Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Kaczawskie

Siedem głosów ciszy

NPM 5/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
Po co chodzić po zalesionych pagórkach, które ledwo co przekraczają 700 metrów n.p.m.? Na szczęście niewielu znajduje odpowiedź na to pytanie. Dzięki temu na kaczawskich ścieżkach panuje cisza. 

Niepozorne Góry Kaczawskie to kraina łagodnych grzbietów, gęsto usiana zapyziałymi wioskami, które za Niemca zachwycały tradycyjną sudecką zabudową. Dzisiaj wiele szachulcowych domów w kratkę znajduje się w ostatnim stadium rozpadu. Zdziczałe drzewa owocowe znaczą miejsca dawnych przysiółków, a zarastające pola powoli zastępuje las.
Masowy turysta nie ma tu czego szukać, a amator prawdziwie górskich doznań raczej mknie w Karkonosze. Góry Kaczawskie pozostają więc puste, kusząc tych, którzy wolą spokój. Skusiliśmy się i my we dwie rodziny, zaglądając tu na parę majowych dni.

Brzęk garów na Różance
Odkrywanie rozpoczynamy z Przemem od wypadu do źródeł rzeki, która dała nazwę górom. Kaczawa wypływa w Górach Ołowianych – niewielkim masywie, oddzielonym od reszty Gór Kaczawskich
ruchliwymi szosami: krajową trójką, prowadzącą do Jeleniej Góry, oraz trasą Kaczorów – Kamienna Góra.
Zostawiamy auto przy ostatnich zabudowaniach Kaczorowa i polną drogą ruszamy w stronę lasu na północnych stokach góry Turzec. Trzymamy się niepozornego strumyczka, jakim w tym miejscu jest Kaczawa. Wyżej przeczesujemy las ścieżkami w poszukiwaniu malowniczego zdroju, wytryskującego spod omszałego kamienia. Nic takiego tu jednak nie znajdujemy. Za to, przedzierając się przez krzaki, docieram do błotnistej młaki, z której najwyraźniej rzeka bierze początek. Teraz z czystym sumieniem możemy kontynuować eksplorację Gór Kaczawskich.
Leśną ścieżką osiągamy grzbiet Gór Ołowianych i znakowany na zielono szlak. Ten jednak omija najwyższe wzniesienie masywu. Jako uparci kolekcjonerzy gór nieoczywistych dajemy nura pomiędzy drzewa i wkrótce odnajdujemy w chaszczach skałkę wieńczącą wierzchołek (690 m n.p.m.). Turzec wzięty!
Dalsza część zielonego szlaku to przyjemna wędrówka świerkowym lasem. W miejscu, gdzie znaki uciekają na południe, w stronę Janowic, szukamy pozostałości dawnego schroniska.
Z dawnej Rosenbaude (Różanka, 628 m n.p.m.) zostały zarośnięte ułomki murów. To tu przez dziesiątki lat turyści podziwiali górską panoramę, o której podróżnik baron Aleksander von Humboldt powiedział, że to jeden z siedmiu najpiękniejszych widoków świata.
Ze sterty suchych liści wyciągam zardzewiały dzbanek bez dna. Przypomina mi się znaleziona w internecie pocztówka z Rosenbaude z lat 30. ubiegłego wieku. Sterylnie czyste stoły, wielkie okna werandy, przez które wpada mnóstwo światła. Za oknami ośnieżone Karkonosze, w dole charakterystyczne dwa garby Gór Sokolich. Słyszę brzękanie garów w kuchni i zastanawiam się, czy w „moim” dzbanie było mleko czy może woda. Potem wraca cisza. „Z dnia 23 na 24 marca 1946 roku budynek na Różance został podpalony przez młodych polskich bandytów” – takie gorzkie słowa zapisano w kronice pobliskiej Miedzianki, którą niemiecka społeczność miała wkrótce opuścić na zawsze. Chociaż okoliczności pożaru są nieznane, to ruiny Rosenbaude są smutnym świadectwem czasu, gdy przejmowane przez Polaków ziemie przypominały Dziki Zachód, doświadczając cywilizacyjnego regresu, którego skutki są widoczne do dzisiaj w kraj-obrazie Sudetów.
Krzyk Kung Fu Pandy
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też