Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Bystrzyckie

Siedem muflonów i pies

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Magdalena Prask
Widok na Duszniki-Zdrój ze schroniska Pod Muflonem (fot. Magdalena Prask)
Gdy w jesienne mroczne dni nagle zaświeci słońce, w mojej głowie od razu rodzi się pytanie, co by można zrobić z tak pięknym czasem. To, że koniecznie trzeba wtedy wyjechać z miasta, jest oczywiste. Tak jak i to, że trzeba jechać w góry. Tym razem mój wybór padł na zapomniane nieco Góry Bystrzyckie.

Ostatnimi czasy stałam się fanką Kotliny Kłodzkiej, ziemi usytuowanej na styku Śląska, Czech i Moraw. Są oczywiście w Polsce góry wyższe i bardziej widokowe, ale wędrując po pagórkowatych terenach w okolicy Kłodzka, można odkryć miejsca piękne, ważne historycznie i zupełnie nieznane. To zadziwiające, jak czasem mało wiemy o miejscach, gdzie kilka stuleci temu koncentrowało się życie regionu lub rozgrywały się bitwy między ówczesnymi mocarstwami europejskimi.

Pierwszy jest z drewna
– To gdzie jedziemy? – pyta mnie
Zdravko, gdy wsiadamy do auta. Mamy już wyrobiony „podział zadań”. Ja wymyślam, gdzie jedziemy, jaką trasę obierzemy i co będziemy robić. Zdravko organizuje przejazd i troszczy się o to, byśmy podczas całodziennych wędrówek coś jednak zjedli.
– W Góry Bystrzyckie? – proponuję, choć mam świadomość, że nie będą tam na nas czekać strzeliste wierzchołki i przepaściste granie. Ale czy zawsze takie muszą być? Ważne, że nie siedzimy w mieście, że spędzamy czas aktywnie w górach, a przy okazji zapoznajemy się z poważną europejską historią.
Po kilku godzinach jazdy samochodem docieramy do Dusznik-Zdroju. Moglibyśmy przenocować w samym mieście – jest tu wiele możliwości kwaterunku: od nowoczesnych, zadbanych pensjonatów po okazałe, ale niestety mocno podupadłe, dawne domy wczasowe. My jednak chcemy pomieszkać w górach. Poczuć klimat takiego życia. No i liczę też na to, że zobaczę w końcu jakiegoś muflona. Zostawiamy więc auto na miejskim parkingu i żółtym szlakiem ruszamy do odległego o godzinę marszu schroniska PTTK Pod Muflonem. To właśnie ono będzie naszym punktem wypadowym w Góry Bystrzyckie.
– Widzę muflona! – krzyczy Zdravko, idący kilkanaście metrów przede mną. Dobrze wie, że bardzo chciałabym napotkać tego ssaka podczas naszej wędrówki. Niestety jednak, mój pierwszy muflon jest... z drewna. To po prostu rzeźba stojąca przed wejściem do schroniska.
Gdy zbliżamy się do budynku, wybiega z niego piękny czarny pies o imieniu… Muflon. Takiego powitania się nie spodziewaliśmy. To się nazywa prawdziwa gościnność. Zwierzę na nasz widok energicznie macha ogonem i ewidentnie się przymila.
Pies jest stałym mieszkańcem schroniska Pod Muflonem – budynku, którego historia sięga XIX wieku. W owym czasie na zboczu Ptasiej Kopy powstało gospodarstwo hodowlane, którego specjalnością była produkcja serwatki, żętycy i mleka koziego, czyli produktów, których spożywanie zalecano podczas kuracji w pobliskim zdroju. A że obiekt był położony niedaleko Dusznik, szybko stał się celem wędrówek tutejszych kuracjuszy. W efekcie gospodarstwo prężnie się rozwijało i nawet drugą wojnę światową przetrwało bez uszczerbku. Później obiekt został znacjonalizowany i najpierw stał się własnością sławnego Orbisu, a następnie przeszedł we władanie PTTK. Pierwsze schronisko spłonęło w 1959 roku, ale już w 1964 roku zostało odbudowane.

Na łagodnym szlaku
Mając za sobą noc w niejednym schronisku, spotkałam się już z wieloma dziwnymi ich nazwami. Często wywodzą się od nazwy miejsca, w którym są usytuowane: góry lub przełęczy. Ale dlaczego nasze schronisko nazywa się „Pod Muflonem”? Zagadka się wyjaśnia, gdy wchodzimy do jego wnętrza. W jadalni znajdujemy... dwie głowy muflonów. Może i tworzą klimat wnętrza, ale szczerze mówiąc, wolałabym widzieć je żywe.
Mając na uwadze krótki dzień, nie spędzamy w schronisku dużo czasu. Rezerwujemy tylko nocleg i ruszamy odkrywać Góry Bystrzyckie.
Nazwa Gór Bystrzyckich pochodzi od nazwy rzeki (i miasta) Bystrzyca. Małe urozmaicenie rzeźby terenu, znaczne zalesienie i słaba baza noclegowa powodują, że pasmo to nie jest popularnym regionem turystycznym. Jest za to atrakcyjne dla wytrwałych piechurów i rowerzystów górskich poszukujących miejsc wolnych od masowej turystyki. Słowem – dla mnie – pasmo idealne.
Zaraz po wyjściu ze schroniska zatrzymujemy się i z drewnianego pomostu spoglądamy w dół. Z tego miejsca rozlega się piękna panorama na Duszniki-Zdrój i otaczające je pagórki. Słońce odbija się od dachów i ciekawie podświetla co ważniejsze budynki miejscowości. W poszukiwaniu czerwonego szlaku wchodzimy do lasu. Początkowo idziemy szeroką gruntową drogą, wykorzystywaną z pewnością przez leśników i drwali. Na jej poboczu leżą stosy świeżo ściętych pniaków.
Po 10 minutach szlak zdecydowanie skręca w prawo – szerokim łukiem obchodzimy wzgórek o nazwie Nowa. Gdy szlak dochodzi do potoku Leszczyniec, pojawia się problem: cały obszar zalany jest wodą. Czujemy się jak na torfowisku; każdy krok to zapadanie się niemal po kostki w błotnej mazi. Mało to przyjemne, ale postanawiamy iść w zaparte.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też