Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Armenia

Siostra Araratu

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Konrad Tulej
Drugi wodospad. Nad nim wejście do krateru (fot. Konrad Tulej)
90 kilometrów w linii prostej od „świętej” – jak mawiają Ormianie – góry Ararat znajduje się najwyższy szczyt na terytorium Armenii. Wybitny stratowulkan z czterema wierzchołkami zachwyca pięknem kwiatów roślinności alpejskiej, polodowcowymi jeziorkami oraz wodospadami wypływającymi z krateru.

Rok 2011 to nasze pierwsze spotkanie z Armenią i Kaukazem. Zdobywamy wtedy we troje łatwy szczyt południowy, położony na wysokości 3879 m n.p.m. Z najniższego wierzchołka wulkanu spoglądamy wówczas na pozostałe trzy szczyty – z nadzieją, że kiedyś uda się nam stanąć na którymś z nich. Najbardziej marzy nam się Aragac Północny (4095 m n.p.m.). Trzy lata później najwyższa góra Armenii jest jednym z celów „Keen Caucasus Expedition. Z dzieckiem w plecaku 2014”.

W wiosce
Trekking do krateru wulkanu zaczynamy z głównej drogi M3, która prowadzi ze Spitak do Asztarak (Ashtarak). Wysiadamy z autostopu w wiosce Hartawan (Hartavan). W okolicy znajdują się dwie stacje benzynowe i kilka prywatnych samochodów. To lokalni Ormianie próbują pracy jako taksówkarze. Czekają cierpliwie na potencjalnych turystów, których w ciągu dnia można tutaj policzyć na palcach jednej ręki. Po uprzejmej rozmowie wiedzą, że trafili na autostopowiczów. Zdają sobie sprawę, że na nas nie zarobią, a mimo to miło się żegnają. Wioska Aragac oddalona jest od tego miejsca o ponad trzy kilometry. Idziemy zatem ochoczo po asfaltowej drodze, dosłownie przez minutę. Nagle zatrzymuje się srebrny zachodni samochód. Kierowca z uśmiechem na twarzy pyta po rosyjsku:
– Dokąd zmierzacie?
– Na Aragac – odpowiadam.
– Wsiadajcie, chcę wam pomóc.
W parę chwil przejeżdżamy przez wioskę Szenawan (Shenavan) i docieramy do wioski o nazwie takiej samej jak nasz cel. Sympatyczny kierowca przeprasza, że nie może podwieźć nas dalej. I tak jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Nie lubimy człapać po asfalcie.
Jest ciepły wieczór. Mijamy budynki mieszkalne zbudowane z tufu wulkanicznego. Wokół domostw znajdują się niemal wyłącznie pola ziemniaczane. Tuż przy domowych ogródkach stoją piramidki suszonych w słońcu odchodów przemieszanych ze słomą, które w zimie służą za opał. Pasterze z łąk zaganiają krowy do zagród. Dzieci na ulicy grają w piłkę. Dwa dni temu odbył się finał Piłkarskich Mistrzostw Świata w Brazylii. Ciekawe, kto wygrał? Dorośli krzątają się przy dobytku. Uśmiechają się, kiedy pozdrawiamy ich w języku ormiańskim. Od razu zapraszają nas do siebie na kawę i pytają, jak mogą nam pomóc. Uprzejmie dziękujemy. Mówimy, że jest jeszcze widno, więc trochę przejdziemy się w górę.
– A gdzie będziecie spać? – pytają z troską.
– Na łące w namiocie – szybko odpowiadamy.
– Ale jak z takim małym dzieckiem w namiocie? Przecież w nocy jest chłodno, a na górze to leży śnieg. No i daleko. Zostańcie u nas!
Uspokajamy ich, że to nie jest nasz pierwszy raz. A chłopak, choć mały, to już porządnie doświadczony. W myślach tylko stwierdzam, że ormiańskie dzieci, nawet młodsze od Mikołaja, od rana do wieczora pracują w polu i nikt ich nie żałuje. Jednej gospodyni obiecujemy, że jak będziemy wracać, to wstąpimy do niej na kawę. Jeszcze z daleka słyszymy, jak woła:
– Tylko pamiętajcie: niebieska brama. Będę czekać!
Przy ostatnim domu, na drodze prowadzącej w stronę wejścia do krateru, pojawia się sympatyczny gospodarz. Tradycyjnie zaprasza do siebie. Ale nie jest nachalny. Wyczuwa nasze potrzeby. Chcemy w spokoju we troje napawać się otaczającym nas pięknem podnóża wulkanu. Wagan pokazuje nam dobre miejsce na biwak. Mówi też, gdzie znajdziemy pitną wodę. Żegna się z nami, ale po 15 minutach wraca.
– Jutro będzie tędy jechać mój przyjaciel. Pracuje jako elektryk. Jak będziecie na drodze, to was podwiezie kilka kilometrów w górę. Już to załatwiłem. Właśnie z nim rozmawiałem. Nie ma żadnego problemu.
Na odchodne pyta raz jeszcze, czy niczego nam nie brakuje. Uspokajamy go, że wszystko jest w porządku. W razie potrzeby wiemy, że możemy liczyć na jego pomoc. Serdecznie życzymy sobie spokojnej nocy. Każdy odchodzi w swoją stronę. Rozstawiamy namiot na dywanie wysokich traw. Usypia nas szum płynącego nieopodal strumienia i cykanie owadów. Zasypiamy jak dzieci.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Kaukaz
Armenia

Zobacz też