Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Śląski

Schody do lasu

NPM 9/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Widok spod szczytu Błatniej w stronę Jaworza i Jeziora Goczałkowickiego (fot. Tomasz Rzeczycki)
Kamienne schody na stromym zboczu przywodzą na myśl antyczny amfiteatr rzymski. Takie rzeczy na Śląsku Cieszyńskim? Zgadza się, choć szkoda, że miejsce jest zarośnięte i mało eksponowane.

Północna część Beskidu Śląskiego wydaje się rejonem tak spowszechniałym i do znudzenia przewidywalnym, że trudno tu znaleźć coś niesamowitego, co nie pasowałoby do otoczenia i zadziwiało swą odmiennością. Plątaninę szlaków turystycznych uzupełnia jedno z największych w polskich Karpatach zagęszczeń schronisk turystycznych w przeliczeniu na 100 kilometrów kwadratowych pasma górskiego. Nic dziwnego, że tłumy turystów – najczęściej ze Śląska i z Bielska-Białej – przemierzają górskie ścieżki wiodące w najpopularniejsze miejsca. Ale ten rejon gór ma także inne, mniej znane oblicze.

Park zdrojowy jak małe rondo
Wysiadam z autobusu PKS w Jaworzu-Centrum. Kiedyś do Jaworzna można było dotrzeć pociągiem, ale od kilku lat pociągi już nie jeżdżą i zostało po nich już tylko wspomnienie. Wita mnie miniaturowy, urokliwy park zdrojowy. Co prawda zmieściłby się on w całości na wielkim rondzie w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu, ale tutaj życie toczy się w innej skali. Obok przystanku ostatnie zaopatrzenie robię w sklepie Pod Goruszką. Kiedyś myślałem, że to sklep Pod Gruszką, ale potem się dowiedziałem, że chodzi tu o nazwę lokalnego wzniesienia Goruszka (411 m n.p.m.) w centrum wsi.
Kupuję „doładowanie” plecaka w postaci butelki wody mineralnej i mogę spokojnie ruszać na trasę, zwłaszcza że już minęła godzina 10. Ale tym razem postaram się choćby częściowo omijać utarte szlaki. Rezygnuję więc z żółto znakowanej trasy do Jaworza Górnego, która prowadzi wprawdzie częściowo doliną Potoku Wysokiego, ale asfaltowymi ulicami. Wybieram na początek inną, też asfaltową, dróżkę, jednak znacznie przyjemniejszą. To ulica Kalwaria. Odchodzi ona od głównej drogi ku górom, tuż powyżej prowizorycznego parkingu. Najpierw idzie się krótki kawałek stromo pod górkę, ale potem już jest łatwiej. Ta trasa ma swój walor widokowy, bo już po kilku minutach marszu wystarczy się obrócić, a na północy przed horyzontem wyłania się niebieska tafla Jeziora Goczałkowickiego, czyli sztucznego zbiornika na Wiśle za Czechowicami-Dziedzicami. Przy lepszej przejrzystości powietrza można też wyróżnić hałdy Rybnika, wieżowce Tychów i inne szczegóły zurbanizowanego krajobrazu Górnego Śląska.
Wąska, asfaltowa droga prowadzi obok gospodarstw rolnych. Potem im bliżej gór, tym więcej posiadłości, czy też rezydencji, letniskowych. Nie da się ukryć, że proces przenoszenia się bielszczan do okolicznych wiosek poczynił swoje. Jedna obok drugiej powstają podmiejskie posiadłości z obowiązkowo spadzistymi dachami i idealnie utrzymanymi trawnikami.
Po kilkunastu minutach marszu wąską drogą dochodzę do jej kresu na podgórskim skrzyżowaniu. Skręcam w prawo, w stronę Jaworza Górnego, i idę czymś w rodzaju lokalnej odmiany Drogi pod Reglami. W podgórskiej części Jaworza Górnego odnajduję żółty szlak i wraz z nim ruszam w głąb doliny. Ale na krótko, bo moją uwagę zwraca amatorsko wymalowany inny szlak, którego symbolem są trzy żółte schodki. Dojdę nim do pewnego zapomnianego uroczyska na północnym zboczu góry Wysokie (756 m n.p.m.). Najpierw idę wzdłuż górskiego zbocza lasem po przyzwoitej leśnej ścieżce. Trasa urągająca petetekowskiej instrukcji znakowania szlaków wyprowadza mnie na górę Borowina (718 m n.p.m.).
„Jestem na takiej samej wysokości jak szczyt Ślęży” – konstatuję, bo rzadko w niższych górach zdarzają się takie osobliwości.
Opuszczam beskidzką Ślężę i pnę się dalej. Niedługo potem docieram na miejsce. Na dosyć stromym, zalesionym zboczu ustawiona została niebieska tablica głosząca, że „Na tym uroczysku w okresie kontrreformacji odbywały się nabożeństwa ewangelickie”. Można też przeczytać, że na zboczu wykuto 13 kamiennych stopni o szerokości metra i wysokości nieco ponad pół metra. Stopnie te zostały wyłożone płaskimi kamieniami, tworząc w ten sposób niezwykłe audytorium. Ocenia się, że mogło się tu zgromadzić nawet 500 ewangelików, słuchających kaznodziei stojącego na ambonie usytuowanej gdzieś na dole.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też