Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | OTARGAŃCE I WOŁOWIEC

Skała sprzyja kontemplacji

NPM 9/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Autor:
Grzegorz Stodolny
(fot. Grzegorz Stodolny)
Najpierw stroma dzida przez wycięty las, gdzie gubimy zielone znaki wiele razy. Ale gdy człowiek wychodzi na grań, otwiera usta z wrażenia. Nie mamy żadnych wątpliwości, że to jeden z najpiękniejszych tatrzańskich szlaków. Można się w tym miejscu zakochać.

Jakie przychodzą Wam do głowy nazwy szczytów Tatr Zachodnich po słowackiej stronie? Niemal każdy w pierwszej kolejności wymieni Rohacze. Dwie potężne góry, które budzą szacunek i podziw u każdego, kto tylko na nie spojrzy. Szczególnie przerażają z perspektywy położonego nieco na północ granicznego Wołowca. Z oddalonego na wschód Jarząbczego Wierchu wydają się nieco łagodniejsze. Ale to tylko pozory. Wystarczą pierwsze ostre skały na podejściu z Jamnickiej Przełęczy i nie ma mowy o lekceważeniu wspinaczki. Tu najważniejsza jest koncentracja. Na symbolicznym cmentarzu w pobliskiej Dolinie Żarskiej jest wiele pamiątkowych tablic, które są wspomnieniem tych, co zostali tu na zawsze.
Położone nieco z boku Otargańce wymieniają nieliczni. A szkoda. Rację ma niezawodny Józef Nyka, pisząc, że to „rzadko uczęszczany, piękny widokowo i ciekawy turystycznie szlak”. Przyrównuje go też odcinkami do Orlej Perci. I choć nie ma tu słynnej drabinki ani też zbyt wielu klamer czy łańcuchów, to sama grań może przypominać nieco Kozi Wierch. Kto tu trafi, na pewno nie będzie rozczarowany.

Piątka z drewnianym posągiem
U wylotu Doliny Raczkowej (słow. Račkova dolina) stajemy we troje razem z Magdą i Tomkiem o godzinie 8.30. Tak, wiemy, że ruszanie na ponad 10-godzinną wyrypę o tej porze to stanowczo za późno, ale gdy w poprzednie dni napierało się ostro w Tatrach Wysokich i Niskich, motywacja do wczesnej pobudki nieco spada.
Na wysokości 889 metrów n.p.m. wita nas drewniany ludek w czerwonej czapeczce z narciarskim kijem w ręku. Nie ma jak symboliczna piątka z jednym z symboli Doliny Raczkowej, gdzie Słowacy ustawili kilka takich posągów. Większość z nich ma około czterech metrów wysokości i waży nawet do 400 kilogramów. Jest też dziadek Raczko z wnukiem, anioł i krasnolud. Wszyscy nawiązują do legend i historii związanych z Doliną Raczkową. Nad naszym turystą narciarzem umieszczono jeszcze głuszca, który spogląda na wszystkich z gałęzi drzewa.
Choć jeśli chcemy być precyzyjni, to właściwa Dolina Raczkowa zaczyna się dopiero za pół godziny. Na razie wchodzimy do Doliny Wąskiej (słow. Úzka dolina), która jest początkowym, dwukilometrowym odcinkiem szlaku wspólnego dla dolin: Raczkowej i Jamnickiej. Spacer szeroką ścieżką to idealny czas na rozruszanie kości i złapanie odpowiedniego rytmu.
Gdy dochodzimy do Niżnej Łąki (945 m n.p.m., słow. Nižná lúka), żarty się kończą. Od razu po wejściu na wąską ścieżkę między drzewami rozpoczyna się ostra dzida w górę. Nie może być inaczej. Według oznaczeń na znakach, mamy trzy godziny i kwadrans, by wspiąć się w górę o wysokości 1250 metrów. Rację ma Ryszard Gajewski, który kilka stron wcześniej w rozmowie o Gerlachu przekonuje, że słowackie czasy są bardzo ambitne. Na szczęście jest jeszcze Józef Nyka, który w swoim przewodniku daje dokładnie godzinę dłużej na pokonanie tego odcinka. I tego staramy się trzymać.

Dzieci nie chcą pić
– Błogosławieni, którzy wymyślili zakosy – oceniamy zgodnie, gdy cierpliwie i mozolnie zdobywamy wysokość, skręcając raz w lewo, raz w prawo.
Początek podejścia to głównie stopnie stworzone przez korzenie. Ale im wyżej podchodzimy, tym więcej dostrzegamy uschniętych drzew. W pewnym momencie zauważamy, że całe połacie lasu na okolicznych zboczach zostały „wycięte w pień”. Zastanawiamy się, czy to efekt zmian klimatycznych i panującej od dawna suszy, czy też konsekwencja intensywnych działań kornika.
W pewnym momencie ścieżka jest przeorana przez ściągane po wycince kłody, a luźna ziemia nie daje dobrej przyczepności. Orientujemy się, że w zasięgu wzroku nie widzimy żadnego zielonego znaku. Idziemy intuicyjnie, w kierunku północo-wschodnim, byle do góry.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też