. Kiedy Hanię na szczycie interesuje tylko butelka z sokiem, Maja w skowronkach biega po skałkach – aż strach, bo jest o co głowę rozbić.
Skupiając się na pilnowaniu dzieciarni, niełatwo podziwiać widoki. A warto. Prawdziwa panorama 360 stopni – w każdym kierunku znajdziesz coś ciekawego. Choćby tam, na północnym zachodzie – gdzie kończą się Sudety, a zaczynają się poszarpane kształty wzniesień i skałek Czesko-Saskiej Szwajcarii. To również doskonały rejon na wypad z dziećmi, choć niestety znacznie bardziej popularny i skomercjalizowany. Z kolei na południu teren gwałtownie nurkuje w dół, a z łagodnie pofalowanej wyżyny Średniogórza Czeskiego wybijają się odosobnione wulkaniczne stożki, między innymi zwieńczone zamkami góry: Ralsko i charakterystyczny podwójny Bezděz. Jego odpowiednikiem w panoramie Gór Łużyckich jest dwuwierzchołkowy Hvozd (749 m n.p.m., niem. Hochwald).

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też